Perspektywa Demi:
Kolejny dzień. Wstałam, założyłam
swój ulubiony t-shirt z flagą Anglii, czarne rurki i trampki; nie chciało mi
się stroić. Popatrzyłam na szafkę nocną. Wciąż leżała tam gazeta. Pomyślałam o
Trini. Kiedy mi w końcu powie, z kim będzie pracować? Była już jedenasta.
Mogłaby chociaż zadzwonić, powiedzieć cokolwiek. Może jeszcze śpi? No, ale
skoro wczoraj była w stanie zedrzeć mnie z łóżka o ósmej, to co jej dzisiaj
szkodzi? Poszłam na spacer po parku, w którym wczoraj kumpela podzieliła się ze
mną swoim szczęściem. Co jest? Gniewa się, czy co? Ale przecież się nie
pokłóciłyśmy… Kurczę. Nagle poczułam wibracje w torebce. Jest! Dzwoni Trini!
- Kurde, wcześniej się nie dało? – wypaliłam na dzień dobry.
- Ale o co chodzi? – spytała, jak gdyby nigdy nic.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a ty nawet zadzwonić nie
raczysz? – w zasadzie to nie byłam na nią zła, tylko strasznie chciałam się
dowiedzieć, czy moje „proroctwa” się nie spełniły.
- Niech zgadnę, chodzi ci o ten zespół…
- No wow, jasnowidz! – mruknęłam złośliwie.
- Aaa weź, nie ma o czy mówić, naprawdę, szału nie ma, dupy
nie urywa – usłyszałam.
- Taa, jasne, powiedz mi chociaż, czy ich znam, proszę! –
myślałam, że oszaleję.
- Nie, bo jak powiem, to nie będzie ciekawie! – czułam, że
ona celowo próbuje mnie wkurzyć, co z resztą świetnie jej wychodziło.
- Aha, dzięki! – zawiedziona, rozłączyłam się.
Nie wierzę!
Ja jej powiedziałam od razu, kiedy dowiedziałam się, że wezmę udział w pokazie
mody i założę kreację Chanel. A ona ze mną tak pogrywa! Przecież wie, jak
bardzo jestem ciekawska. No, nic, poczekamy, w końcu pęknie.
Nie minęła
chwila, a dostałam sms-a.
Trini:
Po prosu myślałam, że
bardziej się ucieszysz, kiedy poznasz ich osobiście… Chciałam ci zrobić
niespodziankę i ciągle chcę, więc przyjdź do mnie o 16:30 i pojedziemy do nich.
Jesteśmy umówieni na 17:00. Nie fochaj :)
xxx
No tak, ta to ma pomysły! Co jak
co, ale ten m się spodobał. Uradowana, spojrzałam na zegarek. Była 13:00.
Opisałam jej.
Do: Trini
Wariat! Nie można było
tak od razu? Będę, nigdzie beze mnie nie uciekaj! xxx
Podekscytowana skierowałam się w
stronę domu, wzięłam prysznic, poprawiłam makijaż i wskoczyłam w czerwone
szorty i biało – niebieską bokserkę. Siadłam na łóżku i… nic. Minęła dopiero
godzina. Nudziłam się jeszcze pół godziny, po czym postanowiłam wyruszyć do
Trini. Zdziwiła się trochę, kiedy zobaczyła mnie w drzwiach.
- A tobie co, zegarek nawalił? – walnęła na przywitanie.
- Tak, a przy okazji myślałam, że umrę z nudów – zawołałam i
wpadłam do jej kuchni. - Zobaczysz, jak będziemy sławne i bogate, to kupimy
sobie wspólną willę.
- No pewnie – zaśmiała się Trini. – Wiesz, ja się jeszcze
nie ogarnęłam, wezmę tylko prysznic i wracam, ok?
- Spoko, poradzę sobie – odparłam, po czym rozsiadłam się na
jej wypasionej sofie. Odpaliłam TV i zaczęłam oglądać wiadomości. Nagle
zobaczyłam, że telefon Trini wibruje. Szybko podeszłam i spojrzałam na
wyświetlacz. Dzwonił Harry. Że kto? Przecież Trini się z nikim nie spotyka! A
może to ten z zespołu… O cholera, a jak to jest Harry z… Bez namysłu odebrałam.
- Cześć, szefowo, to kiedy będziesz, bo Lou tak się
niecierpliwi, że już zeżarł chyba wszystkie marchewki! – usłyszałam chichot. Tak, to on! To ON!!! Mój
Harry z One Direction! No nic, postanowiłam się opanować, chociaż w środku śpiewałam
hymn szczęścia i radości.
- Szefowa bierze prysznic, będziemy o 17:00 – powiedziałam
profesjonalnym tonem.
- A ty to kto?
- Demi Stephenson, asystentka Trini – powiedziałam bez
zastanowienia.
- Aaa, a nie dałoby się szybciej, bo Lou zachowuje się… – tu
usłyszałam brzęk tłuczonego szkła – … dziwnie. Chyba sama słyszałaś.
- Co to było?
- A tam, tylko talerz. Lou, Weź się ogarnij! – Usłyszałam
stanowczy ton Stylesa.
- Dobra, zakneblujcie go, może uda nam się przyjechać trochę
szybciej. – W tym momencie usłyszałam Trini włączającą suszarkę, co oznaczało,
że zaraz wyjdzie z łazienki. – Wiesz, miło było, ale muszę kończyć. Do
zobaczenia!
- To pa! – odpowiedział Harry.
Nie wierzę.
Co to było?! Gadałam z moim największym idolem co najmniej, jak byśmy się znali
dobry kawał czasu! Uszczypnęłam się, żeby upewnić się, że to nie sen. Zabolało.
- Z kim gadałaś? – usłyszałam za swoimi plecami głos mojej
przyjaciółki.
- Z Harrym. Z Harrym Sylesem z One Direction – skierowałam
przepraszające spojrzenie w jej stronę. – Chyba z niespodzianki nici.
- Cholera, co znowu?! – Trini nie wyglądała na zachwyconą.
Nic dziwnego, nie lubi, jak coś jej nie wychodzi. Poza tym, szczerze ich nie
znosi.
- Nie wiem, o co chodzi, ale, cytuję, „Lou szaleje”.
- Coś jeszcze? – skierowała w moją stronę zabójcze
spojrzenie.
- Taaa, pytali się czy mogłybyśmy wpaść trochę szybciej… -
powiedziałam nieśmiało, nie chciałam jej jeszcze bardziej wpieniać. – I
powiedziałam im, że jestem twoją… asystentką… - hura, mam o już za sobą.
- No nic, może tak miało być… - odparła.
Że co? Byłam przekonana, że mnie żywcem zakopie w jakimś
rowie, w tu taka łagodna reakcja… A może to Louis tak na nią działa…
- To co, jedziemy? – odparłam.
- Dobra, bo Lou całą chatę rozniesie! – zaśmiała się Trini.
I ruszyłyśmy na jedno z
najlepszych spotkań w moim życiu.
Perspektywa Trini:
Po
tym, jak z Demi wyjechałyśmy z podjazdu, drogę przebiegł nam czarny kot. Nie
jestem przesądna, ale coś czuję, że to oznaka katastrofy, jaka mnie czeka u
chłopaków. Do ich domu trzeba jechać jakieś pół godziny. Zerknęłam na Demi, która
była podjarana wizytą u chłopaków jak małe dziecko nowo otrzymaną zabawką.
Ciszę, która trwała już jakieś 20 minut, przerwała Demi.
- A jak
oni mnie nie polubią? - powiedziała cicho.
- Hahaha,
to wpierdol - zaczęłam się śmiać. - Ale serio zależy ci na ich opinii?
- No, a
tobie nie? – mruknęła.
- Oni
mają mieć do mnie szacunek, nie musimy się kochać, nie na tym polega nasza współpraca
– odparłam.
- A co
jeśli się w którymś zakochasz albo któryś zakocha się w tobie?- ciągnęła dalej.
Pierwsze,
o czym pomyślałam, to Louis. Po chwili odparłam.
- Nie ma
takiej opcji.
- Tak się tylko mówi, zobaczymy, co czas przyniesie - zaśmiała się.
- Tak się tylko mówi, zobaczymy, co czas przyniesie - zaśmiała się.
Ja tylko się
uśmiechnęłam i kontynuowałam jazdę.
Po
pięciu minutach byłyśmy już na miejscu.
- No, to
jesteśmy – powiedziałam.
Kątem oka
spojrzałam na towarzyszkę. Ta przeglądała się w lusterku.
- Dobrze
wyglądam?
-
Pomijając to, ze masz kilo tapety na twarzy, którą można byłoby zdzierać
szpachelką, to tak - uśmiechnęłam sie szyderczo. - Idziemy.
- No, to
mnie pocieszyłaś- odparła oburzona. – Jest aż tak źle? - zapytała smutna.
- Gorzej
być nie może - odparłam ze śmiechem. – Idziesz? Bo jak nie, to wracamy do domu.
Dziewczyna
powoli wyszła z auta i chyba z dziesięć razy przejrzała sie w lusterku.
- Idziesz?!
- powiedziałam wkurzona.
- Tak, idę!
- widać dziewczyna była na mnie zła.
Gdy stanęłyśmy
przed drzwiami, Demi sparaliżowało, nie mogła sie ruszyć. Zawsze wygadana i
roześmiana, a teraz…
Zadzwoniłam
do drzwi, po dosłownie sekundzie otworzyli nam. Na samym przodzie stał Lou,
którego chłopcy popchnęli na mnie tak, że wylądowałam na ziemi, a on na mnie.
- Złaź ze
mnie! - krzyknęłam na całe gardło.
- Nie,
wygodnie mi tu - powiedział stanowczo paskowaty.
- Złaź!!!
Bo ci zaraz jebnę w tą twoją śliczniusią twarzyczkę! - nadal krzyczałam.
- Nie! -
wykrzyknął mi prosto w twarz.
Z tyłu
słychać było tylko grupowy śmiech. Nie wytrzymałam i przyjebałam mu w twarz, aż
ze mnie zleciał. Teraz nie było słychać śmiechu, tylko głośne „Ałłłaaaaa!” (z
tego co widziałam, tylko Styles śmiał sie nadal).
Chwilę po
tym wstałam z ziemi, otrzepałam się i weszłam do mieszkania, a za mną reszta,
oprócz Lou, (ten pewnie sie jeszcze z ziemi podnosi).
- Miłe
powitanie, nie ma co! - krzyknęłam - Mam nadzieję, że to się nie powtórzy! Poznajcie,
to jest moja przyjaciółka, Demi.
Wskazałam
na zdezorientowaną dziewczynę, która nie mogła wydusić z siebie słowa.
Chłopaki
podeszli do dziewczyny, przedstawili się i przywitali uściskiem. Gdy nadeszła
kolej Stylesa, tak jak i Demi, staną jak chuj po viagrze i nie mógł sie ruszyć.
Wydobył z siebie tylko jakieś jęki.
- Cz- cz
- cze- cześ - cześć Ha- ha - ha - Harry jestem - uśmiechnął się zmieszany.
- Hee- jj,
ja Demi - dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało.
Przez
cały ten czas patrzyłam na nich jak na debili.
- O, w końcu
coś z siebie wydusiliście. Takie to trudne, powiedzieć „CZEŚĆ”? Trzeba być
chyba jakimś profesorem, żeby takie coś powiedzieć, bo to jest za trudne dla
normalnego człowieka.
Harry, ja
wiem, że w pierwszej klasie podstawówki uczyłeś się literek, ale je chyba
trzeba pamiętać. A może jako wasz menager poślę cię jeszcze do pierwszej klasy?
Albo nie, poślę was wszystkich do przedszkola, z wyjątkiem Liama, jego zapiszę
do starszaków.
- Ej, ej,
co ty na nas taka cięta? - powiedział mulat.
- Ustalaliśmy
wczoraj zasady. Ja jestem waszym menagerem, nie koleżanką. Macie mnie sie
słuchać i nie odwalać takich szopek, jak dzisiaj na wejściu.
Chłopaki
stali jak wryci, nie wiedzieli chyba co powiedzieć. Wiem, może i jestem dla
nich wredna, ale nie dam sobie wejść na głowę.
- Ona
zawsze taka ostra? - spytał po cichu Niall Demi.
- Powiem
tyle: trzeba ją lepiej poznać. - uśmiechnęła się.
- Może
nam sie uda - uśmiechnął się blondasek.
Całą rozmowę
słyszałam. Niezbyt sie tym przejęłam. Jestem, jaka jestem. Czasem warto być
zamkniętym w sobie. Całego życia nie przejdziesz przecież z uśmiechem na
twarzy. Trzeba się dostosować do innych ludzi. Prawda wypowiedziana prosto w
twarz nie boli tak, jak ta, którą mówisz za plecami innych. Od zawsze byłam
wredna i nikt tego nie zmieni. Jak chcesz się ze mną przyjaźnić, musisz mnie
zaakceptować, w innym wypadku nie masz szans.
Moje
rozmyślania przerwał Liam.
-
Przepraszam za tych przygłupów, mam nadzieję, że się nie gniewasz - powiedział
uśmiechnięty. - Postaram się nad nimi zapanować.
- Mam
nadzieję - uśmiechnęłam się do niego.
- Z tego,
co widzę, to będziemy odbywać fajną współpracę - uśmiechnął się. – Chodź, zaprowadzę
cię do salonu.
Poszłam
za chłopakiem, reszta już tam siedziała. Na dużej, kremowej sofie siedzieli
Niall, Harry i obok niego Demi. Na mniejszej sofie siedział Lou i Zayn. Ja z
Liamem usiedliśmy na fotelach.
Przez resztę
czasu omawialiśmy kolejną trasę koncertową, która miała rozpocząć się za 3
miesiące, oraz najbliższe wywiady. Spotkanie odbyło się bez zbędnych
komplikacji, jedynym problemem było to, że cały czas czułam wzrok Louisa na
swoim ciele. Skończyliśmy około 22.00.
- Dobra
chłopaki, my już lecimy - wstałam z miejsca i porozumiewawczo popatrzyłam na
Demi. Dziewczyna wstała i zaczęłyśmy się zbierać.
Gdy już
miałyśmy wychodzić, podszedł do mnie Louis. I mnie odciągną na bok.
- Trini,
moglibyśmy pogadać? - zapytał zmieszany.
- Nie
mamy o czym.
- Proszę,
nie zajmę ci dużo czasu - popatrzył na mnie oczami kota ze Shreka.
- Masz 5
minet... przepraszam, minut… Przejęzyczyłam się. – Cholera!
- Kuszące
- chłopak się zaśmiał.
-
Słyszałam, że chciałeś pogadać! - powiedziałam z powagą, ale nie mogłam
wytrzymać. Zaczęłam śmiać się jak głupia.
Po
minucie się uspokoiłam.
- Dobra,
mów.
- Tak
więc przepraszam cie za dzisiaj. To nie moja wina, że mnie na ciebie popchali.
No, i przepraszam że nie chciałem z ciebie zejść... Ale mam wytłumaczenie - chłopak
się uśmiechnął
- Tak,
niby jakie ?
- Jesteś
miękka i ładnie pachniesz - powiedział z bananem na ryju.
- Hahaha...
AHA.
- Tak
więc możemy zacząć od nowa? Louis jestem, pan i władca Marchewkolandi!
- Trini
Fray. Jak tylko mnie jeszcze kiedyś dotkniesz, to masz przewalone - odparłam.
- Czyli
zgoda?
- Zgoda -
wysiliłam sie na uśmiech.
Chłopak
się na mnie rzucił i zaczął przytulać. Myślałam, że go uduszę!
- LOUIS!!!!
- wydarłam się.
-
Przepraszam, nie mogłem sie powstrzymać. - uśmiechnął sie.
Dałam mu
5 minut, a stałam z nim chyba z 20. Pożegnałyśmy się z chłopakami i udałyśmy
sie do domu. Przez całą drogę słuchałam jęków Demi o Harrym. Jaki on to nie
jest słodki i jakie on ma piękne oczy, a jakie loki… Można było tam jebnąć. Gdy
wysadziłam Demi koło jej domu, miałam trochę spokoju. Po 20 minutach byłam w
domu. Odstawiłam auto do garażu, udałam sie do kuchni i zrobiłam sobie tosty z
serem. Zjadłam, wzięłam kąpiel, po czym udałam się na balkon w celu spalenia
szluga. Leżałam na kanapie na balkonie do 4 nad ranem, rozmyślając o
dzisiejszym dniu i o kolejnych, które spędzę z tymi przygłupami. Coś mi się
wydaje, że współpraca z nimi będzie trudna. Nawet nie wiem, kiedy odpłynęłam...
Perspektywa Emily:
Praca
projektantki nie jest łatwa, ciągle tylko jakieś pokazy mody, ślęczenie nad
projektami ubrań i tym podobne.
Dziś miałam 3 pokazy mody pod rząd. Ten dzień
był jednym z najbardziej męczących. Jestem totalnie niewyspana, a nie mogę spać,
bo o 15:00 mam wylot do Mediolanu na kolejny pokaz. A mam do skończenia jeszcze dwa projekty. Nie
mam siły tego robić. Zabiorę się za to w samolocie.
Najgorsze jest to, że jest pierwsza w nocy i
nie mogę nawet zadzwonić do Trini albo do Demi. One na pewno już śpią. Coś mi
się wydaje, że nie wytrzymam bez nich długo. Za 2 tygodnie mam jakiś pokaz w
Londynie, więc może się spotkamy. Dochodzi 2:00, trzeba się zbierać na lotnisko.
Za 15 minut pod hotelem będzie czekała na mnie taksówka. Zebrałam
najpotrzebniejsze rzeczy, m.in. lusterko, szczotkę, laptop i moje nieszczęsne
projekty. Resztę rzeczy miałam spakowane w walizce. Wyjrzałam przez okno,
taksówka już czekała. Tak więc czas na mnie.
O 2: 30 byłam na lotnisku , odprawa
minęła szybko. Zostało mi 10 min do odlotu. Po chwili miła pani powiadomiła nas, że mamy
wsiadać do samolotu. Weszłam pewnym krokiem na pokład, zapięłam pasy. Gdy tylko
samolot wystartował pierwsze co cisnęło mi się na usta to „WITAJ
MEDIOLANIE”...
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Tak, więc jest i rozdział 2 : ) Mamy nadzieję, że spodobał się Wam. xxx
Prosimy o komentowanie : )
Jeśli chcecie być informowane, kiedy powstaną kolejne rozdziały, podawajcie w komentarzach swoje Twittery.
~ Karolina & Paula
xxx