czwartek, 10 stycznia 2013

♥Rozdział 5♥

Perspektywa Emily:




Mój ostatni pokaz w Mediolanie wypadł zniewalająco. Dziś wracam do domu,  po południu mam samolot do Londynu... Fakt, Mediolan jest piękny, ale stęskniłam się już za domem i moimi "kopniętymi" przyjaciółkami. Mam im tyle do opowiedzenia…

Cóż... trzeba się powoli zacząć pakować. Szczerze tego nienawidzę. A do tego ciągle prześladuje mnie myśl, że spóźnię się na samolot... nie bez powodu. Ja się przecież zawsze spóźniam.

Jak to możliwe, że tak mało ze sobą przywiozłam, a teraz nie mogę dopiąć walizki?! Zauważyłam, że dość często tak jest. Minęła godzina. Nareszcie skończyłam pakowanie... Teraz jeszcze tylko tysiąc razy sprawdzić, czy nic nie zostawiłam i mogę jechać.

Zadzwoniłam po taksówkę i powoli zeszłam do recepcji hotelu. Rachunki wyrównałam wcześniej, więc mogę już spokojnie jechać na lotnisko.

W drodze pomyślałam, że wypadałoby napisać do dziewczyn, że już wracam...

Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać:

Do: Trini Heeej x za kilka godzin mam lot do Londynu. Pewnie dziś się już nie zobaczymy więc do zobaczenia jutro!

Miałam dziką chcicę dodać "zjebie", ale się powstrzymałam.
Pisałam dalej.

Do: Demi Cześć mam dobrą... albo i złą wiadomość. Wracam do Londynu. Jeszcze dziś mam wylot. Widzimy się jutro ! xx

Po kilku minutach byłam już na miejscu.

Kiedy stanęłam w kolejce do odprawy, myślałam głównie o tym, jak wyglądam, czy z koczka nie wyłażą mi niesforne kłaki i czy nie zaciapał mi się makijaż... bo tego, czy wszystko pasuje kolorystycznie, byłam akurat pewna. W końcu cały mój dzisiejszy (i nie tylko dzisiejszy) zestaw jest cały czarny. Spodnie z nitami, bokserka, ulubiony sweter, a do tego martensy. Idealnie.

Moim największym problemem było to, że nigdzie dookoła nie było gdzie się przejrzeć. Nie myślę już nawet o lustrze. Wystarczyłaby mi jakaś szyba czy coś w ten deseń, a tu nic ! Nawet kawałka blachy! Nie żeby coś, ale strasznie mnie irytują takie sytuacje. Przecież muszę mieć pewność, że dobrze wyglądam! W tych rozmyślaniach nie zauważyłam nawet, że już jest moja kolej do odprawy. Ale to dzisiaj sprawnie poszło !

Chwilę później siedziałam już wygodnie w samolocie z książką w ręku.

Gdy przyjechałam do domu było już bardzo późno (około drugiej w nocy). Postanowiłam więc już nie informować nikogo o przyjeździe. Wzięłam więc prysznic i położyłam się spać... W końcu we własnym łóżku. 

Perspektywa Trini:




Obudziłam się ze świadomością, że nie mam dziś wiele pracy. Wstałam i ogarnęłam się. Ubrałam się w dziurawe rurki, czarną bokserkę i moje ukochane trampki. Rozejrzałam się po pokoju. Na fotelu wciąż leżała bluza Louisa. Dopiero teraz poczułam, że zapach jego perfum roznosił się po całym pokoju. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 9:15. Zjadłam śniadanie składające się z 4 tostów z serem. Pooglądałam chwilę TV i postanowiłam zadzwonić do producenta X-Factor, żeby poinformować go o naszej obecności w finale. Facet był bardzo zadowolony. Następnie zadzwoniłam do Demi.

- Hej, masz dzisiaj czas? Chciałaś pogadać.

- Hej! Tak, jasne. Możesz przyjechać dzisiaj do chłopaków? Podobno mają jakąś sprawę. Harry wczoraj mi powiedział.

- No dobra, będę o 17:00 - powiedziałam nieco zawiedziona. Myślałam, że pogadamy w cztery oczy.

- Okej, to do zobaczenia!
- Pa!
Po skończonej rozmowie poszłam zapalić. Usłyszałam dźwięk telefonu. Dostałam smsa od Harolda.
Harry:

Dzisiaj o 17:00 ognisko u nas. Wpadnij, Lou na pewno się ucieszy! xx

Odpisałam mu.

Do Harry:

Pewnie, że wpadnę xx

Było około 12. Em napisała, że jutro wraca. Wreszcie! Mój kochany zjeb! Poszłam na zakupy, bo moja lodówka świeciła pustkami. Po godzinie byłam już w domu. Zaczęłam sprzątać, dawno tego nie robiłam. Nim się obejrzałam, była już 15:30. Przydałoby się ogarnąć przed imprezą. Założyłam czerwone rurki, do tego bluzkę w paski, a na to zarzuciłam bluzę. Postawiłam na lekki makijaż. Włosy zaplotłam w warkocz. Byłam gotowa do wyjścia. Jeszcze tylko wzięłam bluzę Louisa i wszyłam z domu. Wsiadłam w samochód i po 15 minutach byłam już na miejscu.

Kiedy weszłam do ich domu, Demi jeszcze nie było. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że będąc ich menagerką, zachowuje się jakbym była ich koleżanką. Nie czułam się z tym dobrze. Przyznam, polubiłam chłopaków. Jednak wydawało mi sie to dziwne. Postanowiłam się tym nie przejmować i dobrze się bawić. Potem to przeanalizuję. Nialler przywitał się ze mną.

- Heeeeej! - dał mi buziaka w policzek.

Poczułam na sobie wzrok Louisa, który stał na schodach i obserwował nas. Z jego oczu wyczytałam, że nie chciał być gorszy. Zleciał ze schodów i rzucił się na mnie (znowu). Nie wiedziałam, jak mam na to zareagować.
- Fajnie, że przyszłaś - uczynił to samo, co blondasek, tylko że próbował bardziej się przyssać.
- Spierdalaj pijawko! - zaczęłam się śmiać.

- Świetnie wyglądasz! - usłyszałam od Horana.

Mina Louisa zdradzała jego niezadowolenie. Poczułam się niezręcznie. Chłopaki zaprosili mnie do salonu. Posiedzieliśmy chwilkę.

Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Harry zleciał z góry jak poparzony, krzycząc: „Ja otworzę!!!”. Zaczęliśmy się śmiać. W drzwiach stanęła Demi. Wyglądała prześlicznie.

- To co, chłopaki, rozpalamy ognisko? - krzyknął Liam.

Po raz pierwszy od 20 minut dał znak życia. Zauważyłam, że Demi i Harry cały czas się na siebie gapią. Mało dyskretnie. Podeszłam do nich.

- Co tam u was, Kevinki? Uważajcie, żebyście się nie zjedli wzrokiem - powiedziałam ze złośliwym uśmieszkiem.

- Wiem, że Demi jest apetyczna, ale ty lepiej pilnuj swojego Kevina - wypalił Hazza.

Z tym chłopakiem nie będzie łatwo. Po chwili do domu wszedł Zayn.

- Ognisko już się pali, chodźcie!

Podążyliśmy za mulatem. Rozsiedliśmy się na ławeczkach i rozmawialiśmy. Po chwili ujrzałam gitarę Nialla stojącą koło stołu. Popatrzyłam porozumiewawczo na Demi. I chwyciłam instrument.

- Co ty robisz? - oczy Louisa zrobiły się ogromne.

- Będę grać, a co? Takie to dziwne? – odpowiedziałam, nie rozumiejąc jego zachowania.

Wydawało mi się, że wszyscy chłopcy byli strasznie zdziwieni. Jeszcze raz spojrzałam na swoją przyjaciółkę. Ta uśmiechnęła się do mnie. Zaczęłam grać pierwsze akordy piosenki „Torn”. Demi zaczęła śpiewać, po chwili dołączyłam się do niej. I tak zaczął się koncert.

Gdy skończyłyśmy, chłopaki zaczęli bić nam brawo, będąc ciągle w niezłym szoku.

- O cholera! wy jesteście lepsze od nas! - wrzasnął Harry.

Lou jak zwykle się na mnie rzucił. Chyba mój gniew go podnieca. Zaczęliśmy piec pianki. Zrobiło się miło. Fajnie nam się gadało, żartowaliśmy, śmialiśmy się. Nagle Harry wstał. Złapał Demi za rękę i zaczął mówić.

- Chciałbym... chcielibyśmy wam coś powiedzieć…

- Cooo, wpadliście? - Zayn zaśmiał się szyderczo.

- Daj dokończyć. A tak propos - nie. Po prostu... Jesteśmy razem. - po czym popatrzyli na siebie i zaczęli się całować.

Nie wytrzymałam. Musiałam zareagować.

- Przestańcie się ślinić. To ohydne - powiedziałam z obrzydzeniem.

- Wcaaaale nie. Chcesz spróbować? - powiedział ze śmiechem Louis.

- Nie dzięki. Jakoś nie potrzebuje twoich zarazków.

- Jeszcze będziecie wymieniać zarazki - wypaliła ze śmiechem Demi.

Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale zauważyliśmy Liama z Danielle.

Liam przedstawił nas swojej dziewczynie. Zabawa trwała dalej. Dziwnie sie czułam obserwując Harry’ego i Demi razem. Chociaż jeszcze niedawno zachowywałam sie tak samo… Ale Josh to już przeszłość, o której nie chce pamiętać.

Usiadłam na huśtawce, która znajdowała się z tyłu ogrodu. Zasłaniała ją altanka. Zaczęłam myśleć o moim życiu, kiedy przyszedł Niall. Dosiadł się do mnie, zaczęliśmy gadać, tak, jak tamtego wieczoru… Czas znowu szybko leciał. Czułam się przy nim dobrze. Jakoś tak… bezpiecznie. Nie sądziłam, że jest taki wrażliwy i uczuciowy. Zapewne dziewczyna, z którą się zwiąże będzie największą szczęściarą. W pewnym momencie pojawił się paskowaty. Wcisnął się pomiędzy nas. Poczułam woń alkoholu. Nastała niezręczna cisza. Ni stąd, ni zowąd, Lou zaczął płakać i żalić się, że nikt go nie kocha. Zaczął wyrzucać Niallowi, że odbija mu dziewczynę. Horan zawstydził się i zaczął tłumaczyć, że między nami nic się nie dzieje. Że to tylko przyjaźń... Zaraz, zaraz… jak to między nami?! O CO MU CHODZI?!

Byłam nieźle zdziwiona, a zarazem wkurzona. W nerwach powiedziałam, że mam chłopaka – Josha. Nagle mina obu zrzedła. Louis zaczął wyć, a Niall zaczął się obżerać żelkami wyjętymi z kieszeni.

Poszłam stamtąd. Usiadłam koło Danielle i zaczęłam z nią rozmawiać. Niestety, przez ten incydent nie bawiłam się już tak dobrze. Wymyśliłam, że brzuch mnie boli i pojechałam do domu. Chciałam ochłonąć. Nalałam wody i wyłożyłam się w wannie...



Perspektywa Demi:




Dzisiejszy dzień miał być… wyjątkowy? przełomowy? To dzisiaj wszyscy mieli się dowiedzieć o mnie i o Harrym. O NAS. DZISIAJ. Cholera, przecież to nie jest pierwszy raz! To dlaczego się tak przejmuję, denerwuję? Mimo to, nie mogłam się doczekać.


Zaczęłam się szykować na sesję. No dlaczego właśnie dzisiaj?! Przecież ja w ogóle nie mogę się skoncentrować! W międzyczasie zadzwoniła Trini. Zaczęłam się ubierać. Założyłam luźną, brązową tunikę i czarne legginsy. Do tego czarne lity i płaszczyk (powoli robiło się zimno, mamy w końcu listopad). Umalowałam się lekko, tylko podkreśliłam oczy kredką. Włosy upięłam w nienagannego koczka.

Już miałam wychodzić, kiedy zadzwonili, że… sesja odwołana. Fotograf złamał rękę, czy coś. No nic, mam więcej czasu dla siebie. Poszłam do kosmetyczki. Poprosiłam o coś delikatnego. Z tego salonu jeszcze nigdy nie wyszłam niezadowolona. Tym razem pani Meggy znów mnie nie zawiodła. Miałam śliczne, beżowe pazurki z dyskretnym, srebrnym paskiem. Potem poleciałam do fryzjera, który podciął moje, jakże zniszczone, końcówki (cóż, praca modelki wymaga poświęceń). Siedząc na fotelu fryzjerskim dostałam smsa.

Demi:

Cześć! Mam dobrą... albo i złą wiadomość. Wracam do Londynu. Jeszcze dziś mam wylot. Widzimy się jutro ! xx

Byłam przeszczęśliwa. Jutro się dowie…

Po wizycie w salonie pojechałam do domu. Była już 15:00, a muszę być gotowa na 17. Wzięłam kąpiel i zaczęłam się stroić. Stanęłam przed szafą. W CO JA MAM SIĘ UBRAĆ?! Po dłuuugich rozważaniach postawiłam na pudrowe rurki, biały top, białe szpilki, a do tego (żeby nie było nudno) czarny żakiet. Do tego biżuteria, obowiązkowo. Zegarek wskazywał 16:40. Dostałam wiadomość.

Harry:

Kiedy będziesz? Ne mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę xxx

Uśmiechnęłam się to komórki. Odpisałam.

Do: Harry

Właśnie wyjeżdżam, czekaj cierpliwie! Ja też już nie mogę się już doczekać ! xxx

            Wsiadłam do wozu i odjechałam. Po jakiś 15 minutach byłam już na miejscu, Zauważyłam auto Trini, musiała przyjechać szybciej. Ciekawe, czy długo już tu jest… Zadzwoniłam. Drzwi otworzył Harry.

- Heeej – przywitał się, mrugając porozumiewawczo. Zrozumiałam, o co mu chodziło. Weszłam do środka, przywitałam się ze wszystkimi i zaczęliśmy się bawić. Po jakiejś godzinie Harry wstał. Złapał mnie za rękę. Powiedział. Jak ja się denerwowałam! Ale było dobrze. Trini pojechała około godziny 23:00, źle się czuła. Gadaliśmy, śpiewaliśmy, było fajnie. Tylko, odkąd moja przyjaciółka odjechała, Lou posmutniał. Podeszłam do niego.

- Ej, o co chodzi? Pokłóciłeś się z Tri?

- Niee, a czego? – zapytał, siląc się na uśmiech.

- Przecież widzę, że odkąd pojechała, siedzisz sam i z nikim nie gadasz. Co jest? Może ci pomogę…

- Bo, widzisz… ja się wygadałem, że ona… mi się… podoba…

- No i co, kłóciła się o to z tobą o to, czy jak? To przecież nie koniec świata!

- Nooo, niby tak, ale… dla mnie koniec.

- Co ci powiedziała? – przestałam ogarniać.

- Nooo… Powiedziała mi o Joshu, jej facecie… a ja myślałem, że nie ma nikogo…

- Bo nie ma! A ten Josh to ostatni gnojek, i tyle!

- Coo? Jak to? Okłamała mnie?

- Ne sądzę. Po prostu nie wiedziała, jak o tym powiedzieć… Niall był przy tym, i ty… Ona jest taka wredna między innymi przez niego!

- Ale co on takiego zrobił?

            Opowiedziałam mu historię Trini. Może nie powinnam, ale w tamtej chwili uważałam, że zasługuje na to.

- Trini poznała go, jak miała 14 lat. On jest od niej 4 lata starszy. Był dilerem. To om wciągnął Tri w to gówno! Na początku była nieśmiała, skryta, ale stawiała jakiś opór. Potem jednak ją przekonał i spróbowała. Najpierw alkohol, potem tytoń, narkotyki… Wyciągał z niej kasę, okradał i namawiał do kradzieży. Jej dziadkowie nie umieli ni zrobić… – Tu zauważyłam, że chciał coś powiedzieć. Wiedziałam, co. – Pozwól, że wyprzedzę twoje pytanie, jej rodzice nie żyją. Miała nieźle na pieńku z policją. Przejrzała na oczy dopiero, gdy próbował ją zabić! Groził też jej dziadkom. Sama zgłosiła się na policję. On siedzi, a ją odesłali na odwyk. Wyszła po roku. Od tego czasu próbuje ułożyć swoje życie od nowa. Nie ufa facetom, a że ją zaskoczyłeś, to nic lepszego nie wymyśliła… Ona naprawdę nie jest zła, trzeba ją po prostu lepiej poznać… - Spojrzałam na Louisa. Był niezwykle przejęty. Nie był gotowy na taki szok. – Tylko pamiętaj, ta rozmowa MUSI pozostać między nami. Nie mów o tym nikomu. Bez wyjątków!

Pokiwał tylko głową.

- Aha, i jeszcze jedno. Nie miej jej tego za złe, ona po prostu potrzebuje czasu.

Wróciliśmy do zabawy. Lou też wrócił do życia. Znowu śpiewaliśmy i bawiliśmy się. Siedziałam koło MOJEGO Harolda i tuliłam się do niego. Cudowny wieczór. Poczułam w kieszeni wibracje. To tylko sms.

Trini:

Mam prośbę. Nie gadaj z Lou. Jutro ci wytłumaczę x

Kurczę, muszę jej to powiedzieć…

Do: Trini

Wiem, że mnie zabijesz, ale za późno. Wpadnij do mnie jutro, pogadamy. Musimy xxx

Zabawa trwała dalej. Cieszyłam się, że nie musieliśmy się już ukrywać. Nasi przyjaciele już wiedzą…

- Harry… jedno mnie zastanawia. Co z twoimi krwiożerczymi fankami? Jak nas gdzieś znajdą i uwiecznią, to ja już w zasadzie nie żyję!

- Dlatego mam pomysł. Powiem o tobie jutro, mamy wywiad dla Ellen Show. Nie wiem tylko, czy będziesz mogła tam pójść ze mną, nie gniewaj się…

- Spokojnie, rozumiem – i obdarowałam go soczystym buziakiem. – Dziękuję – Teraz to on pocałował mnie.

Siedzieliśmy tak jeszcze do drugiej w nocy. Wszyscy trochę popili, ale ja akurat zachowałam wstrzemięźliwość. Jutro musze być przygotowana na telefon od uszkodzonego fotografa, być może zapewni sobie zastępstwo…

- Dobra, kochani, ja uciekam. Wam też radzę kończyć, jutro wywiad! – Pożegnałam się z chłopakami i wsiadłam do mojego auta. Dopiero za kierownicą uświadomiłam sobie, jak bardzo chce mi się spać. Odpaliłam brykę i odjechałam. Wchodząc do domu, pierwsze, co zrobiłam, to wzięłam prysznic; stwierdziłam, że w wannie mogłam usnąć. Wskoczyłam do łóżka. Chwyciłam za telefon.

Do: Harry

Dobranoc, słońce ty moje xx Kocham cię!! xxx



~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
  
 Mamy nadzieję, że ten rozdział również Wam się spodoba ;)
Baardzo prosimy! Jeśli spodobał się Wam nasz blog, polećcie go swoim znajomym, STRASZNIE nam na tym zależy!
Prosimy o komentarze i zaobserwowanie! 
Z góry WIELKIE DZIĘKI! xxxx  

poniedziałek, 7 stycznia 2013

♥Rozdział 4♥



Perspektywa Emily:


Mój pobyt w Mediolanie dobiega już końca... na szczęście. Najlepiej jest mi w domu, wśród przyjaciół. Pomyślałam o Trini i Demi i postanowiłam do nich zadzwonić.
Trini odebrała po trzecim sygnale:
-Cześć zjebie - usłyszałam powitalny okrzyk w słuchawce.
-Cześć chuju - skwitowałam - co słychać ?
-Aa nic nadzwyczajnego... Z tego, co wiesz, to Demi już ci wszystko wypaplała. Ale mów co tam u ciebie?
- Bagno, jak mam chwilę spokoju to zawsze znajdzie się ktoś, kto mi to spieprzy, ale za kilka dni wracam do Londynu. Co prawda tylko na kilka dni, ale zawsze to coś. A co do One Direction… Może aż tak źle nie będzie... Przekonasz się do nich… Ja w każdym razie nie jestem złej myśli...- w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi i w myślach stwierdziłam, że w tej branży coś takiego jak czas wolny nie istnieje!
-Muszę już kończyć. Może jeszcze zadzwonię, ale nie nic obiecuję.
-Skoro musisz... To pa!
Poszłam otworzyć drzwi. Okazało się, że jest to mój nadgorliwy sponsor, który chciał się szczegółowo dowiedzieć, jak będzie wyglądał jutrzejszy pokaz. Zaprosiłam go do środka, zaparzyłam kawę i przystąpiłam do opisu imprezy.
Dwie godziny wyjęte z życiorysu, ale za to mi w końcu płaci... i to niemałe pieniądze.
Teraz moim jedynym marzeniem jest tylko gorąca kąpiel i romans z łóżkiem. Nalałam więc wody do wanny i siedziałam w niej tak długo dopóki nie zaczęła się robić zimna. Gdy już wyszłam założyłam swoją wściekłoczerwoną satynową koszulę nocną i poszłam czytać książkę.
Po jakiejś godzinie zaczęłam robić się śpiąca... Zgasiłam więc światło i położyłam się spać.




Perspektywa Trini:


Obudziły mnie jasne promienie słońca wpadające przez okno wielkiego tarasu. Ale… zaraz. Jak to? Ja nie mam w pokoju tarasu! Przeraziłam się. Po chwili przypomniałam sobie rozmowę z Niallem. Pewnie zasnęłam i mnie tutaj przeniósł. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Utrzymane było w jasnych kolorach, ściany były beżowe a meble białe. Sądząc po tym, że w rogu pomieszczenia stała gitara, a nad łóżkiem wisiała flaga Irlandii, był to pokój blondaska. Aż się zdziwiłam, że tu tak czysto. Żadnego jedzenia ani porozrzucanych ubrań, dosłownie nic. Podniosłam się lekko, aby sięgnąć po telefon. Była 10.30. Postanowiłam wstać. Odsłoniłam kołdrę i zauważyłam, że jestem w samej bieliźnie. Nie no, tego to już za wiele! Może i zasnęłam w ich domu, ale to nie powód, żeby mnie rozbierać! Zobaczyłam, ze na komodzie leżą moje ubrania. Nie miałam innego wyjścia, założyłam je ponownie. Kiedy zeszłam na dół, zobaczyłam Nialla śpiącego na sofie w salonie. Stwierdziłam, ze wygląda słodko jak śpi. Nawet zrobiłam mu zdjęcie.
Myślałam, że reszta śpi w swoich pokojach. Jednak się przeliczyłam. Gdy weszłam do kuchni, mało co się nie posikałam ze śmiechu. Lou spał na stole z marchewką w ręku, a Zayn spał pod stołem. Liama nie było, pewnie poszedł na zakupy albo nadal śpi w swoim pokoju. Weszłam do pierwszego pokoju. Zobaczyłam Harry’ego przytulonego do poduszki i z telefonem w ręce. Nie mogłam się powstrzymać, każdemu cyknęłam fotkę. Jeszcze nadejdzie dzień, kiedy wykorzystam to przeciwko nim. Za to upokorzenie jakie wczoraj przeżyłam. Nawet nie wiem, jak ja się na to zgodziłam! To było co najmniej chore! Ale ja zawsze taka byłam, ostra zabawa bez ograniczeń zawsze mnie kręciła. Chyba właśnie zabawa i palenie pozostało mi z dawnych lat.
Chciało mi się pić. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam sok i nalałam go sobie do szklanki, którą znalazłam w jednej z szafek.
Wzięłam łyka i poszłam do salonu. Z tego, co widziałam, blondynek już się przebudza. Włączyłam TV, właśnie na I FASHION leciał program o modelkach. Pokazali nawet Caroline, ale tylko w urywku. Za plecami usłyszałam głośne jęknięcie. Nialler się obudził.
- Heeej Trini - uśmiechnął się do mnie. - Jak się spało?
- Świetnie, ale moglibyście sobie oszczędzić rozbieranie mnie! - popatrzyłam na niego krzywo i tak jakoś z pogardą.
Irlandczyk spojrzał na mnie z miną zbitego pieska.
- Przepraszam, po prostu nie chciałem, żeby się sukienka pogniotła. I żeby tobie było wygodnie. Nie gniewaj się - powiedział smutny.
- Już się nie gniewam - powiedziałam po ciuchu.
Chłopak się do mnie uśmiechnął i mnie uściskał. Nie mogłam być na niego zła. Na niego się nie da. On po prostu ma coś w sobie. Coś takiego, ze od razu się mu wybacza. Spojrzałam na zegarek; była 12.00. Czas się zbierać.
- Niall, ja już lecę.
- Już? - powiedział smutny.
- Tak, muszę lecieć. Jeszcze dziś mam opisać waszą trasę koncertową.
- Uwzględnisz Polskę? Tam robią dobry bigos! - powiedział z nadzieją w głosie.
- Uwzględnię, specjalnie dla ciebie i twojego bigosu! - zaśmiałam się.
- BIGOOS !!!
- Co się drzesz, wszystkich pobudzisz! - powiedziałam cicho. - Lecę, pa!
Po wyjściu od chłopaków zamówiłam taksówkę, która była po 5 minutach. Podczas jazdy gadałam z Emily. 
Otworzyłam drzwi i udałam się prosto pod prysznic. Założyłam krótkie szorty i białą bokserkę. Makijażu nawet nie robiłam, bo postanowiłam, ze dzisiaj się nigdzie nie ruszam. Mam za dużo pracy. Tak więc wzięłam się do roboty. Trasa chłopaków uwzględniała jedynie Europę. Spisałam państwa, które należało wziąć pod uwagę. Siedziałam nad tym chyba z 4 godziny, ale udało się. One Direction zagra w: Portugalii, Hiszpanii, Francji, Włoszech, Irlandii, Austrii, Niemczech, Norwegi, Szwecji, Szwajcarii, Danii, Finlandii, Grecji, Wielkiej Brytanii (oczywiście) i w Polsce na specjalne życzenie Nialla. Teraz przydało by się wyznaczyć dzień wyjazdu i dni oraz miejsca koncertów. I zarezerwować pokoje w hotelach. Sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Hotelu "Hilton", aby zarezerwować pokoje w państwach, w których będą grane koncerty. Wszystko poszło sprawnie. Zamówiłam 5 osobnych pokoi dla chłopaków + jeden dla mnie. Skończyłam pracę na dziś. Strasznie się cieszyłam.
Niestety, po chwili zadzwonił nieznany numer na mój służbowy telefon.
- Witam, tu Trini Fray. W czym mogę służyć? - zapytałam słodkim głosem.
- Dzień dobry, z tej strony producent Brytyjskiego x- Factora, chciałbym zaprosić zespół One Direction na finał 10 edycji programu. Czy byłaby taka możliwość?
- W jaki dzień miał by się odbyć ten finał?
- Za dwa tygodnie. Dokładnie 21 listopada.
- Musimy to przemyśleć. Damy znać do 3 dni. - powiedziałam profesjonalnym tonem.
- Dziękuję bardzo. Czekamy na odpowiedź. Do widzenia.
- Do widzenia.
Po skończonej rozmowie udałam się na górę. Musiałam jechać do domu chłopaków i z nimi to omówić. Dziwnie będę się czuła w ich towarzystwie po wczorajszym, ale trudno. Wzięłam prysznic i ubrałam się w białą bluzkę, do tego pistacjową spódnicę z podwyższonym stanem i tego samego koloru szpilki. Lekko podkręciłam włosy i opuściłam je luźno na ramiona. Zrobiłam lekki makijaż. Pogoda dopisywała, więc nie musiałam brać nic na wierzch. Wzięłam papiery dotyczące trasy oraz kluczyki do mojego samochodu i wyszłam z domu. Po 20 minutach byłam u chłopaków. Drzwi otworzył mi Liam.
- Hej, wszyscy w domu ? - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak, są. Zaraz ich zawołam. Idź usiąść do salonu.
Poszłam na wyznaczone miejsce. Zdziwiłam się. Było… czysto. Nigdzie nie walało się jedzenie ani ubrania. Chyba Liam dziś posprzątał. Po chwili na dół zbiegła cała piątka.
- Hej Trini! Świetnie wyglądasz! - wydarli się wesoło.
- Hej. Mam z wami do obgadania parę spraw. - mówiłam poważnie - pierwszą rzeczą jest trasa koncertowa.
- Okej.
Chłopaki rozsiedli się na sofach, więc mogłam zaczynać. Opowiedziałam, w jakich krajach będą koncerty. Niall ucieszył się bardzo, gdy usłyszał, ze będziemy w Polsce. Następnie powiedziałam im o The X - Factor.
- Pewnie, ze się zgadzamy! - krzyknęli równocześnie.
- Tak więc wszystko ustalone. Jutro zadzwonię do producentów i powiem, ze weźmiecie udział.
Chłopaki byli bardzo szczęśliwi, ze będą mogli znów zagrać na scenie, która dała im sławę. Przesiedziałam u nich z dobre 2 godziny, w sumie rozmawialiśmy cały czas o trasie.
Nikt nie wspominał o wydarzeniach z wczorajszego wieczoru. Niestety, nadal czułam na sobie czyjś wzrok. Tym razem nie tylko Louisa, ale i Nialla. Dziwnie czułam się z tym, że przez 2 godziny ktoś nie spuszczał ze mnie wzroku. Zaczęłam się zbierać.
- To ja lecę. Pamiętajcie, pojutrze jest wywiad dla Ellen Show, przyjadę po was około 8 rano. Macie być ogarnięci - obdarzyłam ich wesołym uśmiechem.
Z tego co zauważyłam coraz więcej się uśmiecham. I to przez chłopaków których znam mniej niż miesiąc.
- Ja już tego dopilnuję - powiedział Liam jednocześnie mnie przytulając.
- Mam nadzieję. Jutro nie przewiduje żadnego spotkania. Chyba, ze tak jak dziś coś wypadnie. 
Pożegnałam się z resztą i wyszłam z domu. Na polu było strasznie zimno. Aż mną zatrzęsło. Przez okno zauważył to Lou. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi do samochodu, miałam już na sobie bluzę chłopaka, który ją na mnie zarzucił.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam wkurzona.
- Zimno jest i nie chcę, żebyś zmarzła - wyszczerzył się.
- Aż tak się martwisz o swoją PANIĄ MENAGER? - słowo menager podkreśliłam wyraźnie, żeby zrozumiał, ze nie ma na co liczyć.
Chłopak wyraźnie posmutniał. Ale po chwili wrócił mu uśmiech na twarz.
- Nooo, bardzo się o PANIĄ MENAGER martwię. Zrobiło się zimno a pani jest w samej bluzeczce i króciutkiej spódniczce. - uśmiechnął się łobuzersko. - Tak więc czy raczyła by pani założyć ową bluzę, aby się nie przeziębić?
Mówił  to z taką powagą ze nie wytrzymałam, zaczęłam się śmiać.
- Paniczu, założę pańską bluzę, aby panicz się ode mnie odjebał - wyszczerzyłam się do niego.
Założyłam bluzę i wsiadłam do auta.
- Dziękuję Pani menager, ze spełniła pani moją prośbę.
- Dziękuje za troskę, niestety muszę już jechać. Zaczęłam śpiewać piosenkę "Nie płacz kiedy odjadę"
Chłopak zaczął się śmiać. Po chwili udawał ze płacze. Zamknęłam drzwi do samochodu i tylko jak wyjechałam z podjazdu pomachałam Louisowi, który dalej udawał, ze płacze. Przez całą drogę się śmiałam. Podjechałam pod dom, wysiadłam z auta i udałam się prosto do kuchni. Zjadłam kolację, jeżeli można byłoby tak to nazwać, w końcu była 23.30. Poszłam do łazienki, zdjęłam z siebie ubrania (bluza Lou pachniała prześlicznie), wykąpałam się, ubrałam w piżamy i położyłam do łóżka. Na komórce miałam 4 nieodebrane wiadomości i 2 połączenia.
Demi:
Masz jutro czas? Musimy pogadać xx
Demi:
Musimy się spotkać i pogadać! Pilne! Dlaczego nie odpisujesz ?
W sumie to nawet nie zobaczyłam wcześniejszego smsa od Demi. Trudno, poczeka sobie do jutra.
Emily:
Czy ja się w końcu do ciebie kiedyś dodzwonię ? xx
Louis:
Zacna Trini, życzę panience słodkich snów xxx
Stwierdziłam ze odpisze im teraz, bo jutro zapomnę.
Do: Demi
Przepraszam, nie zauważyłam smsa, jutro się spotkamy xxx
Do: Emily
Jutro do ciebie zadzwonię xxx
Do: Louis
Głupek! xx
Z uśmiechem na mordce poszłam spać.




Perspektywa Demi:


            Obudziłam się dziwnie… szczęśliwa? Cały czas śniły mi się motylki, kwiatki i takie tam. Spojrzałam na telefon. Miałam 1 wiadomość.
Harry:
            No tak. Teraz wszystko jasne. To wszystko przez Harry’ego. To dzięki niemu znowu chciało mi się żyć. Żyć pełniej, lepiej. Od razu się uśmiechnęłam. Znowu przypomniało mi się nasze pożegnanie. Nasz pocałunek. To, co działo się ze mną potem. To, że nie mogłam zasnąć, to, że ciągle myślałam tylko o nim. Czułam się jak jakaś małolata, która po raz kolejny się zakochała. Tylko, że tym razem było tak jakoś… inaczej…
Harry:
Odezwę się, jak będę miał chwilkę. Śpij dobrze xxx
            Od razu się uśmiechnęłam. Wyskoczyłam z łóżka, ubrałam się w białą bokserkę, różową, tiulową spódnicę i szpilki w jasnym, pudrowym kolorze. Do tego zrobiłam delikatny makijaż i zrobiłam sobie loczki. Stwierdziłam, że wyglądam… mega sweetaśnie. Jeszcze raz spojrzałam na telefon. Nie maiłam kontaktu z Trini. Nie odpowiedziała na moją ostatnią wiadomość. Napisałam jeszcze raz.
Do: Trini
Musimy się spotkać i pogadać! Pilne! Dlaczego nie odpisujesz ?
Chciałam jej jak najszybciej powiedzieć o wczorajszym dniu. Najlepiej osobiście. Spojrzałam na zegarek. Była 11:00. Trzeba się zbierać na sesję. Zjadłam szybko jabłko, wsiadłam do samochodu i pojechałam.
Po drodze cały czas puszczali jakieś wesołe piosenki. Zaśpiewałam wszystkie. Zauważyłam, że dawno nie śpiewałam. Może dlatego, że nie ma Emily? Nie wiem. Ale jak pojadę z Trini na próbę do chłopaków, to przysięgam, że wcisnę jej w łapki gitarę i damy koncert!
Ta sesja była idealna. Miała być do reklamy perfum o nazwie „Sweet Love”. Mój nastrój sprawiał, że każde ujęcie było realistyczne i perfekcyjne. Po pracy zadzwoniłam do Harry’ego. Nie odbierał. No cóż, w końcu jest piosenkarzem, niedługo wyruszają w trasę koncertową, pewnie ma mnóstwo roboty. Spróbowałam skontaktować się z Tri. Niestety, w jej przypadku mogłam liczyć tylko na automatyczną sekretarkę. Nieco się wkurzyłam, ale zdawałam sobie sprawę, że oni ciągle pracują. Nie mogłam mieć im tego za złe.
Pojechałam do domu. Strasznie mi się nudziło, do tego stopnia, że ogarnęłam łazienkę, kuchnię i salon. Potem poszłam po zakupy. Pomyślałam, że skoro mam dzisiaj nic nie robić, bo nie mam z kim, to chociaż się dopieszczę pysznym obiadem. Ledwo weszłam do domu, usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Mama? Tata? Ale niespodzianka! Wejdźcie! – ale miałam przeczucie! Posprzątałam dom i zrobiłam zakupy… Lol, jestem jasnowidzem!
            Zrobiłam spaghetti. Moje ulubione. Pogadałam sobie z rodzicami i w sumie bardzo miło spędziliśmy czas. Niestety, już po 2 godzinach musieli jechać. Tata poszedł odpalić samochód.
- A ty, córuś, masz kogoś? – zapytała mnie mama.
Jak ja nie znoszę takich rozmów! Rozumiem, że mama się martwi, ale zawsze czułam zażenowanie. Poza tym, co ja jej maiłam powiedzieć? W końcu, Harry tylko mnie pocałował. Oficjalnie nie byliśmy razem.
- Nooo, wiesz… Mam kogoś na oku, ale nie chcę jeszcze o tym gadać… Wiesz… żeby nie zapeszyć… - tylko tyle wymyśliłam.
Mama cmoknęła mnie w czoło, wsiadła do auta i odjechali. A ja ciągle czułam to zażenowanie.
            Zaczęłam zastanawiać się, co teraz może robić Hazza. Długo nie myślałam. Usłyszałam dźwięk telefonu. No właśnie, dzwonił Hary.
- Heeej, co robisz? – zapytał słodko.
- Aaaa wiesz, strasznie się nudzę. A co, masz jakieś propozycję?
- Nooo, mam. Otóż, czy dasz się namówić na spacer?
Pewnie, czekam na ciebie – odpowiedziałam zalotnie.
- To ja zaraz u ciebie będę. Papa.
- Pa!
Stanęłam przed szafą. W co ja mam się ubrać?! Zaczęłam wywalać z szafy wszystko, co tam miałam. W końcu założyłam beżową sukienkę, białe szpilki, podmalowałam się, poprawiłam loki i byłam gotowa. Z niecierpliwością czekałam, aż zobaczę auto na podjeździe. W końcu przyjechał! Wyskoczyłam z domu, zabierając tylko telefon i klucze.
- To gdzie idziemy? – zapytałam na starcie.
- Może park?
- Pewnie! A co potem? – uśmiechnęłam się. Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno dobre pytanie.
- Hmm… Potem się zobaczy – aż mu się oczy zaświeciły.
            Zaparkowaliśmy pod jakimś marketem. Do parku szliśmy już pieszo. Pogoda, jak na tą godzinę (była 21:30), była cudowna. Z resztą, tak samo, jak ten wieczór.
            Na początku miała jednak dosyć… głupia sytuacja. W końcu jeszcze nie jesteśmy razem, ale… jak spacerować, skoro najlepiej jest iść za ręce? Jednak po chwili Harry mimowolnie złapał moją dłoń. Czułam, że po całym moim ciele przeszedł dreszcz.
            Chciałam go zapytać, co dalej. Co z nami. Bo ja nie mam zamiaru (w razie czegoś) cały czas się z nim ukrywać. W końcu usiedliśmy. Odważyłam się.
- Wiesz… mam pytanie… ale nie bardzo wiem, jak o to zapytać… Wiesz… Nie chcę spieprzyć nastroju, czy coś…
Chłopak chyba czytał mi w myślach, bo ledwo skończyłam, on zaczął mówić.
- Jeśli chodzi ci o nas, to chłopcy i tak się już domyślili. Jeżeli chcesz, to jutro im o nas powiemy. Potem twoje kumpelki. Może być?
            A mnie zatkało. Boże, przecież tyle nas różni… Ja zaczynam karierę modelki, on jest gwiazdorem rozchwytywanym na każdym kontynencie. Poza tym, ledwo się znamy! A mimo to mam wrażenie, że był przy mnie zawsze.
- Pewnie, że może! – pisnęłam ze szczęścia. Zanim zdążyłam się opanować, pocałowałam go. I znowu czułam to samo! To samo, tylko jeszcze mocniej. Intensywniej. Miałam wrażenie, że motyle rozwalą mi brzuch. Czułam się szczęśliwa. Ta chwila trwała wieczność. Najwspanialsza wieczność w moim życiu.
            Po „spacerze” zostałam podwieziona pod sam dom.
- A! Nie odpowiedziałeś na moje pytanie!
- Które? – jego oczy się śmiały.
- Noo… wiesz… Zapytałam, co potem…
Znowu nie pozwolił mi skończyć mówić. Moje usta zamknął swoimi. W sumie, mało mi to przeszkadzało. Liczyłam się tylko JA i ON.
MY.
Powoli zaczynało to do mnie docierać. To, ze jestem dziewczyną jednego z najsławniejszych facetów na świecie. Minęła kolejna wieczność. A może i dwie…
Wysiadłam z auta. Pomachałam mu na do widzenia. Wlazłam do domu. Nie chciałam tam wchodzić bez niego. Od razu poszłam do łazienki. Sprawiłam sobie relaksującą kąpiel. Cudownie. Po godzinie wyszłam wreszcie z wanny. Spojrzałam na rozkład mojego następnego dnia. Miałam wolne od 16:00 do 18:30. Wzięłam telefon. Była już 1:30. Miałam jedną wiadomość.
Trini:
Przepraszam, nie zauważyłam smsa, jutro się spotkamy xxx
Postanowiłam do niej nie pisać. Było już późno, a ona ma tyle roboty, że dam się jej wyspać. Zadzwonię do niej rano.
Zaczęłam pisać.
Do: Harry
Jak wszystko wypali, to wpadnę do was z Trini. Załatwimy to za jednym razem. Co ty na to? Dobranoc xxx
Zasnęłam.
 


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Jak nastroje po premierze? U nas gorąco!
Przedstawiamy rozdział 4 i mamy nadzieję, że będzie się Wam go miło czytało ;) xxx




czwartek, 3 stycznia 2013

♥Rozdział 3♥


Perspektywa Emily:


Gdy otworzyłam oczy, samolot już lądował. Usłyszałam głos stewardessy która zapowiedziała koniec podróży. Wyjrzałam przez okno, Mediolan był piękny. Wysiadłam z maszyny, odebrałam swój bagaż, wsiadłam do taksówki i udałam się do hotelu Plaza. Rozpakowałam się i postanowiłam zadzwonić do Trini. Niestety, nie odbierała. Spróbowałam więc do Demi. Ta odebrała po 2. sygnale.
- Halo, Demi, to ty? - zapytałam.
- Booże, Emily, wreszcie dzwonisz! Już myślałam, że się w życiu nie odezwiesz! - wrzasnęła na powitanie. - Co tam u ciebie? – zapytałam.
- Aaaaa tam, naprawdę nie ma o czym gadać. Wolałabym być z wami. Ale fakt, Mediolan jest piękny.
- Mediolan? A ty czasem nie pojechałaś do Paryża? - zapytała zdziwiona.
- No tak, ale teraz jestem w Mediolanie. No a co u was?
- Nie uwierzysz! Trini została menagerem One Direction!
- Ale że jak to? Serio? Wow! – nie mogłam ukryć zdumienia.
- A jakoś tak wyszło. Ale wiesz co? Coś czuję, że nasza Trini ma adoratora!
- Którego?
- Ogarniasz który to Louis?
- No, ten w paski?
- Taa, ten. Cały czas się na nią gapi!
- Hahahaha! A tobie który wpadł w oko? – jeżeli jeden poleciał na Trini, to na Demi też któryś powinien, w końcu jest ich pięciu.
- No zgadnij!
- Czyżby Harold...? – usłyszałam stłumiony śmiech. - Kurczę, to trzeba leczyć.
- Hahahaha, no jasne. Kiedy wracasz?
- Wszystkie pokazy kończą się dopiero za 2 miesiące. Ale za tydzień będę w Londynie.
- To zajebiście! Spotkamy się?
- Raczej tak. Sorki, muszę już kończyć - usłyszałam pukanie do drzwi.- Muszę lecieć na pokaz. Pozdrów Trini.
- No dobrze, to nie przeszkadzam, pa!
- Do zobaczenia. – rozłączyłam się.
Od razu zrobiło mi się lepiej. Poszłam otworzyć drzwi, w których stał Tom - mój asystent.
- Em, musimy lecieć.
- Okej, tylko wezmę projekty.
Zabrałam swoją teczkę i wyszłam z mieszkania.
Byłam pozytywnej myśli. Rozmowa z Demi podtrzymała mnie na duchu. Cały dzień zapowiadał się fantastycznie.


Perspektywa Trini:


Obudziłam się na tarasie ze szlugiem w ręku. Popatrzyłam na telefon. Była 10.00. Na wyświetlaczu miałam jeszcze nieodebrane połączenia i 6 wiadomości.
Dwa razy dzwoniła do mnie Em. Później do niej oddzwonię. Zaczęłam czytać wiadomości.
Demi:
Dzwoniła Emily, za tydzień będzie w Londynie! Masz pozdrowienia. Ja dzisiaj jestem nieosiągalna, mam sesję. xx
No cóż przynajmniej nie muszę oddzwaniać...
Liam:
Hej i jak emocje po wczorajszym ?
Niall: 
Harry ma dziś piec ciasteczka, wpadniesz ?
Zayn:
Ale Lou się podnieca że mu wybaczyłaś! fap fap hahaha xD
Harry: 
Louis się zmienia! czuję się zazdrosny!
Louis:
Hejoszka :) kiedy do nas wpadniesz ? Nie mogę się doczekać! Chciałbym znów cię.... hmmm.. przytulić! xxx
Postanowiłam im odpisać. „Trini!! Co się z tobą dzieje! Podobno ich nie znosisz...” – powiedziałam sama do siebie.
Do: Liam
Trochę mnie tyłek boli, ale jest dobrze. Dzięki za troskę xx
Do: Niall
Jestem na diecie, ale to przemyślę... xx
Do: Zayn
Sądząc po tych ‘fap fap’ to sam się podniecasz!! x
Do: Harry
Spoko, wiem co czujesz, Demi też się zmienia i też jestem zazdrosna! xx
A teraz Lou. Co ja mam mu napisać?!
Do: Louis
A co, aż taka miękka jestem? Co do spotkania mam zaproszenie, ale nie wiem czy skorzystam. A co do przytulania! Spróbuj mnie tylko dotknąć a wylądujesz na OIOM-ie!! xxx
Okej, pisanie mam za sobą. Dzisiaj postanowiłam nic nie robić. Nie wiem, czy skorzystam z zaproszenia, nie chce mi się siedzieć z tymi przygłupami.
Nalałam wody do wanny i stwierdziłam że chętnie bym spędziła w niej cały dzień. Leżałam tak chyba ze 3 godziny, ciągle dolewając gorącej wody. Siedząc bezczynnie w wannie stwierdziłam, że dawno byłam na dyskotece. Poszłabym z Demi, ale ona dziś nie może. Wreszcie wyszłam z wanny i ubrałam się w czarną sukienkę bez ramiączek, czarne lity z ćwiekami i na to zarzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Włosy spięłam w kok i zrobiłam ciemny makijaż. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam zajebiście (tak, wiem, skromna jestem).
Postanowiłam nie jechać autem, tylko się przejść; przecież klub jest niedaleko. Zabrałam klucze i telefon. Byłam gotowa do wyjścia. Pogoda była świetna, jak na Londyn. Było około 17, kluby otwierali za godzinę. Postanowiłam nie spieszyć się i pospacerować.
Nagle usłyszałam dźwięk klaksonu i pisk opon. Spojrzałam za siebie. Moim oczom ukazało się czarne Audi A7, z którego wysiadło dwóch facetów: Louis i Zayn.
Zdziwiło mnie to. Co oni robią na mojej dzielnicy?
- Aaa, to znowu wy…
- Aaa, znowu ten entuzjazm - zaczął przedrzeźniać mnie mulat.
- Aj weź przestań - usłyszałam Louisa zwracającego się do swojego towarzysza.
- Ale seksownie wyglądasz - popatrzył na mnie łobuzersko Zayn.
Nie wiem czemu ale spojrzałam na Lou, który patrzył na mulata wzrokiem zabójcy, po czym szturchnął go łokciem w brzuch, aż ten się wygiął. Nagle popatrzył na mnie. Nieźle się speszył.
- A tak w ogóle, to gdzie idziesz? - spytał nieśmiało.
- Do klubu "Extazy". A wy gdzie? - o kurwa, jestem dla niego miła!
- My w sumie też - i popatrzył na Zayna wzrokiem zakazującym mówić mu cokolwiek. - Może pojedziesz z nami?
- Czemu nie? - no niech będzie, dzisiaj jest dzień miłości dla zwierząt.
- To wsiadaj - Zayn wreszcie się wyprostował i skierował w kierunku przednich drzwi. Louis jednak go wyprzedził, sprzedał mu kolejny cios i wzrokiem odprowadził go do tylnych drzwi.
Zaśmiałam się.
- Zapraszam - Lou zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen.
Wsiadłam do wozu i ruszyliśmy. Kiedy podjechaliśmy pod klub, Ja spokojnie weszłam do środka, Louis cały czas za mną łaził, a Zayn zaczął wyrywać jakieś plastikowe pustaki. Siadłam przy barze i zaczęłam obserwować bawiących się ludzi. W pewnej chwili podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczęliśmy tańczyć. Bawiłam się świetnie. Nagle zauważyłam Louisa zbliżającego się do DJ-a.
Po chwili podszedł do nas:
- Teraz ja - powiedział do nieznajomego.
I zaczęliśmy tańczyć. Na moje nieszczęście DJ puścił wolnego. Lou wydawał się być wniebowzięty.
- To twoja sprawka, co nie?
- Bynajmniej mogę się do ciebie przytulić - odparł z uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do niego. Boże ale on ma oczy, nie mogłam oderwać od nich wzroku. Może i zachowywał się jak dziecko ale miał w sobie tyle uroku. Coraz mniej przeszkadzało mi moje nastawienie do nich. Wtuliłam się w niego mocniej i poczułam woń jego pięknych perfum. Idealnie. Naszą sielankę spieprzył Zayn. Podszedł i zaczął bełkotać. Był nawalony w cztery dupy.
- Nie - wiemm - jakkk wyyy…aleee ja… do doooo - muu jaa- de.
- Chyba faktycznie musimy jechać - Lou spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. - A może pojechałabyś z nami ?
- W sumie czemu nie, miałam przyjechać na ciastka.
Wsiadłam do samochodu a Mój Pasiasty Przyjaciel zapakował Zayna z tyłu.
Po jakiś 15 minutach byliśmy już pod domem chłopaków. Mulat próbował wyjść z auta o własnych siłach, co skończyło się upadkiem na asfalt. Boo Bear podniósł go, z trudem powstrzymując śmiech. Ja stałam i obserwowałam to z boku.
- Trini, pomóż mi!!! - krzyknął paskowaty, cały czas się śmiejąc.
Podeszłam i wzięłam mulata pod pachę. Na szczęście przez okno patrzył Liam, przynajmniej otworzył nam drzwi. Zaprowadziliśmy go do jego sypialni, po czym zeszliśmy na dół. Rzuciła się na mnie reszta zespołu, witając mnie.
- Jednak skorzystałaś z okazji! - krzyknął uradowany blondasek.
- I co się cieszysz, i tak zjem ci wszystkie ciastka!
W tym momencie Niall uciekł do kuchni i schował połowę ciastek. Resztę przyniósł do salonu, gdzie siedzieliśmy.
- A gdzie Demi? - spytał Harry.
- Miała jakąś sesję, ale pewnie jest już w domu.
Harry wstał po czym wyszedł, z tego, co słyszałam, krzątał się po kuchni. Po chwili zawołał mnie. Wstałam i poszłam.
- Trii,  mogłabyś mi powiedzieć, gdzie mieszka Demi? - zapytał nieśmiało
- Aaa co mi tam, mieszka na Kensington High Street.
Chłopak wybiegł jak poparzony, nawet nie dziękując i zabierając po drodze ciasteczka. Ja wróciłam do chłopaków.
- A Harry gdzie wyleciał ?
- Sama nie wiem.
Siedzieliśmy tak z dobrą godzinkę, kiedy usłyszeliśmy kroki. Po schodach schodził lekko już ocucony Zayn. Wrzasnął na całe gardło :
- PARTY HARD BABE!!!
Popatrzyliśmy tylko po sobie, to w zasadzie nie był zły pomysł. Liam wyszedł z salonu i wrócił z skrzynką piwa i flaszką wódki. Już wiedziałam co się szykuje. Bałam się tego. Ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Gramy w butelkę? - zaproponował Niall.
Wszyscy się zgodziliśmy. Pierwszy kręcił Zayn: wypadło na Louisa. Domyślałam się, jakie będzie zadanie. Ale, jak się okazało, tym razem nie trafiłam. Mimo to nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.
Zayn wstał i pobiegł do kuchni i przyniósł bitą śmietanę.
- A teraz zliżesz to z Trini! - krzyknął uradowany.
Miałam ochotę coś mu zrobić. Mina Louisa była bezcenna. Widniało na niej zarazem zaskoczenie, radość i zażenowanie.
Mulat podszedł do mnie i zaczął nakładać na mnie kolejne warstwy bitej śmietany.
- Dawaj ogierze! - zaśmiał się szyderczo.
Lou podszedł do mnie, popatrzył na mnie przepraszającym wzrokiem i zaczął pochłaniać śmietanę z mojej szyi i dekoltu. Chłopcy patrzyli na tą scenę co najmniej jak na kadr z filmu erotycznego. Czułam się dziwnie. Po skończonej „pracy” Lou zebrał gromkie oklaski od swoich kumpli.
Gra toczyła się dalej. Zadania nie były już co prawda tak popieprzone, jak to pierwsze, ale przynajmniej było śmiesznie.
Wtedy też zaczęła się libacja. Wszyscy cały czas nalegali, żebym też piła, ale przecież nie po to tyle siedziałam na odwyku. W końcu nie wytrzymałam i wybiegłam na taras. Zapaliłam papierosa i oparłam się o balustradę. Moim zniknięciem zainteresował się jedynie Niall.
- Co się stało? No, chyba że nie chcesz mówić...
- Nie mam nic do ukrycia. - Zaczęłam swoją opowieść o moim nałogu i o tym jak z nim wygrałam.
Widziałam, że słucha mnie uważnie. Patrzył na mnie z troską i współczuciem. Popłakałam się. Siadł koło mnie i mnie przytulił. Długo rozmawialiśmy, miałam wrażenie, że znam go od lat. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.


Perspektywa Demi:


            Ten dzień był niezwykle męczący. Ledwo skończyłam jedną sesję, musiałam lecieć na drugą. Tęskniłam za towarzystwem moich przyjaciółek. Wbijając się w okropny gorset zastanawiałam się, co właśnie robią. Bez dziewczyn było mi jakoś… dziwnie. Sesja dłużyła się niemiłosiernie. Spojrzałam w dal, trzymając w dłoni delikatną filiżankę. Jedna ze stylistek podeszła do mnie i poprawiła mi spódnicę. Na szczęście, fotograf był zadowolony z efektów naszej pracy.
Około godziny 16:00 skończyłam pracę. Poszłam do garderoby i przebrałam się w nowo nabytą sukienkę w biało – niebieskie paski i niebieskie szpilki. Chciałam zadzwonić do Trini, ale ona ma teraz tyle roboty z chłopakami… Wolałam jej nie przeszkadzać, bez względu na to, co robiła. Wreszcie dojechałam do domu. Wysiadłam z mojego autka (BMW X1) i weszłam do domu. Miałam posprzątać kuchnię, ale byłam tak padnięta, że postanowiłam zrobić to kiedy indziej. Weszłam do łazienki i nalałam wody do wanny. Kąpiel postawiła mnie na nogi. Wyjęłam z torebki laptopa, rozłożyłam się w hamaku i zaczęłam przeglądać Facebooka. Tak minęło moje popołudnie. Zrobiło się chłodno, więc weszłam do domu. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać MTV. Przysnęłam na kanapie.
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Byłam przekonana, że to Trini. Poczłapałam do hallu. Spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Rozwalony, poszarpany warkocz, luźny sweterek, legginsy w kwiatki i puchate kapcie (przyznam, dziwny komplet, ale jaki wygodny!) – tak wyglądałam, kiedy nikt już na mnie nie patrzył. Ku mojemu zdumieniu, w drzwiach stał Harry.
- Boże, co ty tu robisz? – spytałam nieźle zaskoczona. – W ogóle, skąd masz mój ad… A, nie, pewnie Trini ci podała.. No, nic wchodź.
To było… hmmm… dziwne. Mój idol, w moim domu, jeszcze z jakąś dziwną torebeczką… Zaprowadziłam go do salonu.
- A gdzie reszta? – zapytałam, aby przerwać ciszę, którą przez chwilę ukrywał telewizor.
- Siedzą w chacie. Ale wiesz… Ja chciałem… - tutaj strzelił takiego buraka, że szok. – Przyniosłem ciasteczka. Chcesz?
Poszłam po talerzyki i po chwili byłam z powrotem.
- Ładny masz dom – powiedział.
- Dzięki. Pyszne ciastka! – odparłam. Chciałam go zapytać o to, po co do mnie przyjechał, ale nie bardzo wiedziałam, jak.
- Wiesz, ja wiem, że może nie powinienem tak do ciebie przyjeżdżać, może miałaś jakieś plany, a ja tak bez zapowiedzi… ale ciałem pogadać.
- O czym? – przyznam, że byłam w niezłym szoku.
- O tak, po prostu. Mogłem zadzwonić, ale wiesz… trzeba mieć numer… - uśmiechnął się. Boże, jaki on ma uśmiech!
Podałam mu mój numer. Ciągle nie wierzyłam w to, co się dzieje.
Zaczęliśmy rozmawiać. Tak po prostu, o wszystkim i o niczym. Kiedy nagle spojrzałam na zegarek, była 23:30. On też zauważył, jak szybko minął ten czas.
- Wow, to już naprawdę ta godzina? A ja myślałem, że gadamy dopiero chwilkę. – no i znowu się uśmiechnął.
- Wiesz… Zawsze możesz wpaść, poza tym, jak coś, to masz mój numer… - teraz to ja poczułam niepokojące ciepło własnych policzków.
- Pewnie, że wpadnę! Dzięki za ten wieczór!
Odprowadziłam go do drzwi. Już miał wychodzić, kiedy wypadły mu klucze. Szybko schyliłam się i je podniosłam. On zrobił to samo. Spojrzałam w jego oczy. Były takie piękne… Chyba od razu mnie zaczarował. Zieleń jego tęczówek przeszyła mnie na wylot. Nagle jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej. Nie wiedziałam, co się dzieje, z resztą, wtedy było mi to obojętne. Położył swoją dłoń na moim policzku. Moje serce waliło jak oszalałe. Przyciągnął moją twarz do swojej. Zamknęłam oczy. Nagle poczułam ciepło jego ust. Objęłam go. Nie chciałam, żeby ta chwila kiedykolwiek się kończyła. Było po prostu cudownie. Słodycz jego warg nie pozwalała mi się od nich oderwać. Wreszcie jednak nasze usta się rozdzieliły. Znów popatrzyłam w jego oczy. Zabroniłam mu przepraszać, czułam, że właśnie to chciał zrobić.
- Nooooo… To pa… - Wyszeptał mi do ucha.
I wyszedł.
A ja miałam wrażenie, że zaraz dostanę zawału. Przecież to nie był mój pierwszy pocałunek. Ale ten był taki… niezwykły… Wiedziałam, że choćby nie wiem co, NIGDY nikt tego nie pobije. No, chyba, że on…
Usiadłam na łóżku. Wzięłam do ręki telefon. Zaczęłam pisać.
Do: Trini
Masz jutro czas? Musimy pogadać xx
Nie minęła chwila, a dostałam wiadomość. Jednak to nie była odpowiedź od przyjaciółki. „Jakiś nieznany numer…” – zobaczyłam. Przeczytałam.

Nigdy tego nie zapomnę. Dziękuję za ten wieczór. Dobranoc. Twój Harry xxx

            Po raz pierwszy od dawna uśmiechnęłam się do telefonu. Czyli to on… Znowu wróciły wspomnienia sprzed chwili. Zapisałam jego numer. Odpisałam.
Do: Harry
Ja też tego nie zapomnę, przecież wiesz. Zadzwoń do mnie, jak będziesz chciał gdzieś wyjść, czy tam pogadać. Dobranoc xxx
Niestety, nie doczekałam się odpowiedzi. Zasnęłam.



~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Przedstawiamy rozdział 3 ;)
To pierwszy rozdział w tym roku! Mamy nadzieję, że nie zwolnicie tempa i szybko nabijemy 1.000 wejść!
Prosimy o opinie i komentarze xx