czwartek, 24 stycznia 2013

♥Rozdział 7♥

  Perspektywa Trini:



            Szum, odgłos karetki, płacz Emily, widok wynoszonej na noszach Demi. Wszystko to przyprawiało mnie o dreszcze...Bałam się o nią, a zarazem miałam ochotę jej coś zrobić, byłam zła. Jak ona mogła? Jak ona mogła nam to zrobić ?? Jak ona mogła Mi to zrobić! Przecież wie ze ją kocham. I czemu to zrobiła ? Niech ja się tylko dowiem. Czy ona widziała ten pieprzony wywiad... sama nie wiem Co jej przyszło do głowy żeby się nawpieprzać tych tabletek. Miałam tego dość...

            Usiadłam na schodach i obserwowałam co się dzieje. Jeszcze to do mnie nie dotarło... moja mała Demi znowu nam to zrobiła. Rozpłakałam się, rozpłakałam się jak małe dziecko. Zawsze ukrywam swoje uczucia ale dziś nie dałam rady. Z tego co widziałam Emily trzymała się lepiej ode mnie, właśnie rozmawiała z sanitariuszami. Ja bym nie dała rady. Płakałam, wciąż płakałam. W moich uszach rozbrzmiewał tylko odgłos karetki a przed oczami widniał tylko jeden obraz. Obraz Demi ze zdjęciem William'a w ręce.

*10 minut później*

- Trini wejdź do domu - czarnowłosa stała w drzwiach patrząc na mnie lekko uśmiechając się - marzniesz.
Dziewczyna stała nade mną kilka minut. Nie odzywałam się. Nie chciałam wchodzić do domu, wolałam jechać do szpitala. Ale to zbędne. Lekarze kazali nam zostać w domu, stwierdzili ze nie ma potrzeby żebyśmy  tam jechały. Dziewczyna odpuściła, weszła do domu. Po chwili jednak wyszła i wróciła z kocem i mnie owinęła po czym ponownie  opuściła taras. Kocham ją za to, wie kiedy chce być sama, kiedy potrzebuje pomocy. Zawsze jest i mi pomaga, można na nią liczyć. Siedziałam rozmyślając o wszystkim co mnie w życiu spotkało. Coraz częściej to robię, coraz częściej płacze i okazuje słabość.

            Co się ze mną dzieje ? Odkąd poznałam chłopaków czuje się dziwnie, tak jakby Lew zmieniał się w potulnego kotka. Zmieniają mnie i czuje się z tym dobrze. Nie powiem polubiłam ich bardzo. Louis ma świetne poczucie humoru, Liam jest przecudowny, taki czuły i troskliwy. Niall przy nim czuje się cudownie, uwielbiam tego blondaska. Zayn tego chłopaka jeszcze nie rozgryzłam jest taki cichy, z pewnością pasowałby do Emily. Harry ten chłopak działa mi na nerwy, a tym co powiedział dzisiaj w wywiadzie jeszcze bardziej mnie zdenerwował. Ale to w końcu chłopak Demi nie mam wyboru, musze go lubić. A właśnie przydałoby się do niego zadzwonić. Podniosłam się ze schodów i weszłam do domu.
- Emily przydałoby się powiadomić Harrego - spojrzałam na dziewczynę - w końcu ma prawo wiedzieć - burknęłam
- Już to zrobiłam, zapewne jest już w szpitalu - popatrzyła na mnie - zbieraj się my też jedziemy - lekko się uśmiechnęła.

            Odłożyłam koc na sofę i wyszłam na zewnątrz, Em zakluczyła drzwi do mieszkania Demi a ja odpaliłam samochód. Dziewczyna wsiadła i odjechałyśmy. Po drodze wstąpiłyśmy do mojego domu i do mieszkania Emily. Przebrałyśmy się, ja założyłam turkusowe spodnie a do tego czarną bluzę z wielkim sercem na środku i trampki. Włosy związałam w koka. Em ubrała czarne obcisłe rurki, czerwoną bluzkę i czarny sweterek do tego założyła baleriny, włosy rozpuściła.

            Pod szpitalem byłyśmy około 20.00. W środku zapytałyśmy gdzie została przewieziona Demi. Miła pani podała nam numer sali po czym podążyłyśmy w jej kierunku, w środku byli już chłopcy. Przywitałam się z nimi i przedstawiłam Emily. Dziewczyna rozmawiała z chłopakami a ja podeszłam do łózka na którym leżała Demi. Usiadłam z drugiej strony ponieważ jedna strona była zajęta przez Harrego. Siedziałam tam przez chwile wpatrując się w dziewczynę. Po chwili wszedł lekarz rozmawiał chwile z Emily i kazał nam iść ponieważ już jest późno i wizyty się już dawno skończyły.
- Dziewczyny może wpadłybyście do nas ? - zapytał z nadzieją Liam.
- Liam ma racje co będziecie same siedzieć - przytakną mu Niall
Zastanowiłam się chwile.
- Niestety ja nie tym razem, może Emily pojedzie - spojrzałam na dziewczynę.
- Ja z chęcią - posłała im ciepły uśmiech.
- No to załatwione ! - ucieszył się Zayn - wsiadaj do auta i jedziemy.
Dziewczyna się ze mną pożegnała i wsiadła do busa chłopaków. Ja podążyłam do swojego samochodu. Po chwili ktoś złapał mnie za ramie. Przeraziłam się, odwróciłam się.  Przede mną stał Louis i Niall.
- Czego chcecie ? - powiedziałam od niechcenia.
- Potowarzyszyć ci - wyszczerzył się Lou.
- 10 metrów do samochodu ? - nie powiem zdziwiło mnie to.
- Nie, jedziemy z tobą do domu - tym razem odezwał się blondyn.
Nie miałam siły się z nimi kłócić. Louis usiadł za kierownicą bo jak stwierdził "Jestem wykończona" w sumie to miał racje. Niall usiadł razem z nim z przodu. Ja poszłam na tylne siedzenia z własnej woli. Nim dojechaliśmy do domu zasypiałam i budziłam się kilka razy. Po dotarciu do mojego azylu poszłam się wykąpać po czym zeszłam na dół do kuchni. Zdziwiłam się, czekała na mnie kolacja. Jak się okazało zrobili ją chłopcy.
- Dziękuje to było pyszne - pocałowałam obu w policzek
- To my będziemy częściej ci gotować - zaśmiali się.
- A wy jedziecie do domu ? Czy może chcecie zostać ? - nie dopuściłam ich do odpowiedzi - zostajecie.
Chłopaki wymienili się spojrzeniami
- Zostajemy - odparli z wielkim bananem na ryjku.
Całe szczęście ze mam duży dom. Zaprowadziłam chłopców do osobnych pokoi a sama udałam się na balkon w celu spalenia szluga. Nie powiem chciałam rzucić to świństwo ale nie wychodziło mi to za cholerę.
Spaliłam jednego, potem kolejnego, czułam się świetnie. Odstresowało mnie to, gdy sięgałam po ostatniego papierosa na balkon wszedł Louis.
- Zostaw to - skarcił mnie wzrokiem - Ładne dziewczyny nie powinny palić.
- Ładnym chłopcom nic do tego - wyszczerzyłam się.
Chłopak pociągną mnie za rękę jednocześnie wytrącając mi papierosa z dłoni.
- Ejj to był mój ostatni – pisnęłam.
- No mam nadzieje ze ostatni, nie będziesz tego palić - warknął.
Usiedliśmy na kanapie na balkonie.
- Zimno - cała się trzęsłam.
 Chłopak poszedł po koc po czym przykrył nas oboje i mnie przytulił. Czułam ciepło, które od niego biło. Czułam się bezpieczna. Wtuliłam się mocniej w chłopaka.
 Siedzieliśmy w ciszy. Chłopak ciągle mi się przyglądał. Nie powiem ja jemu też, nie mogłam oderwać wzroku od jego pięknych oczu.
- Śliczna jesteś wiesz ? - obdarzył mnie uśmiechem.
- Wiem - zaczęłam się śmiać.
Chłopak zaczął mnie łaskotać.
- Lou proszę zostaw ! Proszę - krzyczałam przez śmiech.
Chłopak przestał mnie łaskotać. Nasze twarze zbliżyły się do siebie. Pocałowałam go. Nie wiem jak to się stało ale nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Nie mogłam się od niego oderwać. Miał takie słodkie i miękkie usta, mogłam trwać tak wiecznie, ale oprzytomniałam, wstałam szybko z miejsca przez przypadek uderzając go w twarz,  i oto takim sposobem przecięłam mu wargę.
- Przepraszam - do moich oczu naszły łzy, uciekłam.
Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju zamknęłam drzwi i rzuciłam się z płaczem na łóżko. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


 Perspektywa Emily: 


            Weszłyśmy do domu Demi...to co tam ujrzałyśmy było przerażające. Wszystko ogarnięte było ciemnością. Na stole dogasała świeczka, przy której można było dostrzec niewyraźny zarys butelki po winie i opakowań z tabletek. Zaświeciłyśmy światło. Wszystko było już wyraźne, a na podłodze leżała opróżniona ze wszystkich leków apteczka. Teraz obie z Trini wiedziałyśmy - wręcz byłyśmy pewne - co się stało. Bez większego namysłu pobiegłyśmy do sypialni. Zobaczyłyśmy Demi leżącą na łóżku. W rękach trzymała zdjęcie. Williama. Przez chwilę myślałyśmy, że jest już za późno. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Tak, płakałam i nie wstydziłam się tego. Zastanawiałam się jak ona mogła nam to zrobić? Wiedziałam o tym co zaszło między nią, a Harry'm i mimo tego byłam na nią wściekła! Po jakimś czasie przyjechała karetka... Demi wynieśli na noszach. Przestałem płakać, ogarnęłam się i poszłam porozmawiać z sanitariuszami.
- Co z nią? Czy wyjdzie z tego? Kiedy mniej więcej dojdzie do siebie? - pytałam "bez kropki i przecinka" lekarza, który przyjechał po przyjaciółkę.
- Spokojnie - usłyszałam zatroskany, stonowany głos męszczyzny - proszę się nie obawiać. Z tego co udało nam się ustalić pani Stephenson przyjęła dość dużą dawkę leków i sporą ilość alkoholu, ale nie były to leki, których przyjęcie bezpośrednio zagrażałoby pani przyjaciółce.
Słowa sanitariusza bardzo mnie uspokoiły. Podziękowałam mu za to, pożegnałam się i ruszyłam w stronę Trini, która ku mojemu zdziwieniu płakała.
            Karetka odjechała, a my zostałyśmy w domu Demi. Trini siedziała na tarasie. Stwierdziłam, że chce być sama więc przyniosłam jej koc i zostawiłam samą.
Usiadłam w salonie i zobaczyłam telefon przyjaciółki. Może to trochę chamskie, grzebać w czyimś telefonie, ale chciałam powiadomić o wszystkim jej chłopaka. Kiedyś musiał się przecież dowiedzieć. Ja nie miałam do niego numeru, a nie chciałam zawracać głowy Trini. Znalazłam jego numer.... odebrał niemal natychmiast.
- Cześć Skarbie! - usłyszałam w słuchawce i wszystko zaczęło się we mnie gotować - dlaczego się nie odzywałaś?
- Z tej strony Emily przyjaciółka Demi. My się nie znamy, ale dzwonię ponieważ powinieneś o czymś się dowiedzieć... - powiedziałam dobierając starannie każde słowo.
- Taak? - głos chłopaka nie był już tak pewny.
- Demi jest w szpitalu. Przedawkowała leki... chyba nie muszę ci tłumaczyć z jakiego powodu. Pomyślałam, że będzie lepiej jeśli dowiesz się o tym teraz.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza po czym usłyszałam w drżący głos Harry'ego
- D-dziekuję, że mi o tym p-powiedziałaś. J-uż tam-m jadę!

            Nie odpowiedziałam. Rozłączyłam się. Nie mogłam pojąć dlaczego on jej to zrobił.
Po chwili przyszła Trini, która nie wiedząc o mojej rozmowie stwierdziła, że trzeba powiedzieć Harry'emu. Gdy dowiedziała się, że już to zrobiłam zobaczyłam w jej oczach ulgę.

            Ogarnęłyśmy się i pojechałyśmy do Demi. Po drodze wstąpiłyśmy do swoich domów głównie po to, żeby się odświeżyć i przebrać. Po obejściu połowy szpitala w poszukiwaniu oddziału, na który nas skierowano w końcu weszłyśmy do właściwej sali. Zastałyśmy tam już piątkę chłopaków.Czułam na sobie ich wzrok. Tylko Harry siedział przy Demi nie zwracająca na mnie uwagi. Szturchnęłam Trini, która najwidoczniej zapomniała, że trzeba mnie przedstawić. W końcu jednak to zrobiła i poszła zobaczyć co z Dem.
            Ciekawskie spojrzenia po chwili rozmowy zaczęły ustępować co mnie bardzo ucieszyło. Zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądam, ale bez przesady! Tylko jedna osoba ciągle się we nie chamsko wpatrywała. To był ten mulat. Jak on się nazywał... Zayn! Taak, to był on. Postanowiłam to zignorować.
            Czas leciał niebywale szybko. Przyszedł lekarz i powiedział, że odwiedziny już dawno się skończyłu i wygonił mnie nas do domu. Chłopaki chcieli żebyśmy pojechały z nimi. Trini niestety odmówiła... ja postanowiłam skorzystać. Louis i Niall wybiegli za Trii i zniknęli.
Gdy dotarliśmy do willi czułam się trochę nieswojo alee. Weszliśmy do środka. Zobaczyłam Haeey'ego, który się do mnie zbliża. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ale musiałam...
- Chciałem ci podziękować - powiedział. Inni się nam przysłuchiwali.
- Nie ma za co odparłam bez entuzjazmu w głosie.
- Jaa.. ja nie wiedziałem, że to się tak skończy ja...

            W tym momencie nie wytrzymałam i spoliczkowałam go (a siły jak na dziewczynę mam bardzo dużo).
Widziałam zdziwienie na twarzach pozostałych i niemałe oszołomienie ze strony Harry'ego, który resztę "wieczorka zapoznawczego" przesiedział naburmuszony (i spuchnięty) w swoim pokoju. Około godziny 2:30 byłam już w swoim domu, umyłam się i (w końcu) poczłapałam spać...


wtorek, 15 stycznia 2013

♥Rozdział 6♥

Perspektywa Trini:



Obudziłam się w wannie. Woda była lodowata. Było mi strasznie zimno, cała się trzęsłam. Zręcznie wygramoliłam się z wnętrza wanny i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak wszystko mnie boli… Owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam do pokoju po jakieś ubrania. Była godzina 7.00. Mam wielkie szczęście, ze nie zaspałam. Dzisiejszego dnia miał odbyć się wywiad u Ellen, a u chłopaków miałam być o 9:00. Tak więc miałam dwie godziny na wyszykowanie się.
Strasznie się denerwowałam, jak im pójdzie. Pierwszy raz udzielają wywiadu, odkąd ja zostałam ich menagerem. Może nie tyle bałam się o nich, ale o to, jak mnie odbiorą. Czy im się spodobam i jaką opinię mi wyrobią. Tak... Trini Fray się boi. Może i to dziwnie brzmi. Wszyscy twierdzą, ze jestem silna, ze przez tyle przeszłam, a nadal nie pokazuje po sobie cierpienia, jakiego doznałam jako nastolatka. Tak jest mi o wiele łatwiej. Po co mi współczucie innych? Poradzę sobie. Pomyślałam o wczorajszym dniu. Przypomniał mi się wyraz twarzy Lou i Nialla. Nie był to miły widok. Ewidentnie byli smutni.
A ja czemu akuratnie powiedziałam o Joshu? Czemu właśnie o nim? O dupku, przez którego płaczę nocami? Kochałam go. A może nadal kocham? Nie wiem, co mam o tym myśleć. Wszystkie wspomnienia wróciły. Pamiętam dni spędzone z nim. Jego uśmiech, jego miękkie usta i zapach, od którego uzależniałam się każdego dnia na nowo. Mimowolnie spłynęła łza po moim policzku. Znowu przez niego płaczę. Nie, nie mogę. To on spieprzył mi życie. To on omal mnie nie zabił. Stoczył mnie na samo dno. Nie chcę o nim pamiętać. On nie zasługuje na moje łzy.
Wytarłam policzek, po czym spojrzałam na zegarek, który wskazywał 8:15. Zeszłam na dół, zjadłam śniadanie składające się z musli i jednej gruszki. Było prawie wpół do dziewiątej. Wypadałoby się zbierać. Stwierdziłam, ze ubiorę się w jasno beżową sukienkę z wielką kokardą na ramieniu. Do tego założyłam tego samego koloru szpilki na platformie. Włosy lekko podkręciłam, po czym zrobiłam lekki makijaż. Wyrobiłam się do około 8.45. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy (czyt. portfel, prawo jazdy, komórkę i klucze do samochodu i do domu). Zamknęłam drzwi i wsiadłam do auta.
Gdy weszłam do domu chłopaków, złapałam się za głowę. Oni nie są jeszcze gotowi! Jedynie Liam zauważył moją obecność. Reszta biegała po domu i krzyczała, ze nie ma się w co ubrać. Wkurzyłam się. Poszłam na górę. Weszłam do pierwszego pokoju. Jak się okazało, był to pokój Niallera (poznałam po fladze, którą już wcześniej widziałam, gdy tu spałam). Chłopak siedział przed szafą i o mało co nie płakał. Po chwili zobaczył moją obecność. Nie odzywał się. Podeszłam do szafy i wyjęłam szare spodnie, niebieską polówkę i białe adidasy. Wkurzona rzuciłam nimi w niego.
- Za 5 minut na dole! - posłałam mu zabójcze spojrzenie.
Podążyłam do następnego pokoju, jak się okazało, Harry’ego który, niczym się nie przejmując, pisał smsa.
- Ubieraj się! – wykrzyczałam, aż chłopak podskoczył na łóżku.
- Już - jęknął od niechcenia.
Kolejną moją ofiarą był Lou. Ten o dziwo się do mnie odzywał.
- Heeej Trini! – wykrzyczał, jak to miał w zwyczaju.
Nie odpowiedziałam mu, tylko podeszłam do szafy i rzuciłam mu na łóżko czerwone spodnie i bluzkę w paski. Norma. Wyszłam z pokoju. Chciałam już iść do Zayna, ale stwierdziłam, ze i tak go tam nie zastanę. Tak wiec skręciłam do łazienki. Nie myliłam się, stał i układał włosy.
- Długo tu jeszcze będziesz siedział ?- wydarłam się.
- A co ci do tego? – warknął.
A to teraz będzie miał za swoje. Wychodząc, zapierdzieliłam mu żel do włosów. Słynny Wax.
Zeszłam na dół i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Oni tu są i się zachowują. Normalnie! Usiadłam z chłopakami na sofie.
- Kto śmiał ukraść mój żel do włosów!!!! - krzyczał mulat zbiegając na dół.
Zaczęłam się śmiać.
- To ty, wredna dziewojo! - chłopak wskazał na mnie palcem - Oddawaj! - po czym rzucił się na mnie.
Dzięki Bogu chłopaki ściągnęli go ze mnie. Nie żeby coś, ale ciężki jest. Nie ustąpiłam i nie oddałam mu jego cudeńka. Wyszliśmy z domu. W studiu byliśmy o 10, tak jak się umawialiśmy (na szczęście).
- Masz i żryj gruz, cyganie! - rzuciłam w mulata Waxem.
Sekunda nie minęła, a obok nas już go nie było, pobiegł do łazienki.
- Tak więc, chłopaki, macie się zachowywać. Zaczynamy o 10. Teraz czeka na was makijażysta.
- Tak jest, panie kapitanie! - odkrzyknęli chórem, po czym zniknęli za wielkimi drzwiami.
Ja udałam się do Ellen, aby obgadać z nią przebieg wywiadu. Okazało się, ze to świetna babka. Dogadywałyśmy się świetnie. Postanowiłam, że sprawdzę, co się u dzieje u chłopaków.
- Niech mi pani tego do oka nie wsadzi, długo jeszcze? - marudził Niall - ale może mniej pudru. Czy ja wyglądam na kobietę?
Nie wytrzymałam, zaczęłam się śmiać. Reszta była już wyszykowana. Nadszedł czas wywiadu.
- Dzień dobry - Ellen rzuciła na wejściu - Dziś moimi gośćmi będą chłopaki z zespołu One Direction!!! - słychać było piski i wrzaski dziewczyn.
Chłopaki weszli pomieszczenia i rozsiedli się na kanapach. Przedstawili się, po czym kobieta zaczęła zadawać im pytania. Na temat trasy koncertowej, o najbliższych planach na przyszłość i tym podobne. Chłopaki odpowiadali z wielkim uśmiechem na twarzy. Zaczęła zadawać pytania prywatne. Zapytała o ich związki. Byłam zdruzgotana tym, co usłyszałam. Chyba będę musiała pogadać z niektórymi osobami.
- Słyszałam ze macie nowego menagera? Jak się wam z nim pracuje? - zadała kolejne pytanie.
- Trini jest bardzo wyrozumiała w stosunku do nas i za to ją kochamy - odpowiedział Liam.
Reszta tylko mu przytaknęła. Wywiad się skończył. Podziękowałam chłopakom i się z nimi pożegnałam. Zadzwoniłam do Demi ale nie chciała rozmawiać. Z resztą, nie dziwię się. Widziała ten wywiad. I co ja mam teraz zrobić?!
Wróciłam do domu, w którym zastałam Emily.
- Zjebie, jak ja tęskniłam! - rzuciłam się na przyjaciółkę.
- Ja bardziej, Lamo! - wykrzyczała ze śmiechem.
Rozmawiałyśmy o wszystkim co się wydarzyło od jej wyjazdu. O mojej pracy z chłopakami i o jej pobycie w Paryżu i Mediolanie. Dziewczyna powiedziała mi w jakim stanie jest Demi. Nie myśląc długo wyszłyśmy z domu i pojechałyśmy do przyjaciółki.
To, co zastałyśmy w jej domu, totalnie nas przeraziło...


Perspektywa Emily:

        
            Tego dnia jakoś niespecjalnie chciało mi się wstawać...było mi tak błogo. Ale wszystko co dobre kiedyś się niestety kończy. Może poleżałabym jeszcze chwilkę, ale na szczęście mam świadomość tego jak długo okupuję łazienkę. Kiedy wstałam była 7:30. Poranna toaleta, lekkie śniadanie (jogurt) nie lubię się opychać z samego rana. Wzięłam "szybki" prysznic i stanęłam przed szafą z myślą, że pęka ona w szwach, a ja nie mam się w co ubrać!!! W końcu zdecydowałam się na zwiewną, przedłużaną z tyłu "gorsetową" sukienkę...oczywiście czarną i czarne mysiate balerinki. Do tego zegarek, z którym się nie rozstaję i łańcuszek z przywieszką. Makijaż grafitowy...pod kolor paznokci.
          Jakieś 15 minut później byłam już u Demi. W końcu mogłam sobie z nią pogadać, chociaż irytowały mnie te ciągłe pytania typu 'I jak było?, 'Co widziałaś?, a zwłaszcza jedno 'Pewnie poderwałaś kogoś fajnego??'. W końcu to w jej stylu.
          Oh, jak ja tego nienawidzę ! To że jestem sama nie znaczy, że gdzie nie pojadę uganiam się za chłopakami. Jest mi samej dobrze. Nie mam chłopaka to nie mam problemów...tego się trzymam.
Rozmawiałyśmy dość długo, mimo to ciągle miałam wrażenie, że Demi coś przede mną ukrywa. Dochodziła 10. Nawet nie zauważyłyśmy, że jest już tak późno. Demi musiała jechać na sesję. Postanowiłam jechać z nią. I tak nie miałam nic ciekawszego do roboty... kocioł zacznie się dopiero jutro, a dzisiaj mam wolne.
          Dotarłyśmy na miejsce. Miałam farta, bo pozwolono mi oglądać całą sesję przez lustro weneckie. Okazało się, że sesja była w moich klimatach...GOTYCKA ! O jak ja jej w tym momencie zazdrościłam... W tym momencie (widocznie zażenowany tym, że Demi nie jest stworzona do mrocznych sesji) fotograf zarządził przerwę. Zanim się obejrzałam Demi już nie było. Domyśliłam się, że jest w bufecie i nie myliłam się. Zastałam ją wpatrzoną w ekran telewizora...taak przecież jest wywiad z One Direction! W pewnym momencie zauważyłam jak do jej błyszczących ze szczęścia oczu napływają łzy. Po chwili wybiegła z pomieszczenia i usłyszałam trzask zamykanych drzwi łazienki. Pobiegłam za nią. Teraz już wszystko zrozumiałam i wiedziałam co zataiła przede mną przyjaciółka. Po irytującym poszukiwaniu właściwego korytarza otworzyłam drzwi, które chwilę wcześniej były wystawione na niezłą próbę wytrzymałościową i weszłam do środka. Zastałam tam Demi zalaną łzami. Była na skraju rozpaczy. Nie miałam zamiaru jej pocieszać, bo to nic nie daje i tylko pogarsza sytuację. Spytałam tylko co się stało bez większej nadziei na to, że mi odpowie. Miałam rację. Niestety po tej sesji musiałam iść, a nie chciałam zostawiać przyjaciółki w tym stanie. Bałam się o nią. Nie pamiętam nawet która była godzina.
          Pojechałam prosto do Trini. Nie było jej jeszcze w domu więc usiadłam na schodach. Nie musiałam na nią długo czekać. Przynajmniej to pół godziny w porównaniu z wiecznością jaką się nie widziałyśmy nie miało dla mnie większego znaczenia. Przywitałyśmy się i weszłam do środka. Nie wiem jak długo gadałam z tym popierdoleńcem, w każdym razie czas zleciał szybko. Kiedy jednak zmieniłyśmy temat na "Demi", stwierdziłyśmy zgodnie, ze najlepiej będzie, jak do niej pojedziemy. Co jak co, ale znamy ją dobrze, nie wiadomo, co w takiej sytuacji może jej do łba strzelić. Niestety, nie myliłyśmy się...


Perspektywa Demi:


            Kolejny dzień, który przywitałam z uśmiechem. Kolejny dzień, który rozpoczęłam, przytulając poduszkę i szepcząc do niej: „Dzień dobry, Harry!”. Wstałam, ubrałam jedwabny, purpurowy szlafrok i powędrowałam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i zadzwoniłam do Harolda.
- Czeeść, nie obudziłam cię? – spojrzałam na zegarek, była 7:20 (dlaczego już nie śpię?).
- Pewnie, że nie! – zawołał z radością w głosie. – Właśnie się szykujemy, dzisiaj wywiad.
- Aaaa, no tak. Chciałam tylko powiedzieć, że raczej cię nie pooglądam, cały dzień pracuję.
- Nie szkodzi, wszystko ci opowiem – powiedział słodko. – Nie gniewaj się, ale nie bardzo mogę gadać. Musimy być gotowi na 8:00.
- Nie no, spoko, nic się nie dzieje. Zobaczymy się wieczorem?
- Nie wiem, zadzwonię, jak coś. Pa!
- Pa!
Zaczęłam szykować się do wyjścia. Trzy sesje jednego dnia to, jak dla mnie, „lekka” przesada. Ale nic, taka praca. Założyłam miętowe rurki, biały sweterek i czarne botki na wysokiej szpilce (ostatnio nie wkładam butów bez obcasa). Do tego czarna, skórzana kurtka i byłam prawie gotowa. Zrobiłam sobie delikatny makijaż. Wyszedł idealny. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Emily, jesteś wreszcie! – wyściskałam ją i zaprosiłam do kuchni.
            Zrobiłam nam kawy.
- I jak było? Gadaj coś! – myślę, że spodziewała się tego pytania.
- A tam, normalnie, jak to na wyjeździe, nie ma o czym gadać.
- No mów, nie każ mi czekać! – chwilę posiedziałyśmy, a Em opowiadała, jak było w Paryżu i Mediolanie. Wszystko pokrótce, jak to miała w zwyczaju.
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 10:00.
- Wiesz , nie gniewaj się, ale muszę jechać na sesję, a mam ich dzisiaj trzy. Chyba, że… Jak chcesz, to możesz jechać ze mną. Trini dzisiaj nie złapiesz, nie ma szans.
Emily nie miała nic przeciwko. Wsiadłyśmy w auto i pojechałyśmy.
            Pierwsza sesja była dla jakiejś gotyckiej projektantki. Boże, to była istna męka! Jak ja niby miałam udawać smutną i posępną, skoro jestem teraz taka szczęśliwa? Właściwie podobał mi się jedynie makijaż, taki ciemny, mocny, wyrazisty… no i równie perfekcyjny, jak mój. W końcu fotograf nie wytrzymał i zrobił przerwę. Poszłam po kawę do małej kawiarenki. Ale trafiłam! W małym telewizorku właśnie pokazywali wywiad z moimi chłopcami! Zaczęłam oglądać z bananem na ryju. Po chwili Em przysiadła się do mnie. Postanowiłam jej nie mówić o mnie i Harrym, niech usłyszy to od niego.
W pewnym momencie kobieta zapytała ich o uczucia i związki. Tak dyskretnie ich podeszła. Liam zachwalał Danielle cały czas, Nialler i Zayn tylko się śmiali, a Lou, nieśmiało mówiąc, że ma kogoś na oku, zerkał w stronę Trini. Harry milczał. Jakoś mi się to nie podobało. No, ale… może chce wywołać odpowiedni efekt? Z niecierpliwością czekałam na moment, w którym TO powie. Nie tylko ja zauważyłam, że Styles przestał się odzywać. Prezenterka spytała go więc wprost. Nagle jego mina przybrała dziwnego wyrazu, jakby jakiś grymas, nieudolny, sztuczny uśmiech przeplatany jakąś… niepewnością? strachem? Odpowiedział jednak wesołym głosem:
- Jestem szczęśliwy i wolny! Jest mi z tym dobrze i, jak na razie, nikogo sobie nie szukam!
Patrzyłam na telewizor z niedowierzaniem. Chłopaki spojrzeli na niego równie zdziwionym wzrokiem. Że co? Przecież to nie może być prawda! Jak on mógł?! W oczach poczułam łzy. Nie umiałam tego ukryć. Wybiegłam do łazienki. Przykucnęłam w kącie i najzwyczajniej w świecie zaczęłam wyć. Drzwi się otworzyły. Schowałam twarz w dłoniach.
- Co się stało? – usłyszałam ciepły, troskliwy głos Emily.
Nic nie powiedziałam. Przytuliłam się do niej i wyłam dalej. W końcu mi przeszło. Poza tym, przerwa dobiegła końca. Spojrzałam w lustro.
- No, świetnie, i mój idealny makijaż szlag trafił – powiedziałam to tak żałośnie, że aż znowu zachciało mi się płakać.
- Tylko nie wyj, nie daj mu tej satysfakcji. Nie daj mu się, tak, jak temu debilowi parę lat temu!
Zapewne miała na myśli Billy’ego. Ale nie miałam czasu, żeby o tym myśleć. Wróciłam na sesję. Przynajmniej fotograf był ze mnie zadowolony. Byłam „idealnie smutna i posępna”, szkoda tylko, że to nie była gra. Po sesji poleciałam na następną. I potem na kolejną. Emily pojechała do domu, ja też. Byłam wykończona. Zauważyłam, że jakieś 5 razy dzwoniła do mnie Trini. Nie miałam ochoty oddzwaniać. Za chwilę jednak to ona zadzwoniła.
- Widziałaś nasz wywiad? – zapytała. Po głosie poznałam, że chciała udawać, że nic się nie stało.
- Ta, widziałam. Sorry, ale nie chcę o tym gadać. Zadzwonię jutro, padam na twarz. Pa.
Rozłączyłam się, zanim usłyszałam odpowiedź. Zaczęłam po raz kolejny wspominać przeszłość. Jakże gorzką i bolesną.
Moja mama była zabójcą. Dwa razy dokonała aborcji, tylko dlatego, że dziecko było dla niej „niewygodne”. Mnie też by pewnie zabiła, tyle że dowiedziała się o mnie babcia. Mama miała wtedy związane ręce. Musiała mnie urodzić. Mimo to, nie zamierzała tracić czasu na wychowywanie mnie. Zajmowała się mną babcia. Niby miałam wszystko, kochałam rodziców, ale oni nigdy nie dali mi poczucia bezpieczeństwa, miłości. NIGDY. Kiedy miałam 14 lat, poznałam Billy’ego. Typowy bad boy. Podobało mi się to. Niestety, z czasem znudziłam go. A on, zamiast zakończyć nasz związek, ciągle mnie poniżał. W końcu nie wytrzymałam i skończyłam to. Nie umiałam tak żyć. On jednak nie dał za wygraną. Śledził mnie, groził. W końcu mnie porwał i usiłował… sama nie wiem. Zabić? zgwałcić? Przestałam chcieć żyć. Pocięłam całe ręce i nogi. Moja kuzynka, Marilyn, znalazła mnie w ostatniej chwili. Ledwie mnie uratowali. Po wyjściu ze szpitala postanowiłam na nowo nauczyć się żyć i ufać ludziom. Ufać facetom. I wtedy poznałam Williama. To jedna z najwspanialszych osób, którą przyszło mi spotkać. Niestety, i tym razem nie wyszło. Dlaczego? Miał raka. Nerki. Miałam już te 18 lat, zostałam dawcą. Nie wiedziałam, dla kogo był mój narząd, miałam jednak nadzieję, że to Willy ją dostanie. W końcu dostał jakąś nerkę, nie było wiadomo, czyją.  Przeszczep się udał. Mimo to nie udało mu się. Zmarł w 3 rocznicę naszego związku. Przez przypadek usłyszałam, ze to moją nerkę dostał. Więc dlaczego go tu nie ma? DLACZEGO?! Znowu chciałam umrzeć. Chciałam być z Willym. Tylko z nim. Tylko jego naprawdę kochałam. Mieliśmy mieszkać razem, wziąć ślub, założyć rodzinę… Żyletki znów poszły w ruch. I, cholera, znowu mnie uratowali. Naprawdę miałam żyć? Po co? Przecież nie miałam po co. Nie miałam dla kogo… Nagle jednak moja mama sobie o mnie przypomniała. Czy do tego naprawdę były potrzebne dwie próby samobójcze? Nie miałam ochoty dawać jej szansy. Ale jednak spróbowałam. I się udało. Teraz jest ok. A przynajmniej było. Do dzisiaj.
Poczłapałam do łazienki. Nalałam do wanny wody. Sama ciągle uzupełniałam ją łzami. DLACZEGO? Rzuciłam się na łóżko. Chwyciłam poduszkę. Jeszcze dzisiaj czule ją przytulałam. Teraz ściskałam ją z całej siły i wylewałam w nią kolejne hektolitry łez. Miałam dość. A może tym razem się uda? W końcu do trzech razy sztuka…
Weszłam do kuchni. Otworzyłam apteczkę. Miałam sporo leków. Chciałam to skończyć, raz na zawsze. Wyjęłam z szafki zdjęcie Willy’ego. Przeszywający błękit jego oczu… Uśmiechnęłam się. Wyjęłam z szafy moją najlepszą sukienkę. Elegancka, czerwona kreacja. Do tego czarne szpilki. Wystroiłam się. Dla Williama. Ten ostatni raz. Wsiadłam do samochodu. Pojechałam na cmentarz. Usiadłam przy jego grobie.
- Dlaczego mi tak ciężko? – płakałam, wpatrując się w mogiłę. – Dlaczego cię tu nie ma? Dlaczego nie możemy być razem? BOŻE, DLACZEGO?! DLACZEGO MI GO ZABRAŁEŚ?!
Krzyczałam przez łzy.
Po około godzinie wróciłam do domu. Wjeżdżając do garażu usłyszałam dźwięk mojej komórki. To Harry. Nie miałam ochoty z nim gadać. No bo, po jaką cholerę? Ale niech myśli, że nic nie wiem. Z resztą, już mi wszystko jedno.
- Cześć, jak ci minął dzień? – zapytał, jak gdyby nigdy nic. Bezczelność!
- Ciężko, ale dałam radę. Jak wywiad? – mnie samą zdziwił udawany spokój mojego głosu.
- W porządku. Miałem dać znać, jeśli będę miał czas wieczorem. Dasz się wyciągnąć na spacer?
- Nie gniewaj się, ale jestem wykończona. Może jutro… - taa, najlepiej udawać, że wszystko jest ok!
- Dobrze, odezwę się. Pa!
Nie odpowiedziałam. Dopiero po naciśnięciu czerwonej słuchawki szepnęłam „żegnaj”.
            Weszłam do domu. Poczułam niezwykłą, wręcz dziwną, ulgę. Zrobiłam kolację. Na stole zapaliłam świecę i postawiłam zdjęcia Willy’ego. Ciągle się do niego uśmiechałam. Potem położyłam się na łóżku. Połykałam po jednej tabletce. Dla wzmocnienia efektu wyjęłam z szafki wino. Popijałam nim kolejne tabletki. Po opróżnieniu opakowania wzięłam w ręce ramkę z jego zdjęciem. Mój kochany William. Przytuliłam go do siebie. Zrobiło mi się błogo… coraz lżej…





~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~  


Przepraszamy, że tak długo to trwało, ale jest Rozdział 6!
Wedle Waszych sugestii (i moich niecnych planów) relacja Demi - Harry została "skomplikowana". Ja też nie lubię banalnych happy endów ;)
WIELKIE DZIĘKI ZA PONAD 1200 WEJŚĆ! JESTEŚCIE NIESAMOWICI!
Kochamy Was! Xxxx