niedziela, 30 grudnia 2012

♥Rozdział 2♥

Perspektywa Demi:


Kolejny dzień. Wstałam, założyłam swój ulubiony t-shirt z flagą Anglii, czarne rurki i trampki; nie chciało mi się stroić. Popatrzyłam na szafkę nocną. Wciąż leżała tam gazeta. Pomyślałam o Trini. Kiedy mi w końcu powie, z kim będzie pracować? Była już jedenasta. Mogłaby chociaż zadzwonić, powiedzieć cokolwiek. Może jeszcze śpi? No, ale skoro wczoraj była w stanie zedrzeć mnie z łóżka o ósmej, to co jej dzisiaj szkodzi? Poszłam na spacer po parku, w którym wczoraj kumpela podzieliła się ze mną swoim szczęściem. Co jest? Gniewa się, czy co? Ale przecież się nie pokłóciłyśmy… Kurczę. Nagle poczułam wibracje w torebce. Jest! Dzwoni Trini!
- Kurde, wcześniej się nie dało? – wypaliłam na dzień dobry.
- Ale o co chodzi? – spytała, jak gdyby nigdy nic.
- Ja tu od zmysłów odchodzę, a ty nawet zadzwonić nie raczysz? – w zasadzie to nie byłam na nią zła, tylko strasznie chciałam się dowiedzieć, czy moje „proroctwa” się nie spełniły.
- Niech zgadnę, chodzi ci o ten zespół…
- No wow, jasnowidz! – mruknęłam złośliwie.
- Aaa weź, nie ma o czy mówić, naprawdę, szału nie ma, dupy nie urywa – usłyszałam.
- Taa, jasne, powiedz mi chociaż, czy ich znam, proszę! – myślałam, że oszaleję.
- Nie, bo jak powiem, to nie będzie ciekawie! – czułam, że ona celowo próbuje mnie wkurzyć, co z resztą świetnie jej wychodziło.
- Aha, dzięki! – zawiedziona, rozłączyłam się.
            Nie wierzę! Ja jej powiedziałam od razu, kiedy dowiedziałam się, że wezmę udział w pokazie mody i założę kreację Chanel. A ona ze mną tak pogrywa! Przecież wie, jak bardzo jestem ciekawska. No, nic, poczekamy, w końcu pęknie.
            Nie minęła chwila, a dostałam sms-a.
Trini:
Po prosu myślałam, że bardziej się ucieszysz, kiedy poznasz ich osobiście… Chciałam ci zrobić niespodziankę i ciągle chcę, więc przyjdź do mnie o 16:30 i pojedziemy do nich. Jesteśmy umówieni na 17:00.  Nie fochaj :) xxx
No tak, ta to ma pomysły! Co jak co, ale ten m się spodobał. Uradowana, spojrzałam na zegarek. Była 13:00. Opisałam jej.
Do: Trini
Wariat! Nie można było tak od razu? Będę, nigdzie beze mnie nie uciekaj! xxx
Podekscytowana skierowałam się w stronę domu, wzięłam prysznic, poprawiłam makijaż i wskoczyłam w czerwone szorty i biało – niebieską bokserkę. Siadłam na łóżku i… nic. Minęła dopiero godzina. Nudziłam się jeszcze pół godziny, po czym postanowiłam wyruszyć do Trini. Zdziwiła się trochę, kiedy zobaczyła mnie w drzwiach.
- A tobie co, zegarek nawalił? – walnęła na przywitanie.
- Tak, a przy okazji myślałam, że umrę z nudów – zawołałam i wpadłam do jej kuchni. - Zobaczysz, jak będziemy sławne i bogate, to kupimy sobie wspólną willę.
- No pewnie – zaśmiała się Trini. – Wiesz, ja się jeszcze nie ogarnęłam, wezmę tylko prysznic i wracam, ok?
- Spoko, poradzę sobie – odparłam, po czym rozsiadłam się na jej wypasionej sofie. Odpaliłam TV i zaczęłam oglądać wiadomości. Nagle zobaczyłam, że telefon Trini wibruje. Szybko podeszłam i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Harry. Że kto? Przecież Trini się z nikim nie spotyka! A może to ten z zespołu… O cholera, a jak to jest Harry z… Bez namysłu odebrałam.
- Cześć, szefowo, to kiedy będziesz, bo Lou tak się niecierpliwi, że już zeżarł chyba wszystkie marchewki! – usłyszałam chichot. Tak, to on! To ON!!! Mój Harry z One Direction! No nic, postanowiłam się opanować, chociaż w środku śpiewałam hymn szczęścia i radości.
- Szefowa bierze prysznic, będziemy o 17:00 – powiedziałam profesjonalnym tonem.
- A ty to kto?
- Demi Stephenson, asystentka Trini – powiedziałam bez zastanowienia.
- Aaa, a nie dałoby się szybciej, bo Lou zachowuje się… – tu usłyszałam brzęk tłuczonego szkła – … dziwnie. Chyba sama słyszałaś.
- Co to było?
- A tam, tylko talerz. Lou, Weź się ogarnij! – Usłyszałam stanowczy ton Stylesa.
- Dobra, zakneblujcie go, może uda nam się przyjechać trochę szybciej. – W tym momencie usłyszałam Trini włączającą suszarkę, co oznaczało, że zaraz wyjdzie z łazienki. – Wiesz, miło było, ale muszę kończyć. Do zobaczenia!
- To pa! – odpowiedział Harry.
            Nie wierzę. Co to było?! Gadałam z moim największym idolem co najmniej, jak byśmy się znali dobry kawał czasu! Uszczypnęłam się, żeby upewnić się, że to nie sen. Zabolało.
- Z kim gadałaś? – usłyszałam za swoimi plecami głos mojej przyjaciółki.
- Z Harrym. Z Harrym Sylesem z One Direction – skierowałam przepraszające spojrzenie w jej stronę. – Chyba z niespodzianki nici.
- Cholera, co znowu?! – Trini nie wyglądała na zachwyconą. Nic dziwnego, nie lubi, jak coś jej nie wychodzi. Poza tym, szczerze ich nie znosi.
- Nie wiem, o co chodzi, ale, cytuję, „Lou szaleje”.
- Coś jeszcze? – skierowała w moją stronę zabójcze spojrzenie.
- Taaa, pytali się czy mogłybyśmy wpaść trochę szybciej… - powiedziałam nieśmiało, nie chciałam jej jeszcze bardziej wpieniać. – I powiedziałam im, że jestem twoją… asystentką… - hura, mam o już za sobą.
- No nic, może tak miało być… - odparła.
Że co? Byłam przekonana, że mnie żywcem zakopie w jakimś rowie, w tu taka łagodna reakcja… A może to Louis tak na nią działa…
- To co, jedziemy? – odparłam.
- Dobra, bo Lou całą chatę rozniesie! – zaśmiała się Trini.
I ruszyłyśmy na jedno z najlepszych spotkań w moim życiu.

Perspektywa Trini:


Po tym, jak z Demi wyjechałyśmy z podjazdu, drogę przebiegł nam czarny kot. Nie jestem przesądna, ale coś czuję, że to oznaka katastrofy, jaka mnie czeka u chłopaków. Do ich domu trzeba jechać jakieś pół godziny. Zerknęłam na Demi, która była podjarana wizytą u chłopaków jak małe dziecko nowo otrzymaną zabawką. Ciszę, która trwała już jakieś 20 minut, przerwała Demi.
- A jak oni mnie nie polubią? - powiedziała cicho.
- Hahaha, to wpierdol - zaczęłam się śmiać. - Ale serio zależy ci na ich opinii?
- No, a tobie nie? – mruknęła.
- Oni mają mieć do mnie szacunek, nie musimy się kochać, nie na tym polega nasza współpraca – odparłam.
- A co jeśli się w którymś zakochasz albo któryś zakocha się w tobie?- ciągnęła dalej.
Pierwsze, o czym pomyślałam, to Louis. Po chwili odparłam.
- Nie ma takiej opcji.
- Tak się tylko mówi, zobaczymy, co czas przyniesie - zaśmiała się.
Ja tylko się uśmiechnęłam i kontynuowałam jazdę.
Po pięciu minutach byłyśmy już na miejscu.
- No, to jesteśmy – powiedziałam.
Kątem oka spojrzałam na towarzyszkę. Ta przeglądała się w lusterku.
- Dobrze wyglądam?
- Pomijając to, ze masz kilo tapety na twarzy, którą można byłoby zdzierać szpachelką, to tak - uśmiechnęłam sie szyderczo. - Idziemy.
- No, to mnie pocieszyłaś- odparła oburzona. – Jest aż tak źle? - zapytała smutna.
- Gorzej być nie może - odparłam ze śmiechem. – Idziesz? Bo jak nie, to wracamy do domu.
Dziewczyna powoli wyszła z auta i chyba z dziesięć razy przejrzała sie w lusterku.
- Idziesz?! - powiedziałam wkurzona.
- Tak, idę! - widać dziewczyna była na mnie zła.
Gdy stanęłyśmy przed drzwiami, Demi sparaliżowało, nie mogła sie ruszyć. Zawsze wygadana i roześmiana, a teraz…
Zadzwoniłam do drzwi, po dosłownie sekundzie otworzyli nam. Na samym przodzie stał Lou, którego chłopcy popchnęli na mnie tak, że wylądowałam na ziemi, a on na mnie.
- Złaź ze mnie! -  krzyknęłam na całe gardło.
- Nie, wygodnie mi tu - powiedział stanowczo paskowaty.
- Złaź!!! Bo ci zaraz jebnę w tą twoją śliczniusią twarzyczkę! - nadal krzyczałam.
- Nie! - wykrzyknął mi prosto w twarz.
Z tyłu słychać było tylko grupowy śmiech. Nie wytrzymałam i przyjebałam mu w twarz, aż ze mnie zleciał. Teraz nie było słychać śmiechu, tylko głośne „Ałłłaaaaa!” (z tego co widziałam, tylko Styles śmiał sie nadal).
Chwilę po tym wstałam z ziemi, otrzepałam się i weszłam do mieszkania, a za mną reszta, oprócz Lou, (ten pewnie sie jeszcze z ziemi podnosi).
- Miłe powitanie, nie ma co! - krzyknęłam - Mam nadzieję, że to się nie powtórzy! Poznajcie, to jest moja przyjaciółka, Demi.
Wskazałam na zdezorientowaną dziewczynę, która nie mogła wydusić z siebie słowa.
Chłopaki podeszli do dziewczyny, przedstawili się i przywitali uściskiem. Gdy nadeszła kolej Stylesa, tak jak i Demi, staną jak chuj po viagrze i nie mógł sie ruszyć. Wydobył z siebie tylko jakieś jęki.
- Cz- cz - cze- cześ - cześć Ha- ha - ha - Harry jestem - uśmiechnął się zmieszany.
- Hee- jj, ja Demi - dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało.
Przez cały ten czas patrzyłam na nich jak na debili.
- O, w końcu coś z siebie wydusiliście. Takie to trudne, powiedzieć „CZEŚĆ”? Trzeba być chyba jakimś profesorem, żeby takie coś powiedzieć, bo to jest za trudne dla normalnego człowieka.
Harry, ja wiem, że w pierwszej klasie podstawówki uczyłeś się literek, ale je chyba trzeba pamiętać. A może jako wasz menager poślę cię jeszcze do pierwszej klasy? Albo nie, poślę was wszystkich do przedszkola, z wyjątkiem Liama, jego zapiszę do starszaków.
- Ej, ej, co ty na nas taka cięta? - powiedział mulat.
- Ustalaliśmy wczoraj zasady. Ja jestem waszym menagerem, nie koleżanką. Macie mnie sie słuchać i nie odwalać takich szopek, jak dzisiaj na wejściu.
Chłopaki stali jak wryci, nie wiedzieli chyba co powiedzieć. Wiem, może i jestem dla nich wredna, ale nie dam sobie wejść na głowę.
- Ona zawsze taka ostra? - spytał po cichu Niall Demi.
- Powiem tyle: trzeba ją lepiej poznać. - uśmiechnęła się.
- Może nam sie uda - uśmiechnął się blondasek.
Całą rozmowę słyszałam. Niezbyt sie tym przejęłam. Jestem, jaka jestem. Czasem warto być zamkniętym w sobie. Całego życia nie przejdziesz przecież z uśmiechem na twarzy. Trzeba się dostosować do innych ludzi. Prawda wypowiedziana prosto w twarz nie boli tak, jak ta, którą mówisz za plecami innych. Od zawsze byłam wredna i nikt tego nie zmieni. Jak chcesz się ze mną przyjaźnić, musisz mnie zaakceptować, w innym wypadku nie masz szans.
Moje rozmyślania przerwał Liam.
- Przepraszam za tych przygłupów, mam nadzieję, że się nie gniewasz - powiedział uśmiechnięty. - Postaram się nad nimi zapanować.
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się do niego.
- Z tego, co widzę, to będziemy odbywać fajną współpracę - uśmiechnął się. – Chodź, zaprowadzę cię do salonu.
Poszłam za chłopakiem, reszta już tam siedziała. Na dużej, kremowej sofie siedzieli Niall, Harry i obok niego Demi. Na mniejszej sofie siedział Lou i Zayn. Ja z Liamem usiedliśmy na fotelach.
Przez resztę czasu omawialiśmy kolejną trasę koncertową, która miała rozpocząć się za 3 miesiące, oraz najbliższe wywiady. Spotkanie odbyło się bez zbędnych komplikacji, jedynym problemem było to, że cały czas czułam wzrok Louisa na swoim ciele. Skończyliśmy około 22.00.
- Dobra chłopaki, my już lecimy - wstałam z miejsca i porozumiewawczo popatrzyłam na Demi. Dziewczyna wstała i zaczęłyśmy się zbierać.
Gdy już miałyśmy wychodzić, podszedł do mnie Louis. I mnie odciągną na bok.
- Trini, moglibyśmy pogadać? - zapytał zmieszany.
- Nie mamy o czym.
- Proszę, nie zajmę ci dużo czasu - popatrzył na mnie oczami kota ze Shreka.
- Masz 5 minet... przepraszam, minut… Przejęzyczyłam się. – Cholera!
- Kuszące - chłopak się zaśmiał.
- Słyszałam, że chciałeś pogadać! - powiedziałam z powagą, ale nie mogłam wytrzymać. Zaczęłam śmiać się jak głupia.
Po minucie się uspokoiłam.
- Dobra, mów.
- Tak więc przepraszam cie za dzisiaj. To nie moja wina, że mnie na ciebie popchali. No, i przepraszam że nie chciałem z ciebie zejść... Ale mam wytłumaczenie - chłopak się uśmiechnął
- Tak, niby jakie ?
- Jesteś miękka i ładnie pachniesz - powiedział z bananem na ryju.
- Hahaha... AHA.
- Tak więc możemy zacząć od nowa? Louis jestem, pan i władca Marchewkolandi!
- Trini Fray. Jak tylko mnie jeszcze kiedyś dotkniesz, to masz przewalone - odparłam.
- Czyli zgoda?
- Zgoda - wysiliłam sie na uśmiech.
Chłopak się na mnie rzucił i zaczął przytulać. Myślałam, że go uduszę!
- LOUIS!!!! - wydarłam się.
- Przepraszam, nie mogłem sie powstrzymać. - uśmiechnął sie.
Dałam mu 5 minut, a stałam z nim chyba z 20. Pożegnałyśmy się z chłopakami i udałyśmy sie do domu. Przez całą drogę słuchałam jęków Demi o Harrym. Jaki on to nie jest słodki i jakie on ma piękne oczy, a jakie loki… Można było tam jebnąć. Gdy wysadziłam Demi koło jej domu, miałam trochę spokoju. Po 20 minutach byłam w domu. Odstawiłam auto do garażu, udałam sie do kuchni i zrobiłam sobie tosty z serem. Zjadłam, wzięłam kąpiel, po czym udałam się na balkon w celu spalenia szluga. Leżałam na kanapie na balkonie do 4 nad ranem, rozmyślając o dzisiejszym dniu i o kolejnych, które spędzę z tymi przygłupami. Coś mi się wydaje, że współpraca z nimi będzie trudna. Nawet nie wiem, kiedy odpłynęłam...


            Perspektywa Emily:


            Praca projektantki nie jest łatwa, ciągle tylko jakieś pokazy mody, ślęczenie nad projektami ubrań i tym podobne.
            Dziś miałam 3 pokazy mody pod rząd. Ten dzień był jednym z najbardziej męczących. Jestem totalnie niewyspana, a nie mogę spać, bo o 15:00 mam wylot do Mediolanu na kolejny pokaz. A mam do skończenia jeszcze dwa projekty. Nie mam siły tego robić. Zabiorę się za to w samolocie. 
            Najgorsze jest to, że jest pierwsza w nocy i nie mogę nawet zadzwonić do Trini albo do Demi. One na pewno już śpią. Coś mi się wydaje, że nie wytrzymam bez nich długo. Za 2 tygodnie mam jakiś pokaz w Londynie, więc może się spotkamy. Dochodzi 2:00, trzeba się zbierać na lotnisko. Za 15 minut pod hotelem będzie czekała na mnie taksówka. Zebrałam najpotrzebniejsze rzeczy, m.in. lusterko, szczotkę, laptop i moje nieszczęsne projekty. Resztę rzeczy miałam spakowane w walizce. Wyjrzałam przez okno, taksówka już czekała. Tak więc czas na mnie.
            O 2: 30 byłam na lotnisku , odprawa minęła szybko. Zostało mi 10 min do odlotu. Po chwili miła pani powiadomiła nas, że mamy wsiadać do samolotu. Weszłam pewnym krokiem na pokład, zapięłam pasy. Gdy tylko samolot wystartował pierwsze co cisnęło mi się na usta to „WITAJ MEDIOLANIE”...




~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Tak, więc jest i rozdział 2 : ) Mamy nadzieję, że spodobał się Wam. xxx
Prosimy o komentowanie : )
Jeśli chcecie być informowane, kiedy powstaną kolejne rozdziały, podawajcie w komentarzach swoje Twittery.

~ Karolina & Paula 
xxx
 

 

piątek, 28 grudnia 2012

♥Rozdział 1♥



Perspektywa Demi:


Obudził mnie dźwięk telefonu. To była Trini. Chciała się spotkać i koniecznie o czymś pogadać. Wstałam, ubrałam się w kremową sukienkę w różyczki i czarne szpilki. Upięłam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Kiedy przyszłam do parku, gdzie miałyśmy się spotkać, Trini już na mnie czekała.
- Nie zgadniesz, co się stało! – wrzasnęła na dzień dobry.
- No, co takiego, że zrywasz mnie z łóżka o ósmej rano w sobotę? – szczerz mówiąc, niewiele mi to przeszkadzało, a ciekawość mnie zżerała.
- Mam pracę!!! Będę menagerem!!!
- Serio ?! Fajnie! A kogo?
- Tego nie wiem. Wiem tylko, że to jest jakiś zespół, nic poza tym.
- Oby byli tam jacyś przystojni goście – od razu się rozmarzyłam.
- Taa, jasne. Ty to tylko o jednym!
Obydwie wybuchłyśmy śmiechem. Przez dobre dwie godziny łaziłyśmy po centrum handlowym. Ja nabyłam cudną spódnicę w pistacjowym kolorze i czerwone szpilki. Trini kupiła trampki (znowu?) i szorty z nitami.
Po udanych zakupach poszłyśmy do kawiarni. Posiedziałyśmy, pośmiałyśmy się, po czym musiałyśmy się rozstać. Ja poleciałam na sesję, a Trini miała spotkanie, na którym dowie się, z kim będzie pracować.
            Dzisiaj robiliśmy zdjęcia do reklamy H&M. Poza kilkoma świetnymi sukienkami, nic ciekawego (i nikogo) nie upatrzyłam.
Po pracy poszłam do domu. Po drodze wstąpiłam do kiosku i kupiłam swoją ulubioną gazetę. W domu zrobiłam sobie shake’a i rozsiadłam się na kanapie, czytając nowo nabyte czasopismo. Przeglądnęłam całą w poszukiwaniu jakiś ciekawych artykułów o One Direction (w końcu to moi idole). I znalazłam jeden, który szczególnie mnie zainteresował. Było w nim napisane, że właśnie przestali współpracować ze swoim menagerem. Od razu pomyślałam o Trini. Ale czy to możliwe? Przecież oni pozabijaliby się! Trini ich nienawidzi! Z drugiej strony, dla mnie byłaby to bardzo korzystna sytuacja… Poczytałam jeszcze chwilę, wzięłam kąpiel i poszłam spać.


Perspektywa Trini:


 Po tym, jak się rozstałyśmy z Demi, udałam się do studia, gdzie miałam poznać moich pracodawców. Miły ochroniarz wprowadził mnie do pomieszczenia, w którym podpisałam umowę. Byłam przeszczęśliwa.
Dostałam adres chłopaków z zespołu (od razu pomyślałam o Demi, będzie miała z kim flirtować). Kiedy dojechałam na miejsce, zobaczyłam ogromną i wypasioną willę. Pewnym krokiem weszłam na posesję. Zadzwoniłam do drzwi. Kiedy zobaczyłam, kto mi otworzył, ogarnęła mnie złość. Dlaczego oni?! W drzwiach stał uśmiechnięty chłopak w czerwonych rurkach i bluzce w paski. Jak mniemam, to był Louis – jeden z tych pięciu wyjących pedałów. Wrzasnął na całe gardło:
- Wow, menagerka przyszła!
Myślałam, że szlag mnie trafi. Nagle w drzwiach stanęło pięciu kompletnie nieogarniętych chłopaków gapiących się na mnie jak na eksponat z muzeum.
- Aha, to wy… - mruknęłam pod nosem.
- Co za entuzjazm… - powiedział mulat.
Weszliśmy do środka. Moim oczom ukazał się chaos. Istny Armagedon. Wszędzie walały się pudełka po pizzy, brudne ubrania i jedzenie. Chłopak w najkrótszych włosach zaczął ogarniać ten burdel, tak, że po chwili było gdzie usiąść.
Cała piątka usiadła przede mną. Nastała niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.
- Taak, więc… Ja jestem Trini Fray. Wy nie musicie się przedstawiać. Kojarzę was. Jak już wiecie, będę waszym nowym menagerem. Zapewne bardzo się cieszycie, pewnie tak, jak ja, ale nie o to w tym chodzi.
- A o co chodzi? – zapytał naiwnie ten, który otworzył mi drzwi.
- Od teraz ja tu rządzę. Jak nie będziecie sprawiać mi problemów, to współpraca będzie prosta. Jasne?
- Łaaa, ostra, takie lubię! – szepnął Zayn do blondyna z kanapką w ręce.
Miałam ochotę przypieprzyć mu w twarz, ale się powstrzymałam i udałam, że tego nie słyszałam,. Nagle Niall wstał i zniknął za jakimiś drzwiami. Po chwili wrócił z całym talerzem babeczek.
- Chcesz jedną? – zapytał, plując ciastkiem dookoła.
- Ciekawe, Horan jeszcze z nikim nie dzielił się żarciem… - powiedział Harry.
Z obrzydzeniem odmówiłam. Popatrzyłam na zegarek. Zrobiło się późno.
- No dobra, chłopcy, ja musze lecieć. Macie, to jest mój numer – rzuciłam wizytówkę na stół, po czym wyszłam.
Wracając do domu kupiłam paczkę fajek. Chciałam zadzwonić do Demi, ale było już po dwunastej. Wzięłam prysznic, po czym wskoczyłam do łóżka. Zauważyłam, że mam pięć nowych wiadomości :
Louis:
Słodkich snów, kiedy następne spotkanie? xxx
Liam:
Dobranoc ;) Szkoda, że nie widzisz, co Lou wyprawia! ;P
Niall:
Niech ci się babeczki przyśnią ^^
Harry:
Lou cały czas o tobie gada o_O dobranoc ;)
Zayn:
Dobranoc, Lou zwariował xD
Nie bardzo się tym przejęłam. Oni chyba zwariowali. I o co chodzi z Louisem? Aaaa tam, idę spać.


Perspektywa Emily:


Jestem w Paryżu. Niby to miasto miłości, ale co mi z tego, skoro nie mam kogo kochać? Tęsknię za Trini i Demi. Niestety, taka praca. Przynajmniej coś zarobię. Chciałabym do nich zadzwonić, zapytać co u nich, ale nie mam nawet kiedy. Smutno mi tu samej. Trzy miesiące bez nich… To istna męka… Chyba nie wytrzymam!

czwartek, 20 grudnia 2012

Prolog

Perspektywa Demi:


        Mówią, że jestem nie wiadomo jak dumna i pusta. Dlaczego? Czy tylko dlatego, ze moi rodzice prowadzą kancelarię adwokacką? To prawda, zawsze miałam to, czego chciałam, ale nigdy nie nadużywałam możliwości moich rodziców. Za bardzo ich kocham.
       Już jako mała dziewczynka byłam postrzegana przez rodzinę jako "dobry materiał na modelkę". Mnie samej to bardzo schlebiało, kocham być w centrum uwagi. Brałam udział w małych sesjach już jako 10 - latka. Nigdy nie było to dla mnie czymś nudnym. Niestety, jak na razie mało kto daje mi szansę na zaistnienie w biznesie: wszyscy dookoła widza we mnie tylko "córkę państwa Stephensonów". Jak się zezłoszczę, to wyjadę do USA i będę śpiewać.
       Tak, to prawda. Modeling jest moją miłością, a muzyka - kochanką. Nie umiem wybrać pomiędzy tymi dwoma BOSKIMI zajęciami. Przynajmniej nigdy nam się nie nudzi. Mi, Emily i Trini. Chociaż mają o rok mniej ode mnie, dogadujemy się świetnie. To moje ukochane siostrzyczki, których, niestety, nie było dane mi mieć nigdy wcześniej.

Perspektywa Trini:


        Wredna, arogancka, zadufana w sobie: tak postrzegają mnie inni. Jestem, jaka jestem i gówno wam do tego. Nigdy w życiu nie miałam łatwo. Wychowywali mnie dziadkowie: rodzice zginęli w wypadku, kiedy miałam 3 lata.
        Uwielbiam rozstawiać ludzi po kątach. Może dlatego dziadkowie doradzili mi pracę na stanowisku menagera. Nie miałam nic przeciwko temu, w końcu ta praca jest stworzona dla mnie.
        W wieku 14 lat wpadłam w złe towarzystwo. Zaczęłam pić, palić, brać narkotyki... Dziadkowie byli bezradni. Nieraz policja przywoziła mnie do domu. Zazwyczaj nie byłam w stanie wyjść o własnych siłach z radiowozu. Ten koszmar trwał 2 lata. Niedawno zakończyłam leczenie. Niestety, wciąż palę. W miłości też nie miałam szczęścia. Może właśnie przez to jestem, jaka jestem.
        Jedyne, co pozwalało mi przezwyciężać trudności związane z leczeniem, to muzyka. Podczas pobytu we zakładzie nauczyłam się grać na gitarze. To dzięki temu poznałam swoje przyjaciółki: Demi i Emily. Tylko one są w stanie ze mną wytrzymać i mnie zrozumieć. W sumie, tylko dla nich (z wyjątkiem dziadków) jestem milsza i bardziej wyrozumiała.

Perspektywa Emily:


        Nie lubię o sobie mówić. Wyglądam, jak wyglądam, jestem, jaka jestem.
        Rodzice od zawsze wpajali mi, że świetnie rysuję i że powinnam z tego skorzystać. Od małego namawiali mnie na projektanta mody. Ja nie wierzyłam w swoje możliwości. Uważałam, że to tylko nierealne marzenia. Mimo to, żeby nie sprawić przykrości rodzicom, postanowiłam spróbować. Szczerze mówiąc, opłaciło się to i nie mam czego żałować. Teraz mogę współpracować z najlepszymi projektantami na świecie.
        Moim hobby jest muzyka. Od dziecka gram na pianinie. Uwielbiam to, zawsze chętnie gram. Gdyby nie to, pewnie nie miałabym teraz takich przyjaciółek, jak Trini i Demi. Zawsze mogę na nie liczyć. Czasem mam wrażenie, że tylko one mnie rozumieją.

wtorek, 18 grudnia 2012

Bohaterowie




Trini Fray, 18 lat
Wesoła, aczkolwiek wredna i samolubna nastolatka, lubiąca bawić się życiem.
Lubi mieć nad wszystkim kontrolę i dominować.
Niedawno zaczęła pracę jako menager gwiazd. Kocha muzykę.
Przyjaźni się z Demi i Emily.

Demi Stephenson, 19 lat
Początkująca modelka,która jednak jest bardziej znana z powodu znanych rodziców.
Sympatyczna, przyjacielska, zawsze służy pomocą.
Lubi być w centrum zainteresowania. W wolnych chwilach zajmuje się tworzeniem muzyki.
Przyjaciółka Trini i Emily.

Emily Drake, 18 lat
Zamknięta w sobie, skromna i nieśmiała nastolatka która sama nie wie co chce robić w życiu.
Interesuje się modą, próbuje swoich sił jako projektantka.
Razem ze swoimi przyjaciółkami Triną i Demi zajmuje się śpiewem.

Louis Tomlinson, 21 lat
 Zabawny i totalnie nieogarnienty 21- latek.
Uzależniony od bluzek w paski i marchewek.
Chodź jest najstarszy zachowuje sie jak przeczkolak.
Śpiewa w zespole One direction.

Harry Styles, 18 lat
Weesoły i bardzo słodki, często bywa wredny.
Zauroczony swoimi włosami. Boi się prostownicy i os.
Ma miano kobieciarza, co chwile jest widywany z inną kobietą.
Najmłodszy  w zespole One direction.
Zayn Malik, 19 lat
Jego imnię znaczy boski , ma świra na punkcie swojego wyglądu.
Kocha tatuaże. Chodź wygląda jak typowy bad boy ma złote serce.
Także jest w zespole One direction.
Niall Horan, 19 lat
Wesoły i zawsze uśmiechnięty irlandczyk.
Jego pasją jest gra na gitarze i jedzenie.
Również jest w zespole.
Liam Payne, 19 lat
Liam czyli inaczej Daddy Direction. Ten przemiły i pomocny chłopak
musi panowac nad tym całym bałaganem w zespole. Panicznie boi się łyżek.
Jest w szczęśliwym związku z Daniele.
Daniele Peazer, 21 lat
Miła i sympatyczna dziewczyna Liama.
Jej wielką pasją jest taniec.