Perspektywa Trini:
Szum, odgłos karetki,
płacz Emily, widok wynoszonej na noszach Demi. Wszystko to przyprawiało mnie o
dreszcze...Bałam się o nią, a zarazem miałam ochotę jej coś zrobić, byłam zła.
Jak ona mogła? Jak ona mogła nam to zrobić ?? Jak ona mogła Mi to zrobić!
Przecież wie ze ją kocham. I czemu to zrobiła ? Niech ja się tylko dowiem. Czy
ona widziała ten pieprzony wywiad... sama nie wiem Co jej przyszło do głowy
żeby się nawpieprzać tych tabletek. Miałam tego dość...
Usiadłam na schodach
i obserwowałam co się dzieje. Jeszcze to do mnie nie dotarło... moja mała Demi
znowu nam to zrobiła. Rozpłakałam się, rozpłakałam się jak małe dziecko. Zawsze
ukrywam swoje uczucia ale dziś nie dałam rady. Z tego co widziałam Emily
trzymała się lepiej ode mnie, właśnie rozmawiała z sanitariuszami. Ja bym nie
dała rady. Płakałam, wciąż płakałam. W moich uszach rozbrzmiewał tylko odgłos
karetki a przed oczami widniał tylko jeden obraz. Obraz Demi ze zdjęciem
William'a w ręce.
*10 minut później*
- Trini wejdź do domu
- czarnowłosa stała w drzwiach patrząc na mnie lekko uśmiechając się -
marzniesz.
Dziewczyna stała nade
mną kilka minut. Nie odzywałam się. Nie chciałam wchodzić do domu, wolałam
jechać do szpitala. Ale to zbędne. Lekarze kazali nam zostać w domu,
stwierdzili ze nie ma potrzeby
żebyśmy tam jechały. Dziewczyna
odpuściła, weszła do domu. Po chwili jednak wyszła i wróciła z kocem i mnie
owinęła po czym ponownie opuściła taras.
Kocham ją za to, wie kiedy chce być sama, kiedy potrzebuje pomocy. Zawsze jest
i mi pomaga, można na nią liczyć. Siedziałam rozmyślając o wszystkim co mnie w
życiu spotkało. Coraz częściej to robię, coraz częściej płacze i okazuje
słabość.
Co się ze mną dzieje ? Odkąd poznałam chłopaków czuje się dziwnie, tak
jakby Lew zmieniał się w potulnego kotka. Zmieniają mnie i czuje się z
tym dobrze. Nie powiem polubiłam ich bardzo. Louis ma świetne poczucie humoru,
Liam jest przecudowny, taki czuły i troskliwy. Niall przy nim czuje się
cudownie, uwielbiam tego blondaska. Zayn tego chłopaka jeszcze nie rozgryzłam
jest taki cichy, z pewnością pasowałby do Emily. Harry ten chłopak działa mi na
nerwy, a tym co powiedział dzisiaj w wywiadzie jeszcze bardziej mnie
zdenerwował. Ale to w końcu chłopak Demi nie mam wyboru, musze go lubić. A właśnie
przydałoby się do niego zadzwonić. Podniosłam się ze schodów i weszłam do domu.
- Emily przydałoby
się powiadomić Harrego - spojrzałam na dziewczynę - w końcu ma prawo wiedzieć -
burknęłam
- Już to zrobiłam,
zapewne jest już w szpitalu - popatrzyła na mnie - zbieraj się my też jedziemy
- lekko się uśmiechnęła.
Odłożyłam koc na sofę
i wyszłam na zewnątrz, Em zakluczyła drzwi do mieszkania Demi a ja odpaliłam
samochód. Dziewczyna wsiadła i odjechałyśmy. Po drodze wstąpiłyśmy do mojego
domu i do mieszkania Emily. Przebrałyśmy się, ja założyłam turkusowe spodnie a
do tego czarną bluzę z wielkim sercem na środku i trampki. Włosy związałam w
koka. Em ubrała czarne obcisłe rurki, czerwoną bluzkę i czarny sweterek do tego założyła baleriny, włosy
rozpuściła.
Pod szpitalem byłyśmy około 20.00. W środku zapytałyśmy gdzie
została przewieziona Demi. Miła pani podała nam numer sali po czym podążyłyśmy
w jej kierunku, w środku byli już chłopcy. Przywitałam się z nimi i
przedstawiłam Emily. Dziewczyna rozmawiała z chłopakami a ja podeszłam do łózka
na którym leżała Demi. Usiadłam z drugiej strony ponieważ jedna strona była
zajęta przez Harrego. Siedziałam tam przez chwile wpatrując się w dziewczynę.
Po chwili wszedł lekarz rozmawiał chwile z Emily i kazał nam iść ponieważ już
jest późno i wizyty się już dawno skończyły.
- Dziewczyny może
wpadłybyście do nas ? - zapytał z nadzieją Liam.
- Liam ma racje co będziecie
same siedzieć - przytakną mu Niall
Zastanowiłam się
chwile.
- Niestety ja nie tym
razem, może Emily pojedzie - spojrzałam na dziewczynę.
- Ja z chęcią -
posłała im ciepły uśmiech.
- No to załatwione !
- ucieszył się Zayn - wsiadaj do auta i jedziemy.
Dziewczyna się ze mną
pożegnała i wsiadła do busa chłopaków. Ja podążyłam do swojego samochodu. Po
chwili ktoś złapał mnie za ramie. Przeraziłam się, odwróciłam się. Przede mną stał Louis i Niall.
- Czego chcecie ? -
powiedziałam od niechcenia.
- Potowarzyszyć ci -
wyszczerzył się Lou.
- 10 metrów do
samochodu ? - nie powiem zdziwiło mnie to.
- Nie, jedziemy z
tobą do domu - tym razem odezwał się blondyn.
Nie miałam siły się z
nimi kłócić. Louis usiadł za kierownicą bo jak stwierdził "Jestem
wykończona" w sumie to miał racje. Niall usiadł razem z nim z przodu. Ja
poszłam na tylne siedzenia z własnej woli. Nim dojechaliśmy do domu zasypiałam
i budziłam się kilka razy. Po dotarciu do mojego azylu poszłam się wykąpać po
czym zeszłam na dół do kuchni. Zdziwiłam się, czekała na mnie kolacja. Jak się
okazało zrobili ją chłopcy.
- Dziękuje to było
pyszne - pocałowałam obu w policzek
- To my będziemy
częściej ci gotować - zaśmiali się.
- A wy jedziecie do
domu ? Czy może chcecie zostać ? - nie dopuściłam ich do odpowiedzi -
zostajecie.
Chłopaki wymienili
się spojrzeniami
- Zostajemy - odparli
z wielkim bananem na ryjku.
Całe szczęście ze mam
duży dom. Zaprowadziłam chłopców do osobnych pokoi a sama udałam się na balkon
w celu spalenia szluga. Nie powiem chciałam rzucić to świństwo ale nie
wychodziło mi to za cholerę.
Spaliłam jednego,
potem kolejnego, czułam się świetnie. Odstresowało mnie to, gdy sięgałam po
ostatniego papierosa na balkon wszedł Louis.
- Zostaw to - skarcił
mnie wzrokiem - Ładne dziewczyny nie powinny palić.
- Ładnym chłopcom nic
do tego - wyszczerzyłam się.
Chłopak pociągną mnie
za rękę jednocześnie wytrącając mi papierosa z dłoni.
- Ejj to był mój
ostatni – pisnęłam.
- No mam nadzieje ze
ostatni, nie będziesz tego palić - warknął.
Usiedliśmy na kanapie
na balkonie.
- Zimno - cała się
trzęsłam.
Chłopak poszedł po koc po czym przykrył nas
oboje i mnie przytulił. Czułam ciepło, które od niego biło. Czułam się
bezpieczna. Wtuliłam się mocniej w chłopaka.
Siedzieliśmy w ciszy. Chłopak ciągle mi się
przyglądał. Nie powiem ja jemu też, nie mogłam oderwać wzroku od jego pięknych
oczu.
- Śliczna jesteś
wiesz ? - obdarzył mnie uśmiechem.
- Wiem - zaczęłam się
śmiać.
Chłopak zaczął mnie
łaskotać.
- Lou proszę zostaw !
Proszę - krzyczałam przez śmiech.
Chłopak przestał mnie
łaskotać. Nasze twarze zbliżyły się do siebie. Pocałowałam go. Nie wiem jak to
się stało ale nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Nie mogłam się od
niego oderwać. Miał takie słodkie i miękkie usta, mogłam trwać tak wiecznie,
ale oprzytomniałam, wstałam szybko z miejsca przez przypadek uderzając go w
twarz, i oto takim sposobem przecięłam
mu wargę.
- Przepraszam - do
moich oczu naszły łzy, uciekłam.
Gdy tylko znalazłam
się w swoim pokoju zamknęłam drzwi i rzuciłam się z płaczem na łóżko. Nawet nie
wiem kiedy zasnęłam.
Perspektywa Emily:
Szum, odgłos karetki, płacz Emily, widok wynoszonej na noszach Demi. Wszystko to przyprawiało mnie o dreszcze...Bałam się o nią, a zarazem miałam ochotę jej coś zrobić, byłam zła. Jak ona mogła? Jak ona mogła nam to zrobić ?? Jak ona mogła Mi to zrobić! Przecież wie ze ją kocham. I czemu to zrobiła ? Niech ja się tylko dowiem. Czy ona widziała ten pieprzony wywiad... sama nie wiem Co jej przyszło do głowy żeby się nawpieprzać tych tabletek. Miałam tego dość...
Usiadłam na schodach i obserwowałam co się dzieje. Jeszcze to do mnie nie dotarło... moja mała Demi znowu nam to zrobiła. Rozpłakałam się, rozpłakałam się jak małe dziecko. Zawsze ukrywam swoje uczucia ale dziś nie dałam rady. Z tego co widziałam Emily trzymała się lepiej ode mnie, właśnie rozmawiała z sanitariuszami. Ja bym nie dała rady. Płakałam, wciąż płakałam. W moich uszach rozbrzmiewał tylko odgłos karetki a przed oczami widniał tylko jeden obraz. Obraz Demi ze zdjęciem William'a w ręce.
Co się ze mną dzieje ? Odkąd poznałam chłopaków czuje się dziwnie, tak jakby Lew zmieniał się w potulnego kotka. Zmieniają mnie i czuje się z tym dobrze. Nie powiem polubiłam ich bardzo. Louis ma świetne poczucie humoru, Liam jest przecudowny, taki czuły i troskliwy. Niall przy nim czuje się cudownie, uwielbiam tego blondaska. Zayn tego chłopaka jeszcze nie rozgryzłam jest taki cichy, z pewnością pasowałby do Emily. Harry ten chłopak działa mi na nerwy, a tym co powiedział dzisiaj w wywiadzie jeszcze bardziej mnie zdenerwował. Ale to w końcu chłopak Demi nie mam wyboru, musze go lubić. A właśnie przydałoby się do niego zadzwonić. Podniosłam się ze schodów i weszłam do domu.
Odłożyłam koc na sofę i wyszłam na zewnątrz, Em zakluczyła drzwi do mieszkania Demi a ja odpaliłam samochód. Dziewczyna wsiadła i odjechałyśmy. Po drodze wstąpiłyśmy do mojego domu i do mieszkania Emily. Przebrałyśmy się, ja założyłam turkusowe spodnie a do tego czarną bluzę z wielkim sercem na środku i trampki. Włosy związałam w koka. Em ubrała czarne obcisłe rurki, czerwoną bluzkę i czarny sweterek do tego założyła baleriny, włosy rozpuściła.
Pod szpitalem byłyśmy około 20.00. W środku zapytałyśmy gdzie została przewieziona Demi. Miła pani podała nam numer sali po czym podążyłyśmy w jej kierunku, w środku byli już chłopcy. Przywitałam się z nimi i przedstawiłam Emily. Dziewczyna rozmawiała z chłopakami a ja podeszłam do łózka na którym leżała Demi. Usiadłam z drugiej strony ponieważ jedna strona była zajęta przez Harrego. Siedziałam tam przez chwile wpatrując się w dziewczynę. Po chwili wszedł lekarz rozmawiał chwile z Emily i kazał nam iść ponieważ już jest późno i wizyty się już dawno skończyły.
Perspektywa Emily:
Weszłyśmy do domu Demi...to co tam ujrzałyśmy było przerażające. Wszystko ogarnięte było ciemnością. Na stole dogasała świeczka, przy której można było dostrzec niewyraźny zarys butelki po winie i opakowań z tabletek. Zaświeciłyśmy światło. Wszystko było już wyraźne, a na podłodze leżała opróżniona ze wszystkich leków apteczka. Teraz obie z Trini wiedziałyśmy - wręcz byłyśmy pewne - co się stało. Bez większego namysłu pobiegłyśmy do sypialni. Zobaczyłyśmy Demi leżącą na łóżku. W rękach trzymała zdjęcie. Williama. Przez chwilę myślałyśmy, że jest już za późno. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Tak, płakałam i nie wstydziłam się tego. Zastanawiałam się jak ona mogła nam to zrobić? Wiedziałam o tym co zaszło między nią, a Harry'm i mimo tego byłam na nią wściekła! Po jakimś czasie przyjechała karetka... Demi wynieśli na noszach. Przestałem płakać, ogarnęłam się i poszłam porozmawiać z sanitariuszami.
- Co z nią? Czy wyjdzie z tego? Kiedy mniej więcej dojdzie do siebie? - pytałam "bez kropki i przecinka" lekarza, który przyjechał po przyjaciółkę.
Słowa sanitariusza bardzo mnie uspokoiły. Podziękowałam mu za to, pożegnałam się i ruszyłam w stronę Trini, która ku mojemu zdziwieniu płakała.
Karetka odjechała, a my zostałyśmy w domu Demi. Trini siedziała na tarasie. Stwierdziłam, że chce być sama więc przyniosłam jej koc i zostawiłam samą.
Usiadłam w salonie i zobaczyłam telefon przyjaciółki. Może to trochę chamskie, grzebać w czyimś telefonie, ale chciałam powiadomić o wszystkim jej chłopaka. Kiedyś musiał się przecież dowiedzieć. Ja nie miałam do niego numeru, a nie chciałam zawracać głowy Trini. Znalazłam jego numer.... odebrał niemal natychmiast.
- Cześć Skarbie! - usłyszałam w słuchawce i wszystko zaczęło się we mnie gotować - dlaczego się nie odzywałaś?
- Z tej strony Emily przyjaciółka Demi. My się nie znamy, ale dzwonię ponieważ powinieneś o czymś się dowiedzieć... - powiedziałam dobierając starannie każde słowo.
- Taak? - głos chłopaka nie był już tak pewny.
- Demi jest w szpitalu. Przedawkowała leki... chyba nie muszę ci tłumaczyć z jakiego powodu. Pomyślałam, że będzie lepiej jeśli dowiesz się o tym teraz.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza po czym usłyszałam w drżący głos Harry'ego
- D-dziekuję, że mi o tym p-powiedziałaś. J-uż tam-m jadę!
Nie odpowiedziałam. Rozłączyłam się. Nie mogłam pojąć dlaczego on jej to zrobił.
Po chwili przyszła Trini, która nie wiedząc o mojej rozmowie stwierdziła, że trzeba powiedzieć Harry'emu. Gdy dowiedziała się, że już to zrobiłam zobaczyłam w jej oczach ulgę.
Ogarnęłyśmy się i pojechałyśmy do Demi. Po drodze wstąpiłyśmy do swoich domów głównie po to, żeby się odświeżyć i przebrać. Po obejściu połowy szpitala w poszukiwaniu oddziału, na który nas skierowano w końcu weszłyśmy do właściwej sali. Zastałyśmy tam już piątkę chłopaków.Czułam na sobie ich wzrok. Tylko Harry siedział przy Demi nie zwracająca na mnie uwagi. Szturchnęłam Trini, która najwidoczniej zapomniała, że trzeba mnie przedstawić. W końcu jednak to zrobiła i poszła zobaczyć co z Dem.
Ciekawskie spojrzenia po chwili rozmowy zaczęły ustępować co mnie bardzo ucieszyło. Zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądam, ale bez przesady! Tylko jedna osoba ciągle się we nie chamsko wpatrywała. To był ten mulat. Jak on się nazywał... Zayn! Taak, to był on. Postanowiłam to zignorować.
Czas leciał niebywale szybko. Przyszedł lekarz i powiedział, że odwiedziny już dawno się skończyłu i wygonił mnie nas do domu. Chłopaki chcieli żebyśmy pojechały z nimi. Trini niestety odmówiła... ja postanowiłam skorzystać. Louis i Niall wybiegli za Trii i zniknęli.
Gdy dotarliśmy do willi czułam się trochę nieswojo alee. Weszliśmy do środka. Zobaczyłam Haeey'ego, który się do mnie zbliża. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ale musiałam...
- Chciałem ci podziękować - powiedział. Inni się nam przysłuchiwali.
- Nie ma za co odparłam bez entuzjazmu w głosie.
- Jaa.. ja nie wiedziałem, że to się tak skończy ja...
W tym momencie nie wytrzymałam i spoliczkowałam go (a siły jak na dziewczynę mam bardzo dużo).
Widziałam zdziwienie na twarzach pozostałych i niemałe oszołomienie ze strony Harry'ego, który resztę "wieczorka zapoznawczego" przesiedział naburmuszony (i spuchnięty) w swoim pokoju. Około godziny 2:30 byłam już w swoim domu, umyłam się i (w końcu) poczłapałam spać...