Perspektywa Emily:
Nareszcie na miejscu. Lot był
spokojny, co prawda trochę się przeciągnął, bo był jakiś problem z lądowaniem
czy coś i musieliśmy kołować jakąś godzinę nad lotniskiem. Ale mimo wszystko
było znośnie. Wzięłam swoje toboły i poszłam na postój taksówek. Załadowałam
się do niej i pojechałam pod adres hotelu, w którym mam opłacony pobyt.
Po 30 minutach byłam już na
miejscu, poprosiłam portiera, żeby przysłał kogoś po moje bagaże i zrealizował
rezerwację wykonaną wcześniej na moje nazwisko. Po chwili biłam już w swoim
pokoju… apartamencie !! Od razu skoczyłam na łóżko i już bym najchętniej
zasnęła, ale uświadomiłam sobie, że nie widziałam jeszcze jednego miejsca.
Łazienki. Wzięłam ręcznik (nie mam zaufania do tych hotelowych), kosmetyczkę i
weszłam do pomieszczenia, które okazało się być szczytem moich marzeń.
Przestronna, miała prysznic, wannę, ale mój zachwyt wywołała lustrzana ściana !
Nalałam wody do wanny i
siedziałam w niej gapiąc się w swoje odbicie. Wszystko było bardzo dobrze
oświetlone przez co zobaczyłam, że mi farba z włosów zlazła i są brązowe i
niewiarygodnie spalone. Cały czas słyszę tylko jakie to loki modne nie są i
muszę się tego trzymać, bo projektantce nie wypada… ale jakim kosztem !
Teraz mam to gdzieś, podobają mi
się moje proste jak druty włosy i nie zamierzam ich więcej kręcić. Tylko
jeszcze muszę znaleźć tu jakiegoś dobrego fryzjera i doprowadzić je do
porządku, ale to jutro. Teraz marzę tylko o położeniu się spać.
I tak zrobiłam. Po chwili byłam już pogrążona w kamiennym śnie.
I tak zrobiłam. Po chwili byłam już pogrążona w kamiennym śnie.
*12 godzin później*
Nadszedł mój pierwszy poranek w
Lizbonie. Jak tylko wstałam chwyciłam telefon i wykręciłam numer Trini. Już
miałam dać za wygraną, ale ta jednak postanowiła ruszyć tyłek i odebrać.
- Cześć. Dłużej się nie dało?
- Dało się, dało…
- Skoro ty taka zabiegana jesteś to może ja ci nie będę przeszkadzać !
- Ta daj spokój. Co chciałaś?
- Więc jestem już w Lizbonie.
- COOOO?!
- No to co słyszałaś!
- My dzisiaj jedziemy do Porto ! Na dwa dni więc…
- Ja będę tam za dwa dni więc się jednak miniemy !
- To kurwa zajebiście. Nasze szczęście…
- To dopiero jebany pech, żeby się tak chamsko rozminąć. Dobra ja kończę, bo zaraz muszę wyjść. Papa!
- To cześć.
- Cześć. Dłużej się nie dało?
- Dało się, dało…
- Skoro ty taka zabiegana jesteś to może ja ci nie będę przeszkadzać !
- Ta daj spokój. Co chciałaś?
- Więc jestem już w Lizbonie.
- COOOO?!
- No to co słyszałaś!
- My dzisiaj jedziemy do Porto ! Na dwa dni więc…
- Ja będę tam za dwa dni więc się jednak miniemy !
- To kurwa zajebiście. Nasze szczęście…
- To dopiero jebany pech, żeby się tak chamsko rozminąć. Dobra ja kończę, bo zaraz muszę wyjść. Papa!
- To cześć.
Ogarnęłam się wizualnie i poszłam
do portierni i spytałam o najlepszy salon fryzjerski w mieście. Dali mi jakąś
wizytówkę. Poszłam do pokoju , ubrałam czarną spódnicę do kostek, czarną
koronkową bluzkę, a do tego czarne rękawiczki i kolia. Make-up dzisiaj „skromny”.
Oczy podkreśliłam kredką, a usta pomalowałam na perłowo-liliowy. Cera blada.
Jeszcze tylko zrobię coś z uszami i aż mnie ta myśl przeraziła, ale kiedyś
trzeba.
Wyjęłam jeszcze raz pudełeczko z
biżuterią i z samego dna wygrzebałam srebrne kolczyki z czarnymi oczkami.
Dziewczyny pewnie by teraz oszalały z zachwytu, bo w normalnych kolczykach
widziały mnie dobre parę lat temu (chyba jak jeszcze byłam mała). Już chyba
każdy przyzwyczaił się (a może już po prostu zapomnieli) do mnie w tunelach i
ja też, bo nawet już nie przyznaję się, że to tak naprawdę Fake Plugi. Wyjęłam
je i założyłam normalne kolczyki. To było dosyć dziwne uczucie… po tylu latach
to raczej nic dziwnego.
W sumie te „tunele” były na
początku na złość rodzicom, którzy na nic mi nie pozwalali, a później zaczęły
mi się podobać. Zaczęło się niewinnie o imitacji „rozpychaczy”, żeby nikt nie
miał wątpliwości. To by było dziwne gdybym z dnia na dzień nagle zaczęła nosić
tunele, bo to przecież jest długi proces.
Byłam już gotowa do wyjścia.
Zostawiłam klucz w recepcji (te spojrzenia „Przecież jeszcze 30 minut temu
miała tunele!”) i wyszłam. Zamówiłam taksówkę i po 15 minutach byłam już w
salonie kosmetyczno-fryzjerskim. Weszłam do środka i nie potrafię określić
dlaczego, ale wywarł na mnie dobre wrażenie. Powiedziałam co i jak. Obsługująca
mnie kobieta była bardzo miła, porozmawiałyśmy sobie troszkę podczas odnawiania
koloru. Jak miałam już farbę na głowie postanowiłam skorzystać jeszcze w
międzyczasie z usług kosmetycznych, wyregulować brwi, poprawić wygląd rzęs i
troszkę się „wybielić”, bo zaczynałam już powoli „łapać” słońce.
Po zmyciu i wysuszeniu włosów
postanowiłam jeszcze zmienić ich ogólny wygląd… a zrobię dziewczynom
niespodziankę ! Poprosiłam o ścięcie tylko spalonych końcówek, bo nienawidzę
krótkich włosów i… o ścięcie grzywki. Taki mały powrót do przeszłości. Efekt
był świetny, bo mogłam ją układać zarówno na prosto jak i z przedziałkiem. Fryzjerka
była na tyle miła, że zgodziła się zrobić mi zdjęcie (od razu pomyślałam o moim
fotoblogu). Wyszło nieziemsko (KLIK). Kiedy wróciłam do swojego pokoju położyłam się
ma łóżku i zadzwonił do mnie telefon. Ooooo cholera ! Zayn… ale i tak nie miałam
nic ciekawszego do roboty więc postanowiłam go tym razem tak szybko nie zbywać.
- Cześć Emm, masz chwile czasu? - zapytał z nadzieją w
głosie.
- Heej, no w sumie to mam - powiedziałam.
- Chciałbym się dowiedzieć co tam u ciebie słychać?
- Roboty od groma, irytujący i nadgorliwy sponsor niedający żyć i mętlik w głowie. - powiedziałam bez większego entuzjazmu. - A jak tam wasze koncerty ?
- Jest spoko, tylko strasznie głowa mnie boli...
- No niech ja zgadnę czemu... - zaśmiałam się, chłopak mi zawtórował.
- Nie no, w sumie to nie to co myślisz, ale wracając do trasy to Trini nie jest taka zła.
- Serio? Myślałam ze dla was jest szczególnie wredna, albo bynajmniej była - skwitowałam.
- Louis ją poskromił - usłyszałam śmiech chłopaka.
- Wolę nie być w twojej skórze, jeśli Trini to słyszy. - zaśmiałam się szyderczo.
- Nie usłyszy, siedzi właśnie w zatłoczonym i głośnym klubie.
- A ty nie poszedłeś? Aż trudno mi w to uwierzyć. Szkoda że nie zobaczę cię na okładce kolejnego brukowca z wielkim napisem: „ Zayn Malik i jego kolejne klubowe romanse”! - zaśmiałam się do słuchawki.
Usłyszałam tylko oburzenie chłopaka i głośny niepewny śmiech.
- Hahaha, też nie mają o czym pisać ! - burknął po czym kolejny raz się zaśmiał.
- A wiesz...
- ZAYN !! JaAaaaKiśś Chhh... Chriis pordrywa MIII mojoooł PieeŁknOOOł !!! - usłyszałam dzikie krzyki Louisa.
- Przepraszam Emm musze kończyć, chyba sama słyszałaś Marchewa potrzebuje pomocy - zaśmiał sie.
- Zaaaaaynn ! Z Giiim Rozmaaawiarz? Brzeezdań romanzować! Ja tu uzyycham z rozbaaczy! Małżeńzdwo mi sięe zybieee ! - krzyczał zachodząc się od płaczu Tomlinson.
- Widzę, że dużo mnie ominęło… hmmm, małżeństwo? Nie wybaczę jej tego, że mnie nie zaprosiła – zaśmiałam się. - Ja już kończę, bo on cię potrzebuje bardziej niż ja.
- Ale ja ci… - w tym momencie się rozłączyłam.
- Heej, no w sumie to mam - powiedziałam.
- Chciałbym się dowiedzieć co tam u ciebie słychać?
- Roboty od groma, irytujący i nadgorliwy sponsor niedający żyć i mętlik w głowie. - powiedziałam bez większego entuzjazmu. - A jak tam wasze koncerty ?
- Jest spoko, tylko strasznie głowa mnie boli...
- No niech ja zgadnę czemu... - zaśmiałam się, chłopak mi zawtórował.
- Nie no, w sumie to nie to co myślisz, ale wracając do trasy to Trini nie jest taka zła.
- Serio? Myślałam ze dla was jest szczególnie wredna, albo bynajmniej była - skwitowałam.
- Louis ją poskromił - usłyszałam śmiech chłopaka.
- Wolę nie być w twojej skórze, jeśli Trini to słyszy. - zaśmiałam się szyderczo.
- Nie usłyszy, siedzi właśnie w zatłoczonym i głośnym klubie.
- A ty nie poszedłeś? Aż trudno mi w to uwierzyć. Szkoda że nie zobaczę cię na okładce kolejnego brukowca z wielkim napisem: „ Zayn Malik i jego kolejne klubowe romanse”! - zaśmiałam się do słuchawki.
Usłyszałam tylko oburzenie chłopaka i głośny niepewny śmiech.
- Hahaha, też nie mają o czym pisać ! - burknął po czym kolejny raz się zaśmiał.
- A wiesz...
- ZAYN !! JaAaaaKiśś Chhh... Chriis pordrywa MIII mojoooł PieeŁknOOOł !!! - usłyszałam dzikie krzyki Louisa.
- Przepraszam Emm musze kończyć, chyba sama słyszałaś Marchewa potrzebuje pomocy - zaśmiał sie.
- Zaaaaaynn ! Z Giiim Rozmaaawiarz? Brzeezdań romanzować! Ja tu uzyycham z rozbaaczy! Małżeńzdwo mi sięe zybieee ! - krzyczał zachodząc się od płaczu Tomlinson.
- Widzę, że dużo mnie ominęło… hmmm, małżeństwo? Nie wybaczę jej tego, że mnie nie zaprosiła – zaśmiałam się. - Ja już kończę, bo on cię potrzebuje bardziej niż ja.
- Ale ja ci… - w tym momencie się rozłączyłam.
Muszę przyznać, że nawet fajnie
mi się z nim rozmawiało. Ale to nie zmienia faktu, że się mnie po prostu
przyczepił. Nie mówiłam mu o poprawie koloru, bo zaraz wypapla reszcie, oni
doniosą Trii, a ona Demi, a ja sama chcę się im pokazać, może nawet już
niedługo.
Spojrzałam na zegarek i
uświadomiłam sobie, że z Zayn’em rozmawiałam jakąś godzinę! Zeszłam do
restauracji, zamówiłam sobie kolację składającą się z sałatki i soku
pomarańczowego. Po chwili przysiadł się do mnie sponsor (czy on nigdy nie
kończy pracy?!) i zaczął wypytywać, czy mam już wszystko gotowe. Po męczącym
przesłuchaniu w końcu ustąpił. Na odchodnym powiedział, że ładnie mi w nowej
fryzurze i z niemałym zdziwieniem wpatrując się w moje uszy pożegnał się i
poszedł.
Byłam baaardzo zmęczona… nie wiem
co się ze mną ostatnio dzieje, ale nie będę się nad tym rozwodzić. Może to po
prostu nadmiar pracy…
W spokoju skończyłam jeść,
wróciłam do swojego apartamenciku , wzięłam gorącą kąpiel i położyłam się spać.
Perspektywa Trini:
PORTUGALIA, PORTO
Kiedy otworzyłam oczy, pierwsze co zrobiłam to
wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam naprawdę piękne miasto. Z rozkoszą przeciągnęłam
się na łóżku. Czułam się wspaniale, obudziłam się z dobrym humorem. Zauważyłam,
że drzwi do naszego pokoju się otworzyły. Zobaczyłam w nich Louisa, na którego
widok się od razu uśmiechnęłam.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałam.
- Już w Porto – odwzajemnił mój uśmiech. – Jak się spało?
- Wyjątkowo dobrze, wyspałam się i jestem pełna energii! –
krzyknęłam na całe gardło, budząc przy tym Harry’ego. Chłopak obrzucił mnie
złowrogim spojrzeniem. Posłałam mu tylko sympatyczny uśmiech.
Zeskoczyłam z mojego królestwa (czytaj: łóżka) i podążyłam
do łazienki, którą w tym czasie okupował Zayn.
- Zayn, skarbie… – puknęłam lekko w szybkę. W tym momencie
drzwi się otworzyły, a w nich pojawił się przerażony mulat. – Czy uczynisz mi
ten zaszczyt i udostępnisz mi łazienkę?
- Boże, a tobie co się stało?! – chłopak był wyraźnie
zdziwiony.
- Mam dobry humor, więc wykorzystaj to, słońce –
wyszczerzyłam się, jednocześnie puszczając mu oczko.
Chłopak będący w ciągłym szoku wpuścił mnie do
łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po czym przebrałam się w gorsetowy top w
kwiatki, pudrową spódniczkę i miętowe szpilki.
Po skończonych zabiegach upiększających dyskretnie
weszłam do „mojego” pokoju. Zayn siedział u siebie i jadł coś z Niallem.
- Lou, łazienka wolna, leć dopóki Malik jej nie zajął – na
szczęście nie trzeba było mu tego dwa razy powtarzać. Wykorzystałam wolną
chwile i zajrzałam na Facebooka i Twittera. Na tym pierwszym nic się nie działo
(norma), zaś na drugim, jak zwykle, jakaś akcja.
@trinifray: Ostatni
dzień w Portugali, trzeba to wykorzystać ! x
Zastanawiałam się co mogliśmy zrobić wykorzystując chwile
przed koncertem. Wpadłam na świetny pomysł. Od razu podzieliłam się nim z
chłopakami.
- Co wy na to? Ja, Wy, Plaża, Ocean i Jacht ? – zamruczałam
i porozumiewawczo poruszyłam brwiami.
- Pięć razy „TAK”! Jedziemy!!! – Ich odpowiedź była wyjątkowo
zgodna, chyba pierwszy raz.
Szczęśliwa uściskałam ich wszystkich po czym
pobiegłam do pokoju po potrzebne rzeczy. Do torby z Pumy rzuciłam strój
kąpielowy, krem do opalania, ręcznik i oczywiście aparat.
Wykonałam telefon aby zarezerwować jeden z jachtów.
Otrzymałam informacje, gdzie mamy się udać, żeby rozpocząć rejs. Popędziłam
chłopaków, którzy mieli wielki dylemat: jakie kąpielówki wybrać. Podałam
kierowcy adres i ruszyliśmy w drogę.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Widok przed nami
zapierał dech w piersiach.
Wszyscy pędem rzuciliśmy się w stronę łodzi. Każdy zajął
sobie miejsce, po czym kapitan zasygnalizował start. Oddaliliśmy się od brzegu.
Gadaliśmy, śmialiśmy się, opalaliśmy… Nie trzeba było mnie długo namawiać, żebym
rozpoczęła romans z aparatem. Fotografie były boskie.
Po chwili zauważyłam, że na jachcie jest trampolina.
Niepostrzeżenie wymknęłam się do łazienki i założyłam swój strój kąpielowy. Niczym
ninja dotarłam do mojego celu. Stanęłam na desce, porządnie się odbiłam i
znalazłam się za burtą. Jeszcze będąc pod wodą usłyszałam przeraźliwy krzyk
Tomlinsona:
- CZŁOWIEK ZA BURTĄ!!! – po czym wskoczył do wody z kołem
ratunkowym.
Kiedy on usiłował się wynurzyć, ja nad powierzchnią nie mogłam
opanować śmiechu.
- Lou, idioto, mogłeś się chociaż rozebrać z tych ciuchów!
– wykrzyczałam przez śmiech. Chłopak dopiero teraz zauważył ze jestem w stroju
kąpielowym. – Człowieku, ja wskoczyłam do wody, nie wypadłam! Patrz, tam jest
trampolina – z ciągłym zacieszem podałam mu koło ratunkowe.
- Ja umiem pływać – powiedział z dumą, próbując udawać
focha.
Reszta chłopaków (z wyjątkiem Zayna, który wylegiwał
się w jacuzzi) również po chwili znalazła się w wodzie, tym razem jednak w
strojach kąpielowych. Wyłowiliśmy Louisa, żeby mógł zdjąć mokre ciuchy i je
wysuszyć. Przez resztę rejsu podtapialiśmy się, graliśmy w piłkę i
nurkowaliśmy.
Założyłam się z paskowatym, kto dłużej wytrzyma pod
wodą. Kiedy tylko się zanurzyliśmy, Lou podpłynął do mnie, objął mnie i
delikatnie pocałował. Znowu czułam dzikie i niesforne stworzenia w brzuchu.
Założyłam mu ręce na szyję. Gdyby nie fakt, że nie umiemy oddychać pod wodą,
trwalibyśmy tak w nieskończoność.
Niestety, rejs dobiegał końca; na szczęście nikt nic
nie pił. W miarę sprawnie zebraliśmy się, po czym podpłynęliśmy do brzegu.
Wróciliśmy do Tour Busa, kolejno wzięliśmy kąpiel i
byliśmy gotowi. Przebrałam się w byłam dżinsowe rurki z zaciekami, beżowy top z
cekinami i pudrową marynarkę. Do tego wzięłam małą, perłową torebeczkę.
Ruszyliśmy na spotkanie z fanami. Odbyło się bez większych komplikacji… z
wyjątkiem jednego, małego omdlenia na widok Zayna.
Nastał czas koncertu. Chłopcy jak zwykle dali czadu.
W pewnym momencie zaprosili na scenę pewną szesnastoletnią fankę. Dziewczyna
była w niezłym szoku, ale zachowała klasę; nie darła się, nie mdlała, nie
piszczała… pełen chillout. Tak jak i tamtym razem, były przypadki, gdzie
interweniowała ochrona.
Po koncercie chłopaki nie mieli jeszcze dość, więc wyciągnęli
mnie do klubu. Po drodze wpadliśmy do busa, by się przebrać. Wybrałam Taki zestaw:
Szybko zamówiliśmy taksówkę (stwierdziliśmy,
że nie ma sensu tłuc się busem) i już po chwili byliśmy w drodze do jednej z
najlepszych dyskotek w tym rejonie. Jechaliśmy dosyć krótko; klub był dość
daleko, a my byliśmy na miejscu po jakichś 20 minutach.
Od razu wbiliśmy na parkiet. Muzyka była zajebista;
nogi same rwały się do tańca. Po kilku intensywnych kawałkach usiadłam przy
barze i zamówiłam drinka. Po chwili przysiadł się do mnie Lou. Było tak głośno,
że po dosłownie chwili przestaliśmy próbować porozmawiać. Tommo wyciągnął mnie
na parkiet. Przetańczyliśmy kilka kolejnych hitów. Poszłam po kolejnego drinka.
Chwilę posiedziałam przy barze, by odpocząć.
Już miałam wracać na parkiet, kiedy poczułam
przerażający chłód. Jakiś debil wylał na mnie drinka, po czym niemalże nie
wywalił mnie na podłogę.
- Czy ty masz oczy, debilu? Do reszty cię posrało? I co ja
mam niby teraz zrobić?! Patrz jak ja teraz wyglądam!! – darłam się na niego jak
pomylona, nie zwracając uwagi na bawiących się ludzi.
- Bardzo przepraszam… jest dość ciemno, nic nie widać, a
akurat tu jest mały próg… zahaczyłem po prostu nogą… – zaraz, ja znam skądś ten
głoś! To przecież…
- Jej, Chris, to ty? – dopiero teraz mogłam zobaczyć jego
twarz. – Nie poznałam cię, sorki. Wiesz, że bywam nerwowa…
- Taa, pamiętam – tylko się zaśmiał. To znaczyło, że nie
jest na mnie zły.
Wyszliśmy na zewnątrz. Chris zakupił nowe drinki. Ja też dostałam jednego; w ramach
odszkodowania. Bardzo fajnie nam się gadało.długo plotkowaliśmy, z drobną przerwą na rozmowę z Em.
Skąd w ogóle
go znam? Był on sąsiadem mojej ciotki. Mieszkają na wsi. Często tam
przyjeżdżałam. Między nami nie ma dużej różnicy wieku, z tego co pamiętam to
tylko jakieś 3 lata. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy; był moim naprawdę dobrym
kumplem. Tyle, że rzadko miał dla mnie czas, przez co nie wyniknęło z tego nic
poważniejszego: ani związek, ani przyjaźń… Odkąd go widziałam ostatnio, minął
rok. Gość się zmienił, i to cholernie. Przyjechał do Londynu na studia, pracuje
w jakiejś małej restauracji jako kelner, ogólni daje sobie radę. Teraz
przyjechał na wakacje z kolegami.
Naszą beztroską
pogawędkę przerwali moi towarzysze, a konkretnie Lou (nieźle zalany), któremu musiało nie
odpowiadać moje towarzystwo, i Niall. Co miałam zrobić, przedstawiłam sobie
wszystkich. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, po czym dmuchnęłam z Chrisem na
parkiet. W pewnym momencie Tommo podszedł do nas i „odbił” mnie. Zatańczyłam z
nim; było naprawdę fajnie. Czułam się przy nim dobrze. Znowu zaczęłam wspominać
wczorajszą kolację.
Spojrzałam na zegarek. Była już 22:30. Czekała nas
długa droga, więc musieliśmy się już zmywać. Oczywiście, w taksówce Louis
musiał się zacząć żalić.
- Tri, jak mogłaś mi to zrobić? Czego z nim rozmawiałaś?
Nie wybaczę ci już! – i próbował pokazać, jak bardzo się na mnie gniewa.
- To nie wybaczaj, jakoś to przeżyję – zaśmiałam się
tylko.
- Ale serio, skąd go znasz? – chłopak nie dawał za
wygraną.
- Nieważne, to nie jest ciekawa historia. Ale nie mówisz
chyba, że będziesz strzelał focha za każdym razem, kiedy pogadam z facetem innym
niż ty? – nie mogłam przestać się śmiać, ta scena była przekomiczna.
- Tak, będę strzelał focha za każdym razem! – wydawał się
być stanowczy, ale ja myślałam, że padnę za śmiechu.
- Taak? Chodź, Niall, pogadamy! – i przesiadłam się koło
blondyna.
- Nie, bo… – i tutaj się zaciął.
- Noo, rozwiń temat! Boo…? – chciałam to z niego wycisnąć.
- Boo… jestem zazdrosny i już. – mówiąc to, nieźle się
zaczerwienił.
Wszyscy zaczęli się na biednego chłopaka gapić. Od
razu spojrzałam na nich wzrokiem zabójcy mówiącego „spróbuj mu dogryźć, a
zginiesz”. Na szczęście, nikt się nie odezwał. Cisza była bardzo nietypowa w
ich towarzystwie, ale serio, dopóki nie znaleźliśmy się przy tour busie,
słychać było tylko jakąś audycję radiową.
Wysiedliśmy z taksówki, zapłaciłam, po czym weszliśmy
do busa. Od razu ruszyliśmy, żeby zdążyć. Umyłam się i od razu wskoczyłam do
łóżeczka.
Perspektywa Demi:
Otworzyłam
oczy. Promienie słońca wpadające przez okno mnie oślepiły. Zmrużyłam powieki,
założyłam szlafrok i udałam się do kuchni. Mój organizm czuł wielkie
zapotrzebowanie na kofeinę; pomimo długiego snu byłam zmęczona.
Usiadłam przy stole i, popijając kawę,
zaczęłam zastanawiać się, czy mam się bać tego snu. Miałam już „prorocze” sny.
Kiedy zaczęłam spotykać się z Billy’m, śniło mi się, że siedzę zapłakana na
komisariacie, a jego prowadzą w kajdankach. Wtedy to zignorowałam, ale taka
sama scena miała miejsce. Później, kiedy byłam już z Willy’m, przyśniło mi się,
że siedzę przy nim w szpitalu, a on umiera. Tym już się przejęłam, następnego
dnia wysłałam chłopaka do szpitala na badania. I okazało się, że ma raka. I
znowu przeżyłam deja vu. Najnowsza „wizja” nie dawała mi spokoju. Bałam się jak
cholera.
Po wypiciu kawy udałam się do
łazienki. Zrobiłam sobie lekki makijaż (tylko tusz i pomadka) i upięłam włosy w
wysokiego kucyka. Wróciłam do sypialni. Przebrałam się w luźną, białą koszulę i dżinsowe szorty. Zastanawiałam się, co dzisiaj będę robić. Chwyciłam telefon.
Miałam wiadomość od Trini. Zainteresowała mnie tym wywiadem, jednak nie czułam
ogromnej potrzeby, aby go zobaczyć.
Siadłam na kanapie w salonie i
włączyłam MTV. Właśnie zaczynali trąbić o największych aferach ostatniego
czasu. Nie lubiłam tego oglądać, ale nie miałam nic lepszego do roboty. Czy
tego chciałam czy nie, zaczęli gadać o tym wywiadzie. Kiedy usłyszałam, o czym
mówili, zdębiałam. Harry ma (albo miał) dziewczynę? Sama spekulacja
spowodowała, że zbladłam. Czyli naprawdę nie traktował mnie poważnie… Ale
zaczęli mówić dalej… i okazało się, że jednak chodziło o mnie… Zamurowało mnie.
Siedziałam jak kamień na sofie i gapiłam się na postać zdenerwowanego Harolda
mówiącego o jego „życiowym błędzie”.
Byłam w szoku. Czyli jednak
naprawdę żałował… naprawdę mu na mnie zależało…? Pytania w mojej głowie
pojawiały się z prędkością światła, szkoda że bez odpowiedzi. Przypomniałam
sobie o psychologu. Wybrałam numer pani Celine i czekałam, aż kobieta odbierze.
Nagrałam się jej na sekretarkę, że jeśli by mogła, żeby przyjechała, bo pilnie
potrzebuję rozmowy. Skoczyłam do spożywczaka po jakieś ciastka i kawę, bo
właśnie mi się skończyła.
Nie wiedziałam, co ze sobą
począć. Wzięłam się więc za generalne porządki w mojej sypialni. Zaczęłam
wywalać wszystkie niepotrzebne graty. Kiedy już udało mi się z nimi uporać,
zabrałam się za remanent w szafie. Wywaliłam tyle ubrań, że moja garderoba
świeciła pustkami. Nie wiedziałam co mogę zrobić z taką ilością ciuchów.
Znalazłam w internecie numer jakiejś fundacji pomagającej najbiedniejszym.
Postanowiłam oddać im te wszystkie rzeczy. Na szczęście placówka była tylko
dwie przecznice dalej od mojego domu, więc szybko podwiozłam zebrane przeze
mnie graty. Kobieta była bardzo uradowana, kiedy zobaczyła wielkość mojej
„hojności”.
Szybko wróciłam do domu. Właśnie
przechodził listonosz. Przyniósł do mnie paczkę, w której znalazłam tablice
rejestracyjne do mojego autka. Nie chciało mi się wlec do warsztatu, więc
poprosiłam sąsiada, żeby mi je przytwierdził. Kiedy kończył robotę, pod mój dom
podjechał jakiś samochód, konkretnie należący do Celine.
- Przyjechałam, jak najszybciej mogłam. Stało się coś? –
zapytała i uważnie mi się przyjrzała. – Śliczny kolor!
- Niee, nic strasznego się nie stało. Po prostu muszę z kimś
porozmawiać, bo wybuchnę. A, i dziękuję. Tak, jak pani radziłam, dokonuję kilku
zmian.
- Tylko nie przesadź! – uśmiechnęła się. W duchu pomyślałam
tylko „Za późno” i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Zaprosiłam
kobietę do salonu, po czym poszłam do kuchni, by zrobić herbatę i przynieść
ciasteczka.
- A więc, o czym chcesz rozmawiać? – Marshall z pogodną
twarzą spytała się mnie.
- Musi pani coś zobaczyć – po czym przyniosłam laptopa z
kuchni i znalazłam na Youtube ten wywiad. Pokazałam jej w sumie tylko ten
fragment. – Ja po prostu nie wiem co o tym myśleć. Mam nadzieję, że on szczerze
żałuje i że to nie jest tylko na pokaz… chciałabym, żeby tak było…
- A nie możecie się spotkać i porozmawiać?
- Nie bardzo. On teraz jest w Portugalii, ma trasę i ciągle
pracuje…
- A telefon?
- Nie mam odwagi zadzwonić… poza tym chcę zacząć od zera.
- Więc na razie musisz sama zdecydować, co do niego czujesz,
czy na pewno chcesz dać mu drugą szansę, i czy na pewno jesteś gotowa na takie
życie… – spojrzałam na nią z pytającym wyrazem twarzy. – Doskonale wiesz, o co
mi chodzi: w pewnym sensie też będziesz sławna, stracisz prywatność… Zastanów
się, czy na pewno tego chcesz… i czy dasz radę.
- Raczej tak. On naprawdę jest dla mnie ważny…
Chwilę
jeszcze pogadałyśmy o tym, jak mi idzie, tak ogólnie. Opowiedziałam jej o moich
„osiągnięciach” i planach. Była pod wrażeniem. Niestety, nie mogła siedzieć u
mnie dłużej, bo miała już umówione spotkania z innymi. Pożegnałam się więc z nią
i odprowadziłam do drzwi. Nie wiedząc, co mogłabym jeszcze dzisiaj zrobić,
postanowiłam wybrać się na spacer. Pogoda dopisywała. Chciałam zobaczyć London
Eye, dawno tam byłam. Spakowałam torebkę (klucze do domu, dokumenty, pomadka,
telefon i portfel) i wyszłam z domu.
Łaziłam już
od dobrych dwóch godzin. Podziwiałam właśnie jakąś sukienkę, kiedy poczułam, że
ktoś klepie mnie w ramię.
- Łukasz, co ty tu robisz?! – krzyknęłam zdziwiona.
- A co, Londyn zarezerwowałaś tylko dla siebie? – zaśmiał
się. Rzuciłam mu się na szyję.
Łukasz to mój kuzyn z… Polski.
Tak, mam tam rodzinę. Mój ojciec jest Polakiem. Dziadkowie wyjechali tu w
czasie wojny. Tu założyli rodzinę, tu wychowali mojego ojca i jego dwie
siostry. Kiedy sytuacja w ich ojczystym kraju w miarę się ustabilizowała,
postanowili wrócić. Mój ojciec został w UK, to była dla niego ojczyzna. Jego
siostry odjechały razem z dziadkami. Jako mała dziewczynka często wyjeżdżałam
do babci. Przez rok chodziłam tam do szkoły, więc w miarę biegle mówię w tym
języku. Dawno tam nie byłam.
- Co ty tu robisz? – byłam taka szczęśliwa, że tu jest.
- Studiuję. Dostałem się na Oxford.
- Serio? Wow, gratuluję! Długo tu siedzisz?
- Niee, pierwszy rok. A ty co robisz?
- Modeluję. – zaśmiałam się. – Noo, jestem… modelką.
- A kiedy wpadniesz do Krakowa? Wszyscy tęsknią.
- Na razie nie wiem, czy mam czas. A ty kiedy jedziesz?
- A, za parę dni. Muszę pokazać babci, że za bardzo nie
zmarniałem.
- Hahaha, to jak mnie zobaczy, to co powie? – wreszcie
gadałam z kimś z rodziny, bardzo mi tego brakowało.
- Załamie się! A może zabrałabym się z tobą?
- Czemu nie? Babcia jak cię zobaczy to nie wiem co że
szczęścia zrobi!
- Taa, ale nic jej nie mów, to będzie niespodzianka!
- A jak się zgadamy?
- Masz, to mój numer – podyktowałam mu wszystkie cyferki po
kolei, po czym sprawdziłam, czy zapisał poprawnie. – No, to dzwoń do mnie, jak
coś.
- A teraz to co tak w ogóle robisz? – rzucił Łuki.
- Łażę bez celu. Dasz się zaprosić na kawę i lody?
- Z tobą zawsze! – wziął mnie pod rękę i poszliśmy do mojej
ulubionej kawiarni.
Siedzieliśmy
tak już jakiś czas i gadaliśmy o wszystkim. Głównie wspominaliśmy nasze
dzieciństwo. Uśmiałam się jak nigdy. Poczułam wibracje w torebce, które jednak
ustały. To tylko sms, pewnie nic ważnego. Nie odczytałam, byłam zbyt
pochłonięta rozmową z kuzynem.
- Może wpadniesz do mnie wieczorem? Pogadamy, obejrzymy
jakiś film, zobaczysz mój dom?
- Wiesz, bardzo bym chciał, ale jeszcze dzisiaj mam wykłady.
Zaczną się o 18:00, a nie wiem kiedy skończymy. Nie chcę wpieprzać ci się na
głowę po nocach…
- Nie, żeby coś… – przerwałam mu – … ale jest już 17:30,
więc jak chcesz się wyrobić to zmykaj!
- Co? Która? O cholera, lecę!
Zaśmiałam się tylko. Uwielbiam, jak się denerwuje i coś
sobie pod nosem po polsku nawija. Teraz też coś bełkotał i zbierał graty.
- Zadzwoń jak będziesz miał chwilę!
- Zadzwonię, pa!
I zostałam
sama. Czas z Łukaszem leciał niebywale szybko. Posiedziałam jeszcze chwilkę,
zamówiłam sobie ciastko, po czym zapłaciłam za wszystko i poszłam w stronę
domu.
Jak to w Londynie bywa, nagle
pogoda się zmieniła, bo w przeciągu chwili niebo pociemniało i lunął deszcz.
Zaczęłam biec. W miarę szybko znalazłam się w domu. Od razu wpadłam do
łazienki, wzięłam prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy (przy okazji natarłam je
milionem cudownych substancji wyniesionych od fryzjera), po czym przebrałam się
w luźny, czarny T-shirt i szare dresy. „W końcu i tak już nigdzie nie będę
wychodzić” – powiedziałam sama do siebie.
Usiadłam przed telewizorem i
zaczęłam oglądać powtórki z jakiegoś show (po chwili zorientowałam się, że to
X-Factor). Występowały tam naprawdę dobre dzieciaki, same zdolne bestie. Trochę
popłakałam, trochę się pośmiałam. Nagle zadzwonił mój telefon. Jakiś
zastrzeżony.
- Tak, słucham? – powiedziałam z powagą.
- Pani Stephenson? To ja, Agatha Hart. Chcieliśmy kupić od
pani dom.
- Ach tak, dzień dobry! A więc, zdecydowaliście się państwo?
- Przejrzeliśmy jeszcze kilka ofert i pani dom najbardziej
nam się spodobał. Mam nadzieję, że oferta jest nadal aktualna…
- Ależ oczywiście! Nikomu nawet nie mówiłam o przeprowadzce
– jejku, to wszystko jest zbyt piękne… za łatwo mi to przychodzi… Ale, swoją
drogą, to całkiem fajne…
- Moglibyśmy się spotkać i omówić szczegóły?
- Tak, jasne! Kiedy pani pasuje?
- Ja jestem do dyspozycji cały czas, tylko nie wiem, jak
pani…
- Jak dla mnie, mogą państwo przyjechać nawet teraz! –
cieszyłam się jak małe dziecko na widok czekolady.
- Naprawdę? W takim razie zaraz będziemy!
- Dobrze, będę czekać! Do zobaczenia!
- Do widzenia!
Znalazłam
jakieś ostatnie ciasteczka, nastawiłam wodę na kawę i ogarnęłam salon.
Pobiegłam na górę, by się przebrać. Szybko wskoczyłam w żółte rurki i zielony
top. Włosy zostawiłam rozpuszczone, tylko potraktowałam oczy tuszem i
eyelinerem.
Do domu
pierwsza wpadła Sara.
- Hej, ślicznotko! – zawołałam i wzięłam ją na ręce. Miała
prostą, białą sukienkę, biały sweterek i klapki. – Dzień doby, zapraszam do
salonu – przywitałam nabywców mojego domu. Przybyli z notariuszem. I chwała
Bogu, bo ja nie mam do tego głowy.
Obgadaliśmy
szczegóły. Każdemu podobał się wystrój domów, dlatego postanowiliśmy nie
zamieniać mebli (za wyjątkiem rzeczy dla dzieciaków). Ustaliliśmy, ile zapłacą
mi za moją posiadłość (zamienialiśmy się chatami; moja była większa i bardziej
wyposażona, więc oni dopłacali mi). Odjęliśmy od tego wartość remontu dachu u
mnie i okazało się, że nawet nieźle zarobię. Sara biegała jak opętana i latała
po całym domu. Fajnie to wyglądało.
- A kiedy moglibyśmy już się przenieść? – zapytał mnie
mężczyzna.
- Jak dla mnie, nawet jutro! Tylko nie wiem, jak państwo…
- My już jesteśmy spakowani… – nieśmiało zaśmiała się
kobieta.
- W takim razie jutro zamiana! – zaśmiałam się. Nie
wiedziałam, czy dam radę spakować się przez noc, ale spróbuję… w sumie nie było
tego tak dużo…
Podpisaliśmy
umowę. Małżeństwo miało płacić mi moją należność w ratach. Wszystko przebiegło
spokojnie i gładko, w sympatycznej atmosferze. Pożegnałam się z wszystkimi, po
czym zaczęłam sprzątać. A więc od jutra mam nowy dom…
Spojrzałam
na telefon. Była już 22:00. zauważyłam, że ciągle nie przeczytałam wiadomości.
Znowu jakiś obcy numer. „A może to w sprawie domu do mnie pisali…” . Zaczęłam
czytać. Był wyjątkowo długi. Jak list.
Dem, wiem że cię
skrzywdziłem i że możesz już nigdy do mnie nie wrócić. Chcę cię jeszcze raz
przeprosić. Zachowałem się jak ostatni gnojek i nie ma na to usprawiedliwienia.
Przepraszam, że nie spotkaliśmy się przed moim wyjazdem, ale nie miałem odwagi.
Nie wiedziałem, co mógłbym ci powiedzieć. Żadne słowa nie są w stanie opisać
tego, co czuję. Do siebie i ciebie. Nienawidzę siebie. Kocham ciebie. Tyle wiem
na pewno. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, że pozwolisz mi z tobą
porozmawiać. Nie skreślaj nas. Dla nas, dla ciebie, zrobię wszystko. Harry
p.s. Jak powiedziałem,
tak zrobiłem. Powiedziałem o tobie. Nie bądź na mnie zła. Nie wyjawiłem twojego
imienia, mogłabyś nie chcieć. Nie gniewaj się za to na mnie.
Łzy same napłynęły mi do oczu. Wyłam,
siedząc przed szafą, którą miałam opróżniać. Pobiegłam do łazienki i chlusnęłam
sobie zimną wodą w twarz. „Nie będziesz płakać, nie będziesz płakać, nie
będziesz płakać, do cholery!” – powtarzałam sobie w myślach.
Po chwili uspokoiłam się.
Wróciłam do pokoju i zaczęłam do tekturowego pudła po pralce wrzucać moje
ubrania. Potem zabrałam się za zdjęcia i inne pamiątki. Te z kolei wrzucałam do
kartonu po zmywarce. Wszystko robiłam jakoś bez życia, machinalnie. Jeszcze
godzinę temu byłam tym podjarana jak… sama nie wiem, do czego to porównać.
Nim się zorientowałam, wszystko,
co miałam zabrać, stało już zapakowane. Zegarek wskazywał 3:00 w nocy. Nie
czułam zmęczenia, ale wzięłam prysznic i walnęłam się w łóżko. Nie
potrzebowałam dużo czasu, aby zasnąć.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
~ ~ ~ ~ ~
Jesteście kochani! Dzięki za te 9 komentarzy <3
jak na razie, padł rekord! Mamy jednak nadzieję, że na tym nie poprzestaniecie
i komentarzy będzie przybywać :)
Jak pójdzie Emily na sesjach? Czy przekona się do
Zayna? Jak będzie układać się między Lou a Trini? Czy będą parą? Co z Demi i
Harrym? To wszystko w kolejnych rozdziałach! <3
KOCHAMY WAS! <3
p.s. CZYTASZ - KOMENTUJESZ!